niedziela, 29 maja 2016

Yaa Gyasi "Droga do domu"

Afryka jest piękna; każdy jej zakątek pełny niesamowitych opowieści, wspaniałych kultur i tradycji, które warto zachować. Jest także głęboko poraniona przez zachodnią cywilizację. Właśnie o tej ingerencji białego człowieka w świat zupełnie mu obcy (ale przez to bardzo kuszący) oraz o konsekwencjach niezapowiedzianej i niepotrzebnie przeciąganej wizyty Brytyjczyków w Ghanie opowiada "Droga do domu".


Najpierw poznajemy dwie siostry, które łączy wspólna matka, a wkrótce różni wszystko. Effia i Esi to protoplastki rodów, których drogi rozchodzą się już w momencie, gdy te są nastolatkami. Pierwsza z nich, wbrew rodzinnym planom, zostaje żoną brytyjskiego kolonizatora. Los drugiej przypieczętowuje wojna między plemionami wywołana - a jakże - przez białych ludzi. Twierdza, w której Effia wygodnie żyje wraz z mężem to także tymczasowe więzienie dla niewolników przeznaczonych do ciężkiej pracy na polach amerykańskiego Południa. Trudno określić, która z kobiet ma mniej szczęścia, a już na pewno żadnej z przyrodnich sióstr nie można uznać za szczęściarę.

Dalsze losy kolejnych sześciu pokoleń z Ghany zaskakują równie mocno. Choć autorka nie pozwala czytelnikom zbyt mocno przywyknąć do kolejnych postaci, to znajome imiona pojawiają się w opowieściach kolejnych bohaterów. Dziedzictwo tych ludzi nie ginie wraz z ich śmiercią, a przekazy ustne pozwalają wnukom i prawnukom znaleźć punkt odniesienia w codziennej walce o przetrwanie w świecie pozbawionym skrupułów. Skażeni białą krwią potomkowie Efii, szykanowani przez innych mieszkańców ich wiosek, uznawani są za współwinnych cierpienia sąsiednich plemion. Po drugiej stronie oceanu wnuki Esi są świadkami powolnych przemian społecznych. Częściowo pogodzeni z niedolą, na różne sposoby przeciwstawiają się niesprawiedliwemu losowi.

Gyasi z pewną brutalnością wyrywa czytelników z opowieści, w których zdążyli się zadomowić, by pokazać dalsze losy dwóch rodów. To z kolei nasuwa skojarzenia z faktycznym losem plemion afrykańskich, których ludność wyrywano brutalnie ze znanego, przyjaznego środowiska, wsadzano na statek i traktowano jak towar. Uczucie zagubienia, frustracji wywołanej tęsknotą za poznanymi postaciami - choć nie da się porównać z cierpieniem milionów niewolników - imituje te odczucia w mniejszej skali. Dobrym rozwiązaniem okazało się prowadzenie obydwu wątków równocześnie, z zachowaniem chronologii. Naprzemiennie umieszczone rozdziały dotyczące potomków sióstr dobrze budują napięcie i podtrzymują zaciekawienie czytelnika aż do ostatnich stron.

Zanim zabrałam się do czytania, obawiałam się szczerze, jak autorka poradzi sobie z tak rozległą fabułą. Wydawało mi się, że niewiele ponad czterysta stron na tyle pokoleń i ponad trzy stulecia może okazać się niewystarczające. Szybko przekonałam się, że "Droga do domu" to wspaniała i mądra opowieść o żmudnym przekraczaniu z pozoru nienaruszalnych granic, o ludzkiej determinacji, sile woli i uporze. Tu wielkie marzenia z łoskotem rozpadają się w zderzeniu jeszcze większymi zawodami, a bohaterowie tkwiący w beznadziejnej codzienności, obiecującej zbyt mało, mimo wszystko usiłują przebić mur uprzedzeń zbudowany przez białych. Wszystkie fragmenty opowieści łączą się w spójną całość, a na zakończenie, jakie podarowała czytelnikom Gyasi warto czekać.

Ocena: 8/10

Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Premiera: 2.06.16
Strony: 412

1 komentarz:

  1. Myślę, że książka ta mogłaby podnieść na duchu i zachwycić. Zaintrygowałaś mnie i cieszę się, że tak wysoko oceniasz "Drogę do domu".

    OdpowiedzUsuń