niedziela, 19 czerwca 2016

Ryan Gattis "Miasto gniewu"

29 kwietnia 1992 roku ława przysięgłych Hrabstwa Ventura w Los Angeles oczyściła z zarzutów trzech z policjantów oskarżonych o bezprawne pobicie czarnoskórego taksówkarza Rodney'a Kinga. Uznany za niesprawiedliwy i krzywdzący mniejszości etniczne wyrok wywołał trwające sześć dni zamieszki, w wyniku których śmierć poniosły 53 osoby, a prawie dwa i pół tysiąca osób zostało rannych. Wydarzenia te stały się inspiracją dla powstania "Miasta gniewu", które odtwarza jeden z wielu możliwych scenariuszy rozruchów.


Autor stanął na wysokości zadania; ukazał wydarzenia - choć fikcyjne, to jednak całkiem prawdopodobne - w jak najbardziej realistyczny sposób. Spektakularne strzelaniny opisane tak plastycznym językiem, że obrazy same pojawiają się w głowie - a ich rozmach kojarzy mi się z najlepszym kinem akcji. Czytając o losach kolejncyh bohaterów, czytelnik nadal ma dobry wgląd w życie wcześniej przedstawionych osób. Historie łączą się czasem dosyć zaskakująco, a osoby z pozoru niepowiązane ze światkiem przestępczym okazują się ocierać o niego poprzez więzy krwi, związki czy współpracę z członkami gangu.

Klimat tamtych dni całkowitego bezprawia znakomicie oddaje język. Potoczny, pełen kolokwializmów, naleciałości z hiszpańskiego (bohaterowie są głównie pochodzenia salwadorskiego), określeń slangowych i licznych niecenzuralnych słów. Zwykle przeszkadza mi, gdy bohaterowie wyrażają się w taki sposób, ale też w przypadku "Miasta gniewu" wygładzenie języka ulic byłoby mocnym przekłamaniem rzeczywistości. Członkowie gangów to przecież ludzie mocno doświadczeni przez życie i nie patyczkują się w rozmowach; świat widzą bardziej dosłownie i w taki sam sposób wypowiadają się lub opisują go czytelnikowi, który śledzi wydarzenia z perspektywy kilkunastu postaci. Tu zatem taki zabieg świetnie się sprawdził.

Trudno cokolwiek skrytykować, bo i nie tu niczego zupełnie niedopasowanego do tej historii. Zakończenie nie jest może szczególnie spektakularne, ale satysfakcjonujące. Rozwiązane wątki dogasają powoli, niczym ogień rozniecony przez buntowników. Po sześciu intensywnych dniach triumfu zła nad dobrem i niekoniecznie zgodnego z prawem wyrównywania rachunków za wyrządzone krzywdy, prawo powraca na ulice. Dobrzy ludzie znów wchodzą w role przykładnych obywateli, a źli znikają z ulic, by w swych kryjówkach opracowywać kolejne ciemne interesy.

Ocena: 8/10

Wydawca: Czarna Owca
Premiera: 18.05.16
Strony: 464

czwartek, 16 czerwca 2016

Gary Paul Nabhan "Kumin, kakao i karawana. Odyseja aromatyczna"

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek jak dieta ludzi sprzed kilku wieków różniła się od tej praktykowanej w czasach globalizacji? Na ile elastyczne i chłonne były kuchnie krajów leżących na najważniejszych szlakach handlowych? Fascynująca jest świadomość, że dziś każdy może w ciągu jednego dnia kulinarnie odwiedzić kilkanaście krajów, a zjedzone posiłki określić jako inspirowane kuchnią innego miejsca na świecie. O korzeniach (sic!) dzisiejszej smakowej wieży Babel świetnie opowiada Gary Paul Nabhan.


Podtytuł "Odyseja aromatyczna" - oprócz oczywistego nawiązania do kultowego filmu Stanleya Kubricka - sugeruje ogromny rozmach publikacji i nie ma w tym żadnej przesady. Autor podróżuje od Azji, przez Europę i Afrykę aż do obu Ameryk, odkrywając zaskakujące wpływy z pozoru obcych kultur; tłumaczy m.in. zamiłowanie do podobnych przypraw na Bliskim Wschodzie i Meksyku czy bardzo zbliżone pod względem użytych składnikow potrawy uznawane za tradycyjne w tych miejscach.

Nabhan stworzył atlas najważniejszych przypraw egzotycznych, odtwarzając drogę, jaką od wieków przemierzały dzięki kupcom i handlarzom. Rośliny, które znalazły szerokie zastosowanie w kulinarnym świecie, dostały swoje metryczki i tym samym zostały głównymi bohaterami tej wyjątkowej książki kucharsko-botaniczno-historycznej. Oprócz ich właściwości medycznych czy kulinarnych, pojawiają się opisy niespożywczego wykorzystania m.in. jako klejów. Jednak to ich znacząca rola w kuchni jest tu szczególnie wyeksponowana i podkreślona.  Uzupełniające książkę przepisy świetnie ilustrują bogactwo smaków, jakie można dzięki umiejętnemu dobieraniu przypraw wydobyć z najróżniejszych mięs i warzyw.

"Kumin, kakao i karawana" to fascynujący zapis imponujących dziejów roślin, dla których posiadania ludzie byli i nadal są w stanie płacić ogromne sumy pieniędzy. Do dziś wanilia, kardamon czy szafran to jedne z najdroższych przypraw, chociaż na bliskowschodnich targach spotkać można dużo cenniejsze okazy. Równolegle z historią przypraw, czytelnik poznaje historię handlu lądowego i morskiego, odwiedza wraz z autorem targowiska i małe sklepiki, poznaje ludzi, którzy dziś zajmują się sprzedażą aromatycznych kopczyków.
 
Ocena: 8/10
 
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 10.03.16
Strony: 336

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Jakob Hein "Berlin. Hipsterska stolica Europy"

Jak opisać ukochane miasto bez przesadnego patetyzmu, który czyni miasto sztucznym, nadętym i tak poważnym, że aż niedostępnym dla szarego człowieka? Jakob Hein świetnie poradził sobie z tym wyzwaniem; pisze o stolicy Niemiec z dystansem i nieodzownym humorem. Pomiędzy zabawnymi historiami i uszczypliwymi komentarzami w odniesieniu do Berlińczyków, nakreśla czytelnikom dawne dzieje miasta, które obowiązkowo pojawiają się w dalszych częściach książki.

Najważniejszy wniosek, jaki płynie z tej sprytnie przemyconej lekcji historii jest następujący: Mur Berliński wcale nie należy do dawnych dziejów (jak sądzić może młodsze pokolenie). Stare podziały wciąż są widoczne w najmniej oczywistych aspektach życia Berlińczyków i między innymi o nich można sporo się dowiedzieć od Heina.


Poszczególne rozdziały porządkują tematy i wyróżniają najważniejsze kwestie, takie jak budownictwo, rozlokowanie poszczególnych klas społecznych, podziały ze względu na wykształcenie, pochodzenie czy preferowaną kuchnię, formy i miejsca wypoczynku czy transport publiczny. Z pozoru wydaje się, że to właśnie taka zwyczajna książka o tym, co i gdzie znaleźć w tak ogromnym mieście, jednak nie do końca. Autor pozwala czytelnikom - bez opuszczania domu - poczuć atmosferę tego miasta, dotrzeć do ciemnych zaułków i popularnych dzielnic. W nos łaskocze zapach currywurst i tradycyjnego kebabu, a w uszach szumi jedna z linii metra, bez którego podróżowanie po berlińskiej metropolii byłoby niemożliwe, a na pewno irytująco uciążliwe.

Nie jest to na pewno przewodnik, a jeżeli ktoś koniecznie chciałby książkę w tej kategorii umieścić, powinien określić ją jako niestandardowy i nietradycyjny niezbędnik turysty. Hein stworzył swoisty Berlin dla początkujących, zawierający zbiór ważnych informacji o charakterystyce ludzi mieszkających i przebywających w różnych miejscach miasta i zderzających się ze sobą kulturach. Ten, kto już dotarł do spisu najlepszych restauracji, najwygodniejszych hoteli i najważniejszych zabytków, koniecznie musi zajrzeć i do tej publikacji. "Berlin. Hipsterska stolica Europy" w nietypowy sposób uzupełnia wiedzę o mieście tak różnorodnym, że na jego zwiedzenie należałoby poświęcić więcej niż jeden wyjazd. Jak stwierdza autor, nawet roczny pobyt w stolicy Niemiec może się okazać zbyt krótki, by w pełni obejrzeć tę zbieraninę samodzielnie funkcjonujących miasteczek, połączonych wspólną nazwą. Teraz dopiero nabrałam ogromnej ochoty na wakacje w tym mieście i niech to będzie najlepszą rekomendacją tej książki.

Ocena: 7/10

Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 12.05.16
Strony: 208

środa, 8 czerwca 2016

Majowe podsumowanie książkowe
+ KONKURS na drugie urodziny bloga

Bez zbędnych wstępów prezentuję mój piękny stosik książek przeczytanych w ubiegłym miesiącu:


1. Justyna Kopińska - Polska odwraca oczy (234)
2. Marta Szarejko - Zaduch. Reportaże o obcości (280)
3. Wacław Radziwinowicz - Crème de la Kreml. 172 opowieści o Rosji (456)
4. Ilona Wiśniewska - Hen. Na północy Norwegii (248)
5. Yaa Gyasi - Droga do domu (412)
6. Mikołaj Golachowski - Czochrałem antarktycznego słonia (512)
7. Magda Omilianowicz - Bestia. Studium zła (280)
   
Razem: 2422 strony

Właściwie żadna majowa lektura mnie nie zawiodła, chociaż nie obyło się bez niespodzianek. Największym zaskoczeniem okazał się zbiór reportaży Justyny Kopińskiej. Średnio zainteresowałąm się tą premierą, ale postanowiłam skusić się na tę nowość ze względu na ogrom pozytywnych recenzji i to właśnie "Polska odwraca oczy" będzie dla mnie numerem jeden ubiegłego miesiąca. Z drugiej strony mogłabym postawić "Zaduch" Marty Szarejko - mimo niskich ocen i neutralnych opinii - dla mnie to bardzo dobra publikacja. Warto wspomnieć o jeszcze jednej publikacji, czyli "Czochrałem antarktycznego słonia" Mikołaja Golachowskiego; jak wszystkie inne z serii EKO od Marginesów zachwyciła mnie od pierwszego spojrzenia. Życzyłabym sobie więcej tak cudownie wyglądających książek, które czyta się tak samo dobrze, jak podziwia.

A teraz pora na przyjemności, czyli konkurs z okazji drugich urodzin bloga, które postanowiłam uczcić nagrodą dla Was, cierpliwie znoszących moje czytelnicze wypociny. :) Co trzeba zrobić, żeby dostać nowiutki egzemplarz "Księgi zachwytów" Filipa Springera (recenzja)? Wystarczy zgłosić się w komentarzu pod wpisem i koniecznie dołączyć swój adres mailowy.

Konkurs trwa od dziś do środy 22.06.16 (włącznie). Później wcielę się w rolę maszyny losującej i 23.06.16 wybiorę jedną osobę, do której powędruje książka. Nazwisko zwycięzcy ogłoszę tutaj oraz prześlę wiadomość na podany w zgłoszeniu adres e-mail. Na dane do wysyłki czekam do niedzieli 26.06.16. Jeśli się nie doczekam, wybiorę kolejną osobę, chociaż bardzo chciałabym pozbyć się tego dodatkowego egzemplarza i jak najszybciej posłać go w świat.

Już pojutrze zamierzam wybrać się do Warszawy by od sobotniego poranka grasować po Big Book Festivalu. Może tam się spotkamy? Nie mogę się doczekać! A tymczasem poczekam na (liczne) zgłoszenia..  ;)


AKTUALIZACJA

Komisja losująca wzięła sprawy w swoje ręce i wybrała zwyciężczynię konkursu. Gratuluję!


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Magda Omilianowicz "Bestia. Studium zła"

"Bestia", w oparciu o akta sądowe, odtwarza wydarzenia od mrocznego dzieciństwa Leszka Pękalskiego, przez czasy szkolne, aż do kilkunastu morderstw i gwałtów, do których się przyznał. Uważany za największą zagadkę polskiej kryminalistyki powojennej - lekko opóźniony w rozwoju, brudny, niedbały i niepozorny - nikt nie uwierzyłby, że zabił niemal siedemdziesiąt osób, głównie kobiet w różnym wieku. Opętany nieopanowanym pociągiem seksualnym mordował i gwałcił, by mścić się na ludziach za złe traktowanie. Z jednej strony świadomy ogromu krzywd wyrządzonych ofiarom i ich rodzinom, z drugiej niezdolny do samokontroli. Bestia, potwór, wampir. Morderca i gwałciciel. Zwierzę.



Pomimo porażającego okrucieństwa i wyrachowania mordercy, przedstawienia kolejnych zbrodni w najbardziej surowym, niewygładzonym wydaniu, oraz tkwiącej gdzieś z tyłu głowy niepokojącej świadomości, że ofiarami są prawdziwi ludzie, tę analizę korzeni zła czyta się nadzwyczaj dobrze. Podczas lektury "Bestii" nie potrafiłam powstrzymać uczucia wstrętu do tego człowieka, który w odpowiednich momentach potrafił zasłonić się niepełnosprawnością, a jednocześnie - według opinii biegłych - był całkowicie poczytalny w momencie popełniania kilkudziesięciu zbrodni, jakie są mu przypisywane. Najbardziej drażni wiedza, że  dowody czy zeznania Pękalskiego i świadków okazały się niewystarczające, a wyrok skazujący zapadł tylko w sprawie jednego morderstwa. Pozostałe zbrodnie uznaje się za nierozwiązane choć niemal pewne jest, że to właśnie wampir z Bytowa był ich sprawcą.

Magda Omilianowicz niezwykle sprawnie łączy reportaż z literaturą piękną. Tam, gdzie nie było możliwe precyzyjne odwzorowanie zdarzeń sprzed lat, autorka umieściła rekonstrukcje sytuacji prawdziwych, łącząc je z fikcyjnymi scenariuszami. Dokładne połączenie obydwu gatunków literackich i zatarcie między nimi granic, zaowocowało powstaniem książki kompletnej, spójnej i ciekawie napisanej. Determinację, z jaką reporterka dąży do odkrycia prawdy i brak zgody na byle jaką pracę wymiaru sprawiedliwości równoważy jej profesjonalne podejście do tematu i szacunek dla ofiar. Nie bez znaczenia dla ostatecznego kształtu "Bestii" jest rozmowa, którą autorka odbyła z Leszkiem Pękalskim na początku lat dziewięćdziesiątych. Całość jest upiornie, przerażająco dobra.

Ocena: 9/10 

Wydawca: Od Deski do Deski
Premiera: 1.06.16
Strony: 280

piątek, 3 czerwca 2016

Wacław Radziwinowicz "Crème de la Kreml. 172 opowieści o Rosji"

Jak Rosja długa i szeroka (a tak potężnej powierzchni nie da się zignorować), tak pełna absurdów i niedorzeczności. O ile w czytelnikach wzbudzić może tylko bezradne wzruszenie ramion czy wynikający ze zdziwienia śmiech, o tyle jej mieszkańcy bez większego problemu poruszają się po świecie dziwnych praw i zasad.

Wyrachowane władze bezczelnie grają na nosie Rosjanom; ci z kolei nie pozostają dłużni nieudolnym politykom, których jedynym obowiązkiem względem ojczyzny jest okradanie jej. Dla człowieka z zewnątrz kontrasty pomiędzy klasami, różnice pomiędzy wspierającą propagandę putinowską telewizją a mediami opozycyjnymi, między tym, jak Rosja chce być postrzegana przez świat i samych Rosjan, a jak faktycznie wygląda są ogromne i trudne do pogodzenia. Nie można z uporem ulegać złudnym wizjom i obietnicom bez pokrycia, gdy wpływowi i bogaci nie mają ochoty pochylać się nad losem ludzi od nich zależnych.


Jedynym sposobem na radzenie sobie ze światem tak obcym i nierealnym jest pisanie o nim w tonie lekko prześmiewczym. Komizm sytuacji, które w innych krajach nie mogłyby mieć miejsca, tu rozpanoszył się na dobre. Wacław Radziwinowicz, jako obserwator wciągnięty w wir rosyjskich dziwactw i absurdów, z pewnym naturalnym dla nas zdziwieniem opisuje bieżące wydarzenia polityczne i społeczne.

W zbiorze "Crème de la Kreml" czytelnik znajdzie m.in. relacje z protestów niezadowolonych obywateli,  pokazowych procesów sądowych i brutalnego rozprawiania się z buntowniczkami z Pussy Riot. Obowiązkowe teksty o znikających opozycjonistach i niewygodnych biznesmenach, obnażaniu kłamstw władzy i walce z niemożliwą rzeczywistością. Ten wyczerpujący niezbędnik człowieka dociekliwego i głodnego wiedzy o świecie dostarcza historii nie mniej ciekawych od tych, które znamy z opowieści pokoleń żyjących w czasach Związku Radzieckiego. Nowa Rosja okazuje się równie zagmatwana, ale nie aż tak nieprzyjazna, by się jej obawiać.

Jak przyznaje autor, mimo niespodziewanego nakazu wyjazdu z kraju, nadal darzy go ciepłymi uczuciami. Sentyment do miejsca, które wydaje się odpychać od siebie obcych ludzi jest w pełni zrozumiały. Coś jest w tym ogromnym państwie, coś w jego wnętrzu - a może ludziach? - co każdego  roku przyciąga nowych turystów i korespondentów. Może to dreszcz emocji, a może mimowolna tęsknota za znienawidzonym Wielkim Bratem.. Niełatwo rozwikłać tę złożoną układankę całkiem sprzecznych uczuć, jakimi darzymy Rosję i Rosjan, ale jedno jest pewne - takimi historiami nie można się znudzić.

Ocena: 8/10

Wydawca: Agora SA
Premiera: 10.03.16
Strony: 456

środa, 1 czerwca 2016

Książkowe premiery czerwca

Zapowiedzi czerwca są dla mnie samej ogromnym zaskoczeniem. Wśród książek, które najbardziej mnie ciekawiły, znalazła się tylko jedna propozycja z gatunku literatury faktu i jedna mieszana. Pozostałe tytuły to - na co bardzo liczę - literatura więcej niż piękna.  



Krystyna Kaplan "Londyn w czasach Sherlocka Holmesa"
PWN, czerwiec 2016



Z przyjemnością wracam do przygód ekscentrycznego brytyjskiego detektywa, choć daleko mu do mojego ulubionego bohatera literackiego. Za to o kulturze i historii krajów anglojęzycznych czytać mogę bez końca. Nowojorska propozycja PWN-u sprawiła, że moje oczekiwania względem książki poświęconej stolicy Zjednoczonego Królestwa są naprawdę wysokie.



Magda Omilianowicz "Bestia"
Od Deski Do Deski, 1 czerwca


To już czwarta propozycja od nowego wydawnictwa Tomasza Sekielskiego. Tym razem czytelnicy będą mieli okazję poznać kawał świetnej literatury faktu przeplatanej fabularyzowanymi fragmentami. Poszerzone wydanie "Bestii" o Leszku Pękalskim, "wampirze z Bytowa", który przyznał się do popełnienia 67 morderstw, choć przez nieudolność wymiaru sprawiedliwości udowodniono mu tylko jedno. Jego historia wstrząsa tym bardziej, że za trzy lata ten potwór wychodzi na wolność i według opinii specjalistów będzie dalej zabijał. 



Yaa Gyasi "Droga do domu"
Wydawnictwo Literackie, 2 czerwca


Skrócony opis nie wystarczy, bo powiedzieć o tej pozycji, że jest sagą rodzinną to mocne niedopowiedzenie. Pisałam o niej w poprzednim wpisie i myślę, że przekona on wszystkich niezdecydowanych. Od Ghany siedemnastego wieku do problemów czarnoskórych u schyłku poprzedniego stulecia - autorka stworzyła historię dwóch wspaniałych rodów, którym brakowało sprawiedliwości i poczucia przynależności. Wierzę, że to nie będzie jedyna książka Gyasi, a kolejne będą jeszcze lepsze.



Chigozie Obioma "Rybacy"
Wydawnictwo Literackie, 2 czerwca


Na prozie nigeryjskiej oparłam swoją magisterkę (tak, jestem z tego dumna i tak, będę się tym dalej chwalić ;) ) i już zawsze będę miała do tego kraju ogromny sentyment. Za "Rybaków" Chigozie Obioma był nominowany m.in. do Man Booker Prize, a krytycy okrzyknęli go następcą Chinua Achebe. Podobno "Smakosz wina palmowego" Amosa Tutuoli miał ogromny wpływ na jego twórczość. Jeżeli ktoś tego zaledwie o 5 lat starszego ode mnie autora porównuje do takich kolosów literatury nigeryjskiej, to chyba nie muszę się długo zastanawiać nad tym tytułem. Rzeka, która jest w "Rybakach" źródłem zła, to jeden z ważniejszych motywów literatury postkolonialnej. Jeśli połączy się to z przepowiednią szaleńca, a jednego z trzech głównych bohaterów uczyni się czarnym charakterem, powstanie powieść genialna. 



Erika Swyler "Księga wieszczb"
Czarna Owca, 15 czerwca


Czerwiec jest najwyraźniej miesiącem debiutantów, bo "Księga wieszczb" to również pierwsza książka Amerykanki. Swyler stworzyła postać bibliotekarza, który przypadkowo wchodzi w posiadanie starego pamiętnika prowadzonego przez właściciela cyrku. Osiemnastowieczne zapiski wydają się makabryczną zapowiedzią klątwy ciążącej nad rodziną głównego bohatera. Każde jej pokolenie ma swoją "syrenę" tonącą zawsze określonego dnia w roku. Wszystko wskazuje na to, że kolejną po matce Simona będzie jego siostra, która ucieka właśnie do cyrku. Brzmi niesamowicie ciekawie i bardzo tajemniczo. Koniecznie muszę poznać rozwiązanie tej niezwykłej zagadki literackiej.



Umi Sinha "Miejsce na ziemi"
Marginesy, 15 czerwca


Po pierwsze - zachwyciła mnie okładka. Po drugie - opis zdaje się idealnie pasować do skrojonego dla tej książki stroju. Czytelnicy poznają losy hinduskiej dziewczynki, która po owianym tajemnicą samobójstwie ojca zostaje wysłana do ciotki mieszkającej w Anglii. Z dala od domu zaczyna odkrywać rodzinne sekrety i poznawać splątane losy przodków. Podobieństwo do debiutu Gyasi jest dla mnie oczywiste, a przez to jeszcze bardziej ciekawi mnie ta międzykontynentalna, wielopokoleniowa opowieść (naturalnie, pierwsza w dorobku autorki).



Które czerwcowe nowości Was zainteresowały?