sobota, 30 kwietnia 2016

Filip Springer "Księga zachwytów"

Filip Springer to jeden z tych reporterów, którzy mimo wąskiego zakresu tematów poruszanych w książkach, z każdą publikacją mają coraz więcej do powiedzenia. Wytropienie i opisanie znikającej Miedzianki przyniosło mu niebywały rozgłos w świecie literatury faktu. Również jego facebookowe wpisy z pociągów świadczą o świetnym oku do detalu. To skupienie na szczegółach jest także głównym elementem "Księgi zachwytów".


Polska architektura ciągle ma jeszcze wiele do nadrobienia w stosunku do reszty świata. Powojenne zniszczenia zmąciły niegdyś harmonijne krajobrazy, a przed nowymi władzami stanęło ciężkie zadanie sprawnego odbudowania kraju z gruzów. Odratowane przedwojenne perły zyskały dzięki mądrym renowacjom blask, inne zostały przyćmione przez niefortunnie zaprojektowane budowle wzniesione ku chwale Wielkiego Brata i pod jego czujnym spojrzeniem.

Mimo wszystko, w naszym kraju sporo pięknych brył się buduje i nie brakuje także nowych architektonicznych cudów. O budownictwie (głownie miejskim) powstałym po 1945 roku nie zawsze łatwo się pisze, często nieoczywiste piękno staje się w oczach przygodnych obserwatorów lub jednorazowych użytkowników co najmniej niezrozumiałą koncepcją. To chyba dobrze świadczy to nas, że architektura wzbudza w Polakach chociażby podstawowe emocje, zmusza do głębszej analizy, rozpieszcza lub uwiera nasze poczucie piękna. Wciąż jednak sporo musimy się nauczyć - i w kwestii rozsądnego projektowania i gospodarowania przestrzenią (również wiejską lub podmiejską), jak i obcowania z architekturą i jej rozumienia.

Przegląd regionów pod względem konstrukcji wartych poznania zaowocował księgą pełną zachwytów autora, z nielicznymi słowami krytyki skierowanej do architektów, którym trudno pogodzić się z ideą, że mniej zwykle znaczy więcej. Springer spisał historie świetnie odrestaurowanych budowli z XIX wieku, zadziwiająco rozplanowanych osiedli powstałych na przełomie lat 60. i 70. i zupełnie nowoczesnych konstrukcji, których nienachalna konstrukcja dopiero po chwili wprawia obserwatora w zachwyt. Kościoły, dworce, pętle przesiadkowe, biurowce, domy handlowe i muzea - każda budowla może być piękna, ale i praktyczna. Nie brakuje też rozczarowań, z których naukę czerpać powinni rządzący miastami i je projektujący.

W "Księdze zachwytów" ważną rolę odgrywa teoria architektury, nawiązania do kultury, historii, czerpanie z popularnych motywów, inspiracja światowymi trendami. Autor chwali wyjątkowych artystów, którzy swoimi projektami zjednują sobie i zwykłych ludzi i krytyków, jednocześnie uświadamiając boleśnie wszelkie braki w naszej edukacji artystycznej. Prawie każdy rozdział wieńczy krótka notatka o ciekawych publikacjach nawiązujących do opisywanego tematu lub ciekawostki dotyczące podobnych budowli w innych miastach.

Oprócz treści, w książce Springera zachwycać można się także projektem okładki i cudownie potraktowanym wnętrzem. Naturalnie, obowiązkowym elementem tego wydawnictwa są fotografie - dla mnie mogło być ich jeszcze więcej, ale może dzięki temu ruszę się na wycieczkę krajoznawczą, skuszona taką skromną zapowiedzią. Oko cieszy ciekawa czcionka, lekki kremowy papier, zdjęcia w kolorze - jednak nie jako wkładka, a w roli integralnej części każdego tekstu. Moje czytelnicze serce rozpłynęło się na widok wklejonej w grzbiet tasiemki-zakładki. Jestem zachwycona pod każdym względem.



Ocena: 9/10


Wydawca: Agora SA
Premiera: 17.03.16
Strony: 456

czwartek, 28 kwietnia 2016

Książkowe premiery maja

Bez zbędnych wstępów - przed Wami, drodzy czytelnicy - najciekawsze premiery nadchodzącego miesiąca. Wersja ostateczna, po piątym przemeblowaniu zestawienia i ostatecznej minimalizacji listy, to cztery książki, bez których nie wyobrażam sobie maja.



Iza Klementowska "Szkielet białego słonia"
Czarne, 4 maja


Do autorki mam ogromny sentyment, bo to jej cudowna "Samotność Portugalczyka" była moim pierwszym przeczytanym reportażem Czarnego. Z niecierpliwością czekałam na trzecią już książkę Klementowskiej i wygląda na to, że już wkrótce będę mogła niemal rzucić się na tę opowieść o Mozambiku, ostatniej afrykańskiej kolonii Europejczyków. Niesamowicie ciekawi mnie historia tego kraju i liczę, że zauroczy mnie tak samo, jak melancholijny reportaż o Portugalczykach.



Mariusz Szczygieł "Projekt: Prawda"
Dowody na Istnienie, 4 maja


Poszukiwanie prawdy przybrało u Mariusza Szczygła formę wielkiego projektu. Enigmatyczny tytuł kusi wnętrzem, a ja czuję, że autor wraz ze swoimi rozmówcami zaskoczą nie jednego czytelnika spragnionego wiedzy o istocie prawdziwości. Jedno jest pewne - będzie niesamowicie, bardzo intymnie, bo szczerze i autentycznie, oczami innych o tym co dla kogo jest prawdą. 



Piotr Nesterowicz "Każdy został człowiekiem"
Czarne, 18 maja


Powojenny boom demograficzny to niezwykle ciekawy temat, który Piotr Nesterowicz postanowił ukazać w kontekście niesamowitego rozwoju dużych miast i kształtowania społeczeństwa świadomego swojej wartości. Po ciężkich czasach wsie wyludniły się na rzecz metropolii, które rozrastały się w niezwykłym tempie. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, których zaciekawiły kwestie poruszane w "Zaduchu" Marty Szarejko.



Pavel Ota "Bajka o Rašce i inne reportaże sportowe"
Dowody na Istnienie, 20 maja



Bliżej końca miesiąca seria Stehlík zostanie uzupełniona o kolejną pozycję. Tym razem w ręce miłośników literatury czeskiej trafi nowe, tradycyjnie już wspaniale odziane wydanie osobliwych "farbowanych" reportaży o sportowcach. Spodziewam się treści, która mnie zachwyci tak, jak kiedyś czeskich krytyków literackich.


Jak wyglądają Wasze zestawienia?

wtorek, 26 kwietnia 2016

Anna Mieszkowska "Bodo wśród gwiazd"

Nie od dziś wiadomo, że Eugeniusz Bodo był królem sceny kabaretowej, gwiazdą największego kalibru. Ale on sam, mimo wielu talentów, w pojedynkę nie udźwignąłby ciężaru tworzenia tych wyjątkowych widowisk. Razem z nim, dziesiątki wybitnych twórców - muzyków, tancerzy, śpiewaków i kompozytorów przyczyniło się do wielkiego sukcesu rewii. Anna Mieszkowska zebrała te zagubione w odmętach czasu, przykurzone latami historii życiorysy. Odświeża je i ukazuje czytelnikom prawdziwą dumę polskiej sztuki rozrywkowej. 


Ocalone od zapomnienia historie kabaretów i zespołów rewiowych tworzą unikatowe świadectwo artystycznej świetności międzywojnia. Rozkwit rozrywki dostępnej dla szerszej publiczności objawiał się bezustannymi rozbłyskami coraz to nowszych produkcji. Jednak szalone lata dwudzieste i już nieco poważniejsze trzydzieste wraz z ich dobrodziejstwami przyćmiła kolejny wielki konflikt zbrojny. Aktorzy kabaretowo-rewiowi po wybuchu drugiej wojny światowej chętnie angażowali się w działalność patriotyczną, a później prężnie rozwijali sztukę na emigracji. 

Wiele talentów zabrał bezduszny konflikt, kilka istnień zgasło niespodziewanie w kwiecie życia. Razem z nimi pamięć o beztroskich latach wypełnionych śmiechem publiczności, niosącym się z kabaretów na tłoczne ulice. Nowy ustrój niekoniecznie zachęcał do powrotu do dawnej działalności. Wojna złamała wiele karier, podupadający na zdrowiu artyści mieli do zaoferowania tylko swoje opowieści. I nimi autorka często raczy czytelników, przywołując nieznane dotąd anegdoty i historie z życia prywatnego takich wybitnych sław jak Marian Hemar, Fryderyk Járosy, Maria Modzelewska, Hanka Ordonówna czy Zula Pogorzelska. 


Na pochwałę zasługuje przede wszystkim strona wizualna książki; do pełni szczęścia brakuje jedynie twardej oprawy. "Bodo wśród gwiazd" przypomina mi domowej roboty kolaż, album rodzinny, w którym przechowuje się wszystkie najważniejsze wspomnienia. Wycinki z gazet, reklamy, afisze teatralne, stare fotografie, rysunki, plakaty, listy czy fragmenty programów kabaretowych. To wspaniałe archiwum ogromnie popularnej w czasach międzywojennych sceny kabaretowej. Artyści, którzy tworzyli tamte wspaniałe widowiska, to prawdziwe gwiazdy, którym nie sposób odmówić charyzmy, ale i tak bardzo cenionej w tym światku wszechstronności. Na kartach tej wielowątkowej historii z łatwością dostrzec można blask świat estradowych z pierwszych dekad ubiegłego wieku, czuć tę światową atmosferę, niemal amerykański rozmach, ekscytację towarzyszącą premierom i ulotny stan wolności. Tym bardziej smuci świadomość brutalnego końca tak wspaniałej ery.


Ocena: 6/10

Wydawca: Marginesy
Premiera: 2.04.16
Strony: 386

niedziela, 24 kwietnia 2016

Birgül Oğuz "Ha!"

Wydaje mi się, że najtrudniej pisze się o śmierci bliskiej osoby. Radzenie sobie ze stratą w taki sposób jest wyzwaniem nie tylko dla pisarza, ale i dla czytelnika, który nagle zostaje wepchnięty do ponurego świata wcześniej nieznanego człowieka. "Ha!" jest dowodem na to, że da się zbudować tę niezwykle intymną i kruchą relację z zupełnie obcym odbiorcą.


Uzbroiwszy się duchowo, nie pozostaje nic innego jak dalej żyć, walczyć, ale gdzie to wyjście, którym mam pójść? s. 24


Nie mogłam oprzeć się tym opowieściom, choć sama nie wiedziałam dlaczego. Skrawki wspomnień, niczym rozsypany na stole cukier, przeszkadzają, uwierają, irytują. A tymczasem bez nich, jedyne co pozostaje człowiekowi, to obcy krajobraz wypełniony pustką i przerażającą ciszą. Birgül Oğuz opisuje przejście przez ten trudny moment, gdy ma się poczucie tkwienia w letargu. Z jednej strony myśli płyną jak szalone, z drugiej świat dookoła stoi w miejscu; jednak kiedy człowiek w żałobie zaczyna zwracać na niego uwagę, uświadamia sobie, że nic tak naprawdę się nie zmieniło. Naturalny porządek świata wcale się nie zachwiał, choć po utracie rodzica ma się wrażenie, że wszystko stoi na głowie, nic nie ma już sensu.

Manewrowałam jak wyrzut sumienia między tym wilgotnym i pogrążonym w myślach zbiorowiskiem ludzkim [...] podejmuję na nowo wyzwania życiowe.   s. 20-21

Oğuz napisała historię swojego cierpienia po stracie ukochanego ojca tak, by niczego nie ułatwiać odbiorcy. To czyni jej książkę trudną, choć wartą poznania. Jedyne, czego mogę się uczepić i analizować bez końca, to język, który ciągle mnie zwodził; brakowało w nim tej odrobiny dosłowności, na której czytelnik się potyka i pada jak porażony prądem. Nie jestem pewna, czy to tylko kwestia przekładu, w którym zwykle ginie trochę oryginalnego sensu. A może autorka w pozornie w prostym stylu w zdradliwy sposób ukryła to, co chciała przekazać światu? To z pewnością dobry materiał na rozważania przy drugim podejściu do "Ha!". 

Ocena: 6/10

Wydawca: WUJ
Premiera: 7.03.16
Strony: 120

wtorek, 19 kwietnia 2016

Agnieszka Jucewicz "Wybieraj wystarczająco dobrze"

Najpierw, wraz z Grzegorzem Sroczyńskim, Agnieszka Jucewicz wypytywała polskich specjalistów z dziedziny psychologii o receptę na wystarczająco dobre życie. Później przyszła pora na rozmowy o związkach i miłości ("Kochaj wystarczająco dobrze"). Teraz, już w pojedynkę, podejmuje trudny temat dokonywania wyborów.


Bez dłuższej zwłoki podjęłam decyzję (!), że muszę przeczytać tę książkę i tego wyboru czytelniczego na pewno nie będę żałować. Ponieważ znam już trochę schemat, na jakim autorka oparła swoje wywiady z psychologami, struktura książki nie była dla mnie zaskoczeniem. Należę do ludzi, którzy czasem przesadnie analizują świat i zależności między ludzkimi zachowaniami - stąd moje pozytywne przyjęcie tej iście detektywistycznej metody wypytywania mądrych głów. Autorka dokładnie drąży każdy z poruszanych tematów, czasem uciekając się nawet do małych podstępów, by uzyskać jeszcze ciekawsze wytłumaczenia ludzkich zachowań.

Agnieszka Jucewicz  rozmawia z psychologami o tym, jak godzić się z niełatwymi decyzjami, jak zrywać toksyczne przyjaźnie, wybierać rozsądnie, bezpiecznie i zdrowo. Po raz kolejny pojawia się temat doświadczeń z dzieciństwa i najważniejszych w życiu każdego człowieka relacji  - z rodzicami (lub braku takowych), które odpowiadają za skłonność do podejmowania określonych decyzji. Specjaliści na przykładach z terapii czy popkultury opowiadają o zrywaniu ze złymi nawykami, z decydowaniem impulsywnym, nieprzemyślanym, a więc często bardzo szkodliwym. Jeden wniosek nasuwa się co parę stron - każdy powinien analizować własne wybory w szerszym kontekście całego dotychczasowego i przyszłego życia.

Wystarczająco dobre trio jest świetną serią dla ciekawych tajemnic i zakamarków ludzkiej psychiki. Najnowszy w serii tytuł (podobnie jak wcześniejsze) to żaden pseudoporadnik, jakich sporo jest na naszym rynku książki; próżno szukać tu gotowych recept na wyleczenie choroby zwanej nabieraniem mądrości przez doświadczenie. Sami musimy dotrzeć do tego, jak rozsądnie wybierać w życiu. Książka Agnieszki Jucewicz odsłania jedynie zależności między powodami, które kierują ludźmi u progu zmian, a konsekwencjami ich wyborów. Dobrze jest poznać i zrozumieć czynniki wpływające na nasze zdolności decydowania zarówno o rzeczach błahych, jak i o tych najważniejszych. "Wybieraj wystarczająco dobrze" to niezwykle mądra i ciekawa lektura. 

Ocena: 7/10

Wydawca: Agora SA
Premiera: 3.03.16
Strony: 264

sobota, 16 kwietnia 2016

Konrad Oprzędek "Polak sprzeda zmysły"

Im więcej takich książek pojawia się na naszym rodzimym rynku, tym bardziej obawiam się wtórności oraz tego, że reporterom wreszcie skończą się tematy do opisywania. A jednak jest zupełnie inaczej - Polska to w tej kwestii studnia bez dna, z której do woli czerpać można tematy do reportaży społecznych. O naszych rodakach powiedzieć można wiele, choć sami o sobie mówią niechętnie, a jeżeli już, to anonimowo. 


Granica między kontrowersją a tanią sensacją jest bardzo cienka. Konrad Oprzędek omija tę drugą szerokim łukiem, choć jego rozmówcy to niejednokrotnie postaci, których poglądy i historie wywołują burzliwe dyskusje i skrajne reakcje. Bohaterowie "Polak sprzeda zmysły" to zapewne ludzie, których nie dałoby się wyłowić z anonimowego tłumu większych lub mniejszych miast; równie umiejętnie maskują się na wsi. Z zewnątrz tacy, jak wszyscy - wewnątrz toczą ze sobą zażartą walkę. Tkwią w długach, które bez przerwy rosną, doprowadzając ich do ostateczności. Nie potrafią wyrwać się z nieudanych związków. Świat podstawia im następne przeszkody, ale oni nie poddają się, resztkami sił walczą o odrobinę szczęścia. Niektórzy gotowi są oddać swoje życie, za lepszą przyszłość dzieci.

Zwierzenia maltretowanych przez ojców córek szokują do głębi i poruszają czytelnika. Oburza chęć pozbycia się pamiątek rodzinnych z czasów wojennych, wstrząsa desperacja nielegalnych dawców narządów, którzy swoje nerki i szpik kostny reklamują w sieci. W reportażach, jak w życiu, egzystują obok siebie zastanawiający handel symbolami religijnymi oraz mocno dyskusyjny kramik z używaną damską bielizną. Do głębokiej refleksji nad życiem zmusza determinacja, z jaką bohaterka jednego z tekstów poszukuje odpowiedniego kandydata na biologicznego ojca dla upragnionego dziecka. Może dobrze się stało, że ludzie ci zachowali anonimowość; w tym kraju nietrudno stać się ofiarą nietolerancyjnych, za to chętnie wydających wyroki osób.

Oprzędek prowadzi reporterski skup zmysłów tych Polaków, którym nie śni się nawet ujawniać przed znajomymi i bliskimi swoich najskrytszych pragnień. Wyszukuje i kolekcjonuje dusze jednostek, którym czegoś jeszcze brakuje do szczęścia. W niektórych przypadkach celem jest dążenie do prawdziwej niezależności finansowej, w innych - chęć wyzwolenia się spod niszczycielskiego wpływu uprzedzeń paraliżujących życie Polaków. Skrajnie różne motywacje doprowadzają bohaterów książki do ujawniania prawdziwego "ja" w zapewniającym pewną anonimowość internecie. Może w tej otchłani znajdzie się choć jeden chętny, by wysłuchać, pomóc, odmienić czyjeś życie?

Ocena: 9/10

Wydawca: Dowody na Istnienie
Premiera: 25.02.16
Strony: 150

wtorek, 12 kwietnia 2016

Marcowe podsumowanie książkowe

W marcu - niestety - było różnie. Zaczęło się świetnie, a potem wszystko mi się zawaliło - jak zbyt wysoki stos książek, które czekają, aż w końcu je przeczytam. Mimo to, kolejna siódemka w ubiegłym miesiącu trafiła na półkę z przeczytanymi tytułami, czyli..


1. Luca Dotti - Audrey w domu (264)
2. Sy Montgomery - Podróż różowych delfinów (384)
3. Zośka Papużanka - On (288)
4. Konrad Oprzędek - Polak sprzeda zmysły (150)
5. Agnieszka Jucewicz - Wybieraj wystarczająco dobrze (264)
6. Maria Hawranek, Szymon Opryszek - Tańczymy już tylko w Zaduszki (288)
7. Birgül Oğuz - Ha! (120)

Razem: 1758 stron

Liczbowo wynik nie jest powalający, bo stron może nie było dużo, ale tematy w większości przytłaczały swoją wagą. Odpoczęłam chyba tylko przy pierwszej książce, ale udanych lektur na marcowym stosie znalazłam całą masę. Żadnego wyboru nie żałuję i liczę na więcej tak owocnych tematycznie miesięcy. Gdyby tylko mój komputer nie dawał mi się tak we znaki, powiedziałabym, że kwiecień nie może być lepszy. Ale jednak - pogoda już w tej chwili o niebo przebija tę z poprzedniego miesiąca. 

środa, 6 kwietnia 2016

Maria Hawranek, Szymon Opryszek "Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej"

Żyjemy w czasach wyraźnych podziałów. Lubimy identyfikować się na podstawie różnych skrajności, które dają nam możliwość znalezienia określenia dla siebie lub zdystansowania od jakiegoś stylu życia. A co z ludźmi i miejscami, które tym tak lubianym przez nas definicjom umykają? Ameryka Południowa składa się z takich właśnie osobliwości, które chętnie pokazują światu swoje piękno, brzydotę i wszystko, co znajduje się pośrodku.


Autorzy trafili do miejsc, o których niewiele mówi się na świecie. Ich podróże po krajach Ameryki Łacińskiej zaowocowały niezwykłymi reportażami o społecznościach, dla których brakuje określenia, wygodnej łatki. Są tu mennonici, którzy uciekając z Rosji, znaleźli swoją południowoamerykańską niszę w Boliwii, gdzie walczą z takimi samymi pokusami jak ich bracia i siostry z północy. O małych radościach więziennego życia opowiadają osadzeni, którzy wraz z Thomasem Jacobem tworzą modę zza krat, sygnowaną nazwą Project Pietà. Jest wreszcie rodzinna wioska Gabriela Garcii Márqueza, w której historie sąsiedzkie mieszają się z prozą pisarza.

Szczególnie zachwyciła mnie wioska rządzona przez kobiety, które opowiadają o swoich pierwszych krokach w tradycyjnie męskim świecie i rolach. Okazuje się, że feministek w krajach o bardzo silnej kulturze macho wcale nie brakuje; wspaniałe jest to, że wreszcie znalazł się ktoś, kto zechciał wysłuchać tych mądrych kobiet i przekazać ich filozofię dalej. Drugi tekst, który ciągle nie daje mi spokoju, to otwierający zbiór reportaż o chorych na Alzheimera i ich rodzinach, które każdego dnia walczą z czasem, słabością bliskich i niedoskonałościami ludzkich genów. Ich determinacja, by uciec od tej okropnej choroby wzrusza i pokazuje, że żaden wysiłek nie idzie na marne, gdy w grę wchodzi możliwość wyleczenia ukochanych osób.

Moje ogólne wrażenia związane z tą książką są jak najbardziej pozytywne. Zastanawia mnie jedynie kolejność tekstów; nie rozumiem dlaczego wybrano akurat taki układ, a nie inny. Zdecydowanie lepszy byłby moim zdaniem podział na kraje, tak by nie narażać czytelników na nieco chaotyczne skakanie po mapie Ameryki Południowej. Mimo wszystko, "Tańczymy już tylko w Zaduszki" to bardzo dobry debiut reporterski i z niecierpliwością czekam na kolejne książki autorów. 

Ocena: 8/10

Wydawca: Znak Literanova
Premiera: 29.02.16
Strony: 288