środa, 30 marca 2016

Książkowe premiery kwietnia

Marzec znika w oczach, a razem z nim paskudna zima (liczę na to, że na stałe). Pierwsze słoneczne dni zapowiadają piękną wiosnę - również w literaturze. W kwietniu czytelnicy mogą spodziewać się w prawdzie mniejszej liczby nowości, ale to jakość jest najważniejsza. Oto kilka najciekawszych tytułów nadchodzącego miesiąca:



Jürgen Todenhöfer "ISIS od środka. 10 dni w Państwie Islamskim"
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 7 kwietnia


Samozwańcze Państwo Islamskie i cechująca je niezwykła brutalność drażni , a przede wszystkim przeraża cały świat. To globalny temat numer jeden i chociażby przez wzgląd na to chciałabym przeczytać tę książkę, przekonać się jak żyje się w środku piekła, jakim jest dla Europy ISIS. Autor jest jedynym zachodnim dziennikarzem, któremu pozwolono podróżować po kraju  dżihadystów.



Anna Sulińska "Wniebowzięte. O stewardessach PRL-u"
Czarne, 13 kwietnia


Odkąd parę lat temu obejrzałam serial o stewardessach legendarnego Pan Amu, temat obsługi samolotów niezwykle mnie pasjonuje. Reportaż Sulińskiej opowiada o podobnych czasach, ale z naszej perspektywy. Jakaż egzotyczna musiała być wtedy praca dająca taką wolność! A może to tylko nasze wrażenie? Dowiemy się już wkrótce.



Aleksanra Pawlicka, Jacek Pawlicki "Siedem razy świat"
Agora, 15 kwietnia


Nie zdążyłam dokładniej przyjrzeć się tej książce, ale wystarczył jeden rzut oka na kuszący opis, abym poczuła ciekawość. Podróże z przygodami, zupełnie nieturystyczne, a szalone i wypełnione do ostatnich minut uważnym poznawaniem nowych zakątków cieszą najbardziej. Spisane i ciekawie opowiedziane motywują czytelników do podejmowania podobnych wyzwań. Ta zapowiedź właśnie taka się wydaje.



Scott Carney "Śmierć na Diamentowej Górze. Amerykańska droga do oświecenia"
Czarne, 27 kwietnia


Kolejny tytuł w serii Amerykańskiej opowiadający o osobliwej formie religijności w USA. Tym razem amerykański antropolog zabiera czytelników do świata zdominowanego przez poddany nieoczywistej modyfikacji buddyzm tybetański, pokazując jak niekiedy elastyczne granice zamykają człowieka w potrzasku wartości, ktore wyznaje. O wierze, która zabija i szaleństwie ludzi, którzy gotowi są zapłacić każdą cenę za obietnicę oświecenia. Przerażające, ale szalenie ciekawe.



Ilona Wiśniewska "Hen. Na północy Norwegii"
Czarne, 27 kwietnia


Na koniec miesiąca zapowiadana od wielu miesięcy druga książka autorki podobno świetnego "Białego". Zanim rzucę się na tę nowość, na pewno nadrobię czytelnicze zaległości. Skandynawia jest ostatnio modnym i wdzięcznym tematem reportaży, a mnie baardzo ciekawi, co Wiśniewska ma do powiedzenia o odległych zakątkach Norwegii. 



Które premiery szczególnie Was interesują?

sobota, 19 marca 2016

Zośka Papużanka "On"

Stworzenie pozytywnego i wzbudzającego sympatię czytelników protagonisty nie wymaga wielkiego wysiłku ze strony autora. Po pewnym czasie bajki o dobrych i szczęśliwych nużą. Na szczęście literatura pełna jest czarnych charakterów w roli kluczowych postaci. Ale czy kompletnego nieudacznika, postać tak bezbarwną, że ledwie zauważalną można uczynić głównym bohaterem?


Śpik, tytułowy on u Zośki Papużanki, to rodzicielskie rozczarowanie, szkolny błazen i życiowy nieudacznik. Nie potrafi znaleźć swojego miejsca w tłumie, swoim wyglądem nieporadnego, przerośniętego pająka wyróżnia się w klasie, ludzi na ulicy wprawia w konsternację gapiąc się na tramwaje. Ze szkoły przynosi same jedynki i dwóje, obrywa za szkolne wygłupy prowokowany przez kolegów. Matka martwi się o niego, żałuje jego, lub może tego, że go urodziła..? Wini siebie za to, że jej dziecko jest odmieńcem, ale mimo to czuje do niego niechęć. Pani Kowalska nie jest lojalna względem syna, a przez społeczeństwo postrzegana jest jako współodpowiedzialna za dziwactwo głównego bohatera.  

Autorka - nie dość, że z powodzeniem wcieliła w życie pomysł stworzenia protagonisty, który nie ma w sobie absolutnie niczego, - to jeszcze sprytnie zrealizowała swój pomysł. Śpik jest bohaterem pasywnym, zatem nie potrzebował wszechwiedzącego narratora, który anonimowo opowiedziałby o jego bezbarwnym życiu; sam był wystarczająco nieciekawy, niewystarczająco charakterystyczny. Opowiadają o nim matka, sąsiedzi, szkolno-podwórkowi koledzy i koleżanki. Z jednej strony dziwi, jak można mieć tyle do powiedzenia o tak szarej i płaskiej postaci, o literackim ucieleśnieniu nudy. Z drugiej - ludzie mają sadystyczną skłonność do pastwienia się nad ludźmi, którym w życiu ewidentnie nic nie wychodzi. A Śpik jest takim  właśnie kozłem ofiarnym, który równocześnie irytuje i fascynuje.

Przyznam, że trochę obawiałam się tego eksperymentu, jakim jest "On" - zupełnie niepotrzebnie. Tak dziwnie ciekawej opowieści w której za dużo się nie dzieje bardzo mi ostatnio brakowało. Osadzenie akcji w szarej rzeczywistości przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku okazało się świetnym pomysłem. Wszechobecna szarość i beznadzieja potrafi opętać nawet najbardziej wybrednego czytelnika, przez co zbyt szybko nie zapomni nudnego protagonisty; wydaje mi się to ironicznym żartem ze strony autorki. Najnowsza książka Zośki Papużanki pod wieloma względami przypomina mi przygnębiającą "Jolantę" Sylwii Chutnik i depresyjny "Szum" Magdaleny Tulli. "On" świetnie dopełnia serię Proza PL. Polecam.

Ocena: 7/10

Wydawca: Znak Literanova
Premiera: 16.03.16
Strony: 288

poniedziałek, 14 marca 2016

Sy Montgomery "Podróż różowych delfinów. Wyprawa do Amazonii"

Jako dziecko uwielbiałam programy przyrodnicze. Gdyby nie kurczący się za sprawą wielu obowiązków czas, pewnie i dziś siadałabym w niedzielne przedpołudnia przed telewizorem, rozpływając się na widok pingwinów, papug i dziewiczej przyrody Ameryki Południowej. O tej ostatniej, oraz zamieszkujących ją różowych delfinach, w cudowny sposób opowiada Sy Montgomery.


Obdarzone wyjątkową inteligencją rzeczne delfiny wyróżniają się pośród wszechobecnej zieleni skórą w kolorze jasnego różu. Zamieszkują rozległe tereny Amazonki i połączonych z nią rzek. Sy Montgomery podróżuje śladami tych wspaniałych zwierząt, których zachowania uderzająco przypominają ludzkie interakcje. Lubią bawić się nie tylko między sobą, ale też z człowiekiem, którego chętnie obserwują i naśladują.

Choć dla naukowców są prawie nieuchwytne, autorka z ogromną determinacją szuka wszelkich śladów tych kapryśnych ssaków. Od wieków otacza je aura tajemniczości za sprawą legend i wierzeń rozpowszechnianych przez miejscowych. Zwierzętom tym przypisuje się magiczne zdolności, a turystów i dzieci ostrzega się przed zauroczeniem pięknymi młodzieńcami, których formę przybierają różowe delfiny. Może to właśnie magia sprawia, że Sy Montgomery nie potrafi zaprzestać poszukiwań tych uroczych zwierząt.

Ostatnie rozdziały to nagroda dla cierpliwych, którzy rozumieli nieobecność delfinów i wypełniające pustkę opowieści o dawno zapomnianym świecie. Przebłyski dawnej świetności wciąż można dostrzec w Amazonii XXI wieku - doświadczającej krzywdy przez chciwych biznesmenów i destrukcyjnego wpływu globalizacji. Ten dymny las, wraz z życiodajnymi rzekami i niezwykłymi gatunkami roślin i zwierząt, ofiaruje swoim mieszkańcom pożywienie i dach nad głową, a turystom i badaczom obszar od wieków wzbudzający zainteresowanie.


Amazonia to ucieleśnienie naturalnego bogactwa, które człowiek niszczy dla własnej korzyści. Pozwala na ingerencję postępu technologicznego w miejsca, które powinien pozostawić samym sobie. Tylko wtedy będzie można w pełni korzystać z ich dobrodziejstw, podziwiać niecodzienne zwierzęta i majestatyczną przyrodę. Na szczęście, jak pisze, Sy Montgomery, pojawiło się nikłe światełko w tunelu. Miejscowi w porozumieniu z biologami i aktywistami strzegą swojego dziedzictwa i chronią je przed nieodpowiedzialnymi ludźmi. "Podróż różowych delfinów" to niezwykła relacja z wyprawy nie tylko na inny kontynent, ale też do czasów prehistorycznych. Polecam wszystkim wrażliwym na los naszej planety.

Ocena: 8/10

Wydawca: Marginesy
Premiera: 10.02.16
Strony: 384

sobota, 12 marca 2016

Luca Dotti "Audrey w domu"

Audrey Hepburn kojarzy mi się przede wszystkim z jej rolą pięknej Księżniczki Anny z Rzymskich wakacji, w których zagrała u boku Gregory'ego Pecka. Nie bez znaczenia jest też jej późniejsza działalność charytatywna. Ale pomiędzy Audrey-aktorką a Audrey-wolontariuszką jest także kochająca i oddana matka. O tym nieznanym obliczu tej niesamowitej gwiazdy opowiada jej młodszy syn.



Podstawę książki stanowią domowe przepisy Audrey Hepburn inspirowane przede wszystkim kuchnią włoską, bo to własnie o tym śródziemnomorskim okresie życia aktorki opowiada autor. Pisze również o dzieciństwie matki w opanowanej wojną Holandii, o doskwierającym głodzie i spowodowanych nim  chorobach, o pierwszym posiłku podarowanym przez aliantów. To wydarzenie stanowi punkt wyjścia do opowieści, jako czynnik mający decydujący wpływ na charakter Audrey; to kluczowe wydarzenie uczyniło ją niezwykle czułą, pełną empatii i skromności kobietą.

Luca Dotti wspomina matkę głownie przez pryzmat jej czasu spędzonego w domu, z drugim mężem Andreą Dottim, ojcem autora, oraz czasy późniejsze, po rozwodzie jego rodziców, gdy Audrey związała się z Robertem Woldersem, holenderskim aktorem. Rozdziały podporządkowane różnym okresom życia aktorki zawierają opisy jej ulubionych potraw związanych się z konkretnymi przeżyciami. Od przystawek, przez zupy i dania główne, po desery i przetwory - w tym zbiorze kulinarnych historii rodzinnych czytelnik znajdzie ciekawe opowieści połączone z przepisami i cennym wskazówkami dotyczącymi przyrządzania potraw i wyboru składników. A do tego mnóstwo fotografii.

Wielka miłość do zwierząt i szacunek do natury, wrażliwość na los drugiego człowieka oraz ogromna determinacja, by poświęcić się w całości swym pasjom i przy tym nie zaniedbywać ukochanych synów, odróżniają Audrey od wielu gwiazd, którym z trudem przychodzi zachowanie takiej równowagi. Ci, którzy twierdzą, że jest dla nich wzorem kobiety idealnej, nie są wcale dalecy od prawdy. Bo choć ideałów na świecie nie znajdziemy, Audrey Hepburn była zdecydowanie bliska tytułu najlepszej w wielu sferach życia - zarówno zawodowego, jak i prywatnego. Dotti z czułością pisze o niej jako o matce, która potrafiła w całości poświęcać się swej rodzinie, racząc bliskich pysznymi posiłkami, które cechowała skromność i prostota. 



Dla fanów aktorki, którzy wiedzą o niej absolutnie wszystko, ta książka będzie świetnym uzupełnieniem ich wiedzy o sfery dotąd niedostępne dla ludzi spoza ścisłego kręgu przyjaciół i rodziny. Chociaż Luca Dotti daleki jest od zdradzania sekretów matki i zbytniego eksponowania jej życia prywatnego, udaje mu się ciekawie opowiedzieć o światowej sławy aktorce "po godzinach". Audrey w domowym zaciszu, z dala od medialnego zgiełku była osobą równie uroczą jak na ekranie. "Audrey w domu" sprawiła, że od razu pomyślałam o jej makaronie z pesto po gstaadzku i całonocnym domowym seansie z moimi ulubionymi filmami Hepburn. Książkę polecam łasuchom czułym na pięknie wydane książki kucharskie. Ta jest wyjątkowa.

Ocena: 8/10

Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Premiera: 3.03.16
Strony: 264

niedziela, 6 marca 2016

Lutowe podsumowanie książkowe

Niech ta zima w końcu sobie pójdzie! - czyli z wielką ulgą żegnam się z lutym w tym kompaktowym podsumowaniu. W ubiegłym miesiącu przyssałam się do książek i czułam się naprawdę dobrze w towarzystwie wybranych lektur.


1. Igor T. Miecik - 14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji (152)
2. Janusz Majewski - Czarny mercedes (368)
3. Tommi Kinnunen - Cztery Drogi (384)
4. Piotr Grzegorz Michalik - Podmiejskim do Indian. Reportaże z Meksyku (240)
5. Paweł Smoleński - Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie (176)
6. Héctor Tobar - Ciemność (416)
7. Greg Jenner - Milion lat w jeden dzień. Fascynująca historia życia codziennego od jaskini do globalnej wioski (354)
8. Wolfgang Bauer - Przez morze. Z Syryjczykami do Europy (144)
9. Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek - Na drugie Stanisław. Nowa księga imion (360)

Razem: 2594 strony

W najkrótszym miesiącu roku udało mi się - całkiem niezamierzenie - zbudować całkiem pokaźny stosik przeczytanych tytułów. Złożyły się na niego przede wszystkim nowości, ale cieszy mnie niezmiernie, że znalazłam czas na nadrobienie zaległości; obiecałam sobie zajrzeć do wszystkich książek, które nagromadziłam w zeszłym roku. W ramach kontynuowania tradycji zakupowych szaleństw, zamiast kolejnej szmatki czy pomadki, przygarnęłam pod swój dach istny stos najróżniejszych historii..

Lutowe czytanki dowodzą, że literatura faktu zawsze wygra u mnie z fikcją - niezależnie od kalibru. Czy autor postawi na lekki styl oraz dosyć relaksujący temat, czy przejedzie po czytelniku literackim walcem mocnego języka i trudnej w przełknięciu historii - wzbudzi we mnie ciekawość już samym zakotwiczeniem swej opowieści w rzeczywistości.

Jak Wam minął luty? 

czwartek, 3 marca 2016

Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek "Na drugie Stanisław. Nowa księga imion"


O: Dla nas Mikołaj to powinien być też Mikołaj Kopernik, a jakoś w ogóle się to nie łączy. 
B: No właśnie. Jeśliby powiedzieć: Mikołaj..., to kto skończy: Kopernik?
O: Firma od pierników z Torunia nazywa się tylko: Kopernik. 
B: Kopiernik powinna się nazywać. s. 198


Przy klasycznym imienniku usnęłabym w ciągu pięciu minut od otworzenia książki. "Na drugie Stanisław" to niecodzienny zbiór nie tyle imion, co znanych imienników. Duet Bralczyk i Ogórek łączy swą wiedzę o języku z umiejętnością ciekawego opowiadania o pochodzeniu i tradycyjnych imion oraz ich nowoczesnych odmian i modyfikacji. Ważną rolę w tych rozmowach odgrywają zdrobnienia, którymi większość z nas chętnie się posługuje. Przykłady z kalendarza łączą się tu z rozmowami ludziach posługujących się konkretnymi imionami; dzięki autorom spotykamy się z mniej lub bardziej kojarzonymi dziś postaciami historycznymi, politykami, pisarzami czy aktorami.

Uszczypliwe komentarze i żarty ze znaczeń imion w odniesieniu do sławnych Janów, Agnieszek czy Paulin nadają temu zbiorowi wyjątkowego charakteru. Połączenie suchych faktów, wiedzy z zakresu etymologii, historii oraz najnowszych doniesień medialnych tworzą pozycję lekką, ale nie pustą. "Na drugie Stanisław" dostarcza informacji o odpowiednikach obcojęzycznych, przypominając jednocześnie, o ileż piękniej brzmi prezydencka Jacqueline, od naszej ociężałej Żakliny - a przecież chodzi  to samo imię.


To nie jest poradnik jak nazwać lub jak lepiej nie nazywać swojego dziecka, choć niektóre opowieści można by z powodzeniem podciągnąć pod rady kierowane do przesadnie kreatywnych rodziców. Autorzy pokazują, jak moda na konkretne imiona odzwierciedla się w statystykach, szukają wspólnych cech u Agat (zawsze jako córka znanego ojca/matki) czy Kamilów (typowe drugie imię). Czasem z odrobiną złośliwości, ale ze smakiem. To jedna z tych książek, które dobrze czyta się pomiędzy innymi tytułami i jako taką wszystkim ją polecam.

Ocena: 7/10

Wydawca: Agora SA
Premiera: 28.10.15
Strony: 360