poniedziałek, 29 lutego 2016

Wolfgang Bauer "Przez morze. Z Syryjczykami do Europy"

Arabska wiosna dała nadzieję milionom na poprawę bytu. Niestety, na fali protestów przetaczających się przez północą Afrykę i Bliski Wschód wypłynął twór, a właściwie nowotwór, który niszczy kraje islamskie od środka. Kiedy doda się do tego prezydentów z chorymi ambicjami i niejasnymi celami, zwykli ludzie nie mają do kogo zwrócić się o pomoc. Uciekają z ojczyzn, które płoną i rozpadają się na ich oczach.

Syryjczycy, o których pisze autor "Przez morze", na pierwszy przystanek ku wolności wybrali Egipt. Szybko okazało się, że i tam nie jest bezpiecznie, a wybawca okazał się gnębicielem, od którego uwolnić może tylko nielegalne przekroczenie morza. Syryjskim uchodźcom Europa jawi się jako raj i rozwiązanie ich problemów. 


Wolfgang Bauer wraz z czeskim fotografem Stanislavem Kruparem towarzyszą kilkudziesięciu obywatelom Syrii, gdy ci postanawiają powierzyć swój los przemytnikom ludzi i za niewiarygodnie wysokie sumy przeprawić ich przez nieprzyjazne wody ku wolności. Ich prawdziwej tożsamości nie zna nikt, oprócz tłumaczącego dla nich Amara Obaida. Mają nadzieję, że uda im się opisać koszmar uchodźców od środka, ale ich plany szybko weryfikuje egipska policja. To, co zdążyli zarejestrować, jest przerażające.

Dalsze zmagania Syryjczyków opisują na podstawie ich opowieści. Rodzeństwo Hussan i Alaa podróżują w koszmarnych warunkach, nie mając pewności czy uda im się dołączyć do mieszkającego w Szwecji brata. Wspomniany już Amar, głowa kupieckiej rodziny z Homs, swoją afrykańską odyseją przeciera szlak dla żony i trzech córek. To, co przechodzą ci ludzie, można określić jako drogę przez piekło. Oszukiwani, okradani, więzieni, porywani i torturowani przez ludzi, którym zaufali, ciągle mają nadzieję, że ten kolejny przemytnik okaże się uczciwy i pomoże im uciec od przygnębiającej wojennej rzeczywistości.

Gdy z bezkształtnej masy obcych ludzi wyłaniają się konkretne osoby, ciężej jest odmówić im prawa do głosu. Kiedy anonimowe twarze zyskują imiona i mówią o swoich rodzinach, marzeniach i problemach, jakoś trudniej jest przejść obok nich obojętnie. Może i przepaść kulturowa pomiędzy Bliskim Wschodem a Europą jest ogromna i różni nas więcej, niż mamy ze sobą wspólnego, ale nie można dać ponieść się tylko powierzchownemu wrażeniu, że ci inni są jednocześnie tymi gorszymi. Nie mamy prawa decydować o tym, czyje życie warto ratować, a komu nie należy się pomoc; każde zagrożone życie należy chronić. 

Ocena: 9/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 10.02.16
Strony: 144

sobota, 27 lutego 2016

Greg Jenner "Milion lat w jeden dzień. Fascynująca historia życia codziennego od jaskini do globalnej wioski"

Wśród powtarzanych przez nas każdego dnia bez głębszego zastanowienia czynności znajduje się całkiem sporo tematów do rozważań nad postępem i ciekawską naturą ludzi. Właściwie nigdy nie myślałam o tym, kto wymyślił łóżko znane w obecnej formie, budzik, przez który każdego ranka złorzeczę pod nosem lub kim był wynalazca nici dentystycznych. Odpowiedzi na te proste pytania mogą okazać się naprawdę zaskakujące.


Tytuł "Milion lat w jeden dzień" - kiedy już zajrzy się do środka tej książki - nabiera nagle podwójnego znaczenia. Nie chodzi tylko o niezwykle ciekawe opisy historii prozaicznych czynności, ale też o zmyślnie uporządkowaną treść. Poszczególne wynalazki poznajemy w kolejności ich wykorzystania. I tak, najpierw poznajemy opowieści o mierzeniu czasu, dalej dowiadujemy się czegoś nowego o zdecydowanie mało królewskich, ale za to bardzo wygodnych dziś toaletach, następnie o jedzeniu i podziale na posiłki, i tak dalej - aż do momentu, gdy potrzeba snu prowadzi ludzi do poznania historii łóżka i snu.

Ta dzienna chronologia wydarzeń łączy się świetnie z wątkami poruszanymi przez autora, który najpierw nakreśla tok wydarzeń w naszych czasach, by za chwilę niepostrzeżenie wrzucić czytelników w wir prehistorycznych odkryć i późniejszych modyfikacji. Tu nasz przewodnik wspomina poszczególnych wynalazców, ich niejednokrotnie dziwaczne pomysły oraz komiczne poglądy, które dziś wzbudzają opętańczy chichot, a kiedyś były postrzegane jako prawda absolutna. Na końcu każdego rozdziału zawsze docieramy do punktu wyjścia, czyli teraźniejszości. W ten przemyślany sposób historia zatacza koło, choć sam autor uważa, że to ludzie lubią się powtarzać i wracać tam, skąd wcześniej uciekali z wrzaskiem.

Niech nie zwiedzie nikogo lekka forma, w jakiej Jenner serwuje głodnym wiedzy historię codzienności. Ten luzacki styl ma za zadanie zaledwie uśpić czujność ciekawskich czytelników. Kiedy już bolą ich brzuchy, ale i tak nadal zaśmiewają się z dowcipnego języka autora, okazuje się, że opowieść zmierza ku końcowi. Wymyślony na potrzeby tej książki everyman kończy swój dzień tak, jak zaczął - uzależniony od upływu czasu. Trudno rozstać się z anegdotkami Brytyjczyka, bo choć "Milion lat w jeden dzień" narzuca czytającemu niesamowite tempo poznawania ewolucji najzwyklejszych czynności, wcale nie czułam się przytłoczona całą tą wiedzą. Tak sobie myślę, że jeżeli Greg Jenner postanowi kiedyś pisać podręczniki do historii, uczniowie przestaną ze wstrętem ciskać szkolnymi książkami po kątach.

Ocena: 8/10

Wydawca: Dom Wydawniczy PWN
Premiera: 26.01.16
Strony: 354

czwartek, 25 lutego 2016

Książkowe premiery marca

Marzec pod względem premier będzie równie bogaty, co luty. Nie jest to za dobra wiadomość dla mojego portfela, ale - no cóż - będzie musiał sobie z tym jakoś poradzić. Muszę przeczytać większość z tych książek - nie widzę innego wyjścia. Wydawcy przygotowali dla nas zbyt wiele ciekawych nowości i po prostu nie można sobie ich odpuścić.



Anna Mieszkowska "Bodo wśród gwiazd"
Marginesy, 2 marca


Z radością sięgnę po biografię tego wspaniałego artysty, zamiast wspomagać kolejnych samozwańczych celebrytów i ich książki o tym, jak zbić fortunę dzięki kontom w mediach społecznościowych. Eugeniusz Bodo to prawdziwy klejnot w koronie polskich gwiazd okresu międzywojnia. Autorka napisała wcześniej biografię Ireny Sendlerowej, co samo w sobie jest reklamą jej najnowszej publikacji.


Agnieszka Jucewicz "Wybieraj wystarczająco dobrze"
Agora, 3 marca


Trzecia książka z serii mądrych rozmów z psychologami; tym razem tematem przewodnim jest wybór, czyli to, z czym większość z nas ma ogromny problem. W erze ogromnego bogactwa, które mamy na wyciągnięcie ręki i przytłaczającej wręcz różnorodności, w czasach nieograniczonych możliwości umiejętność mądrego wyboru jest niezwykle ważna. Co o naszych zwyczajach mówią specjaliści i jakie mają dla rady dla niezdecydowanych i niezadowolonych? Bardzo mnie to ciekawi.



Gary Paul Nabhan "Kumin, kakao i karawana. Odyseja aromatyczna"
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, połowa marca


Książka kulinarna i historyczna w jednym? Już samo to sprawia, że chcę zajrzeć do świata handlarzy przyprawami sprzed wieków. W końcu podstawa arabskiej kuchni to mocne i aromatyczne mieszanki suszonych ziół, które w odpowiednim połączeniu zdobędą serce niejednego łasucha. A jak te cenne kopczyki przypraw docierały do różnych zakątków świata - o tym dowiemy się z książki Nabhana.



Beata Szady "Ulica mnie woła. Życiorysy z Limy"
Czarne, 9 marca


Lima ma coś w sobie z rosyjskiej stolicy. Ogromne bogactwo boleśnie kontrastuje ze skrajną biedą; pomiędzy - ziejąca pustka. Skok o parę klas społecznych dla wielu okazuje się niedoścignionym marzeniem. Rzeczywistość brutalnie ściąga na ziemię dorosłych i dzieci, które uczą się życia w niedostatku od rodziców. Autorka pisze o tragicznej sytuacji ludzi, których nie chcą zauważyć władze Peru. Tę książkę koniecznie trzeba przeczytać.


Samar Yazbek "Przeprawa. Moja podróż do pękniętego serca Syrii"
Karakter, 9 marca


O wojnie w Syrii pisano już wiele, ale każda perspektywa jest oryginalna i inaczej ukazuje ten problem. Przez rozmowy z ludźmi autorka pokazuje ciężki los ludzi, którzy żyją w ciągłym strachu o bliskich. Rozbite przez konflikt rodziny, próbujące radzić sobie ze stratą w świecie rządzonym przez chaos, są symbolem kraju, który próbuje się podnieść.



Lauren Groff "Fatum i furia"
Znak, 14 marca


Myślę, że to będzie jedna z ważniejszych premier "fikcyjnych" tego miesiąca. Z rekomendacją prezydenta USA. Ja sięgnę po nią chociażby po to, by dowiedzieć się, jakie tytuły zachwycają Obamę. Trudne relacje między małżonkami czynią z tej książki tytuł obowiązkowy, szczególnie, że autorka postanowiła przeciwstawić sobie dwie perspektywy - męża i żony.



Artur Domosławski "Wykluczeni"
Wielka Litera, 16 marca


Okładka mówi wszystko i właściwie nie trzeba nic więcej dodawać. W "Wykluczonych" głos zyskują ci, których dotąd świat uparcie ignorował. Na każdym kontynencie, we wszystkich warstwach społecznych znaleźć można ludzi, którzy nie czują się akceptowani. Kto i za co ich wyklucza? Jak mówią o sobie? Co mają do powiedzenia innym ludziom? Czuję, że to będzie bardzo dobra książka.



Wasilij Gołowanow "Wyspa, czyli usprawiedliwienie bezsensownych podróży"
Wydawnictwo Literackie, 17 marca


Wystarczył mi jeden rzut oka na okładkę i drugi na opis, żebym utwierdziła się w przekonaniu, że muszę mieć tę książkę. Rosja kusi mnie swoimi osobliwościami od dawna i nie jestem w stanie jej się oprzeć. Im odleglejsze jej zakątki, tym osobliwsze i bardziej interesujące, a i bezsensowne podróże mogą okazać się całkiem owocne.



Alexanda Fuller "Wyjedź, zanim nadejdą deszcze"
Czarne, 23 marca


Dwie poprzednie książki Alexandry Fuller wciąż na mnie czekają, ale już teraz wiem, że i ten tytuł warto będzie sobie sprawić. Dzieciństwo w Afryce to temat, który niesie ze sobą pewną magię i szczególny klimat. Schyłek kolonializmu, walka o niepodległość od europejskich potęg tworzą ciekawe tło dla dorastania. Może po premierze tej książki zrobię sobie afrykański kwiecień?



Jerzy Ambroziewicz "Zaraza"
Dowody na Istnienie, 30 marca (premiera przesunięta na 7 kwietnia)


Klasyka reportażu powraca. Tym razem wydawca zabiera czytelników do Wrocławia z lat 60. ubiegłego stulecia. Miasto paraliżuje epidemia ospy prawdziwej, ludzie gorączkowo (!) próbują wyrwać się ze szponów choroby, która atakuje ze zdwojoną mocą. Czekam z niecierpliwością na koniec marca, bo książka zapowiada się wyjątkowo ciekawie.



Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń "Armenia. Karawany śmierci"
Czarne, 30 marca


Dziś Armenia jest malutkim, zapomnianym przez wszystkich krajem. Kiedyś była wielkim imperium. Długotrwałe prześladowania i ludobójstwa wciąż tkwią w świadomości Ormian. Niekorzystne położenie geopolityczne jeszcze bardziej utrudnia rozwój tego małego państewka, które spod radzieckiej rynny wpadło pod azjatycko-islamski deszcz.



Dennis Covington "Zbawienie na Sand Mountain. Nabożeństwa z wężami w południowych Appalachach"
Czarne, 30 marca


Kościół wężowników to mały wycinek amerykańskiej kultury, znany nielicznym, co dociekliwszym czytelnikom. Tajemnicze południe USA wydaje się miejscem wprost stworzonym dla różnych dziwnych wierzeń. O ludziach, którzy w wężach dopatrują się boskich stworzeń opowie autor, którego do tematu przyciągnęło morderstwo popełnione wśród wężowników. Czuję się zainteresowana.



Erika Fatland "Sowietstany. Podróż po Turkmenistanie, Kazachstanie, Tadżykistanie, Kirgistanie i Uzbekistanie"
W.A.B., 30 marca


Podróży po byłych republikach Związku Radzieckiego ciąg dalszy. Tym razem rzucę się na południowo-zachodnie rejony Azji i, jak zapowiada tytuł, odwiedzę wszystkie byłe czerwone -stany.  Jak wygląda świat ludzi, którzy uwolnili się od Wielkiego Brata? Jak te kraje korzystają z odzyskanej wolności? Jest na co czekać.



Sara Nović "Dziecko wojny"
W.A.B., 30 marca


Historie osadzone w czasach konfliktu bałkańskiego przypominają o ciągle świeżych ranach. Wojna z perspektywy młodej dziewczyny jawi się jako coś niezrozumiałego. Rujnuje stabilną konstrukcję, na której wyrasta młode pokolenie ludzi. Główna bohaterka musi otrząsnąć się szybko z dziecinnych zabaw i wkroczyć w świat dorosłych. "Dziecko wojny" trochę pachnie mi "Złodziejką książek", dlatego bez wahania dodam tę premierę do swojej biblioteczki.



Których książek nie możecie się doczekać?

wtorek, 23 lutego 2016

Héctor Tobar "Ciemność"

Świat nie wierzył w to, co widzi, kiedy media relacjonowały dramatyczną akcję ratowniczą przeprowadzaną w chilijskiej kopalni złota San José pod Copiapó prawie sześć lat temu. Faktów nie dało się ignorować, rachunek po katastrofie wychodził na plus - trzydzieści trzy życia uratowane, żadnych strat w ludziach. Wszystkich ciekawiło za to, jak można spędzić pod ziemią aż tyle czasu - ponad dwa miesiące - i nie poddać się. 


Liczne zaniedbania z ignorowaniem zaleceń bhp włącznie, wynikające z ogromnego zadłużenia kopalni, doprowadziły do katastrofy - oczekiwanej i nieuniknionej. Liczono na to, że góra zaatakuje, gdy nikogo w niej nie będzie, bo jej złowrogie pomruki słychać było już od dawna. Naiwność właścicieli obiektu - jak to zwykle bywa - uderzyła rykoszetem w szeregowych pracowników. W górnictwo odgórnie wpisane jest ogromne ryzyko zawodowe, ale żaden z uwięzionych w San José Chilijczyków nie oczekiwał, że jego dwunastogodzinna zmiana z 5 sierpnia 2010 roku przeciągnie się do sześćdziesięciu dziewięciu dni w spartańskich warunkach.

Tobar prześwietla kruche powiązania i zależności między ludźmi, niczym kopalniany psycholog, w ciemnościach szukając odpowiedzi na pytanie ile jest w stanie znieść człowiek znajdujący się w beznadziejnym położeniu, zdający się na wiedzę i umiejętności innych, zależny od więzionych setki metrów pod powierzchnią ziemi współpracowników. Nie wszyscy górnicy z San José się znali, a budowanie zaufania od zera, w sytuacji więcej niż kryzysowej, gdy zdrowie i życie trzydziestu trzech mężczyzn ciągle wisi na włosku jest niezwykle trudnym zadaniem. Mimo to, bohaterowie "Ciemności" - mówiąc kolokwialnie - nie pozabijali się tam pod ziemią z frustracji i przytłaczającego poczucia bezradności. Już samo to wzbudza szacunek i podziw do ludzi, którzy mieli pełne prawo oszaleć. 

"Ciemność" jest książką tak realistyczną, że momentami odczuwałam dyskomfort, czytając o warunkach, w jakich górnicy musieli czekać na ratunek. Jednocześnie nie potrafiłam oderwać się od tej relacji z piekła, przeplatanej rodzinnymi historiami i postępami czynionymi na powierzchni ziemi przez ratowników. Choć dobrze znałam koniec tej historii, jęczący w czeluściach góry diabeł, zły na górników opuszczających kopalnię, przyprawił mnie o niejedno silniejsze uderzenie serca. Héctor Tobar umożliwił czytelnikom poznanie historii nieprawdopodobnych szczęściarzy, których światowe media od razu okrzyknęły gwiazdami, kusząc medialnymi kontraktami i ogromnymi pieniędzmi. Słodko-gorzki smak triumfu nad śmiercią, nad niemożliwym uskrzydla. Trzydziestu trzech chilijskich Ikarów przekonało się na własnej skórze, jak mocno parzy blask sławy. Warto przeczytać.

Ocena: 9/10

Wydawca: Dowody na Istnienie
Premiera: 20.02.16
Strony: 416

sobota, 20 lutego 2016

Paweł Smoleński "Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie"

Kurdyjską autonomię położoną na północnym wschodzie Iraku od zawsze nękały inne narody. Iraccy władcy nigdy nie obchodzili się z Kurdami delikatnie; to samo można powiedzieć o Turkach i Irańczykach. Saddam Husajn nienawidził mniejszości kurdyjskiej do tego stopnia, że w latach osiemdziesiątych dopuścił się ludobójstwa, którego skalę porównuje się dziś do zbrodni hitlerowskich. Kurdom nie pomogła również wojna domowa, która kilka lat później podzieliła kraj na zwolenników Barzaniego i Talabaniego.

Dzieli ich wszystko, nienawidzą się i chętnie przegryźliby sobie tchawice. Ale zebrali się dlatego, że łączy ich tak zwany problem kurdyjski, wspólnie mogą nam dopiec o wiele bardziej, niż w pojedynkę. Zostawiają więc na boku wszystkie różnice, Arab brata się z Persem, Syryjczyk ściska dłoń Turkowi. Mają cel nadrzędny: spacyfikować Kurdów. Nic innego się nie liczy.


Wśród narodów silnie związanych z szyickim islamem, ta mniejszość narodowa jawi się jako odszczepieńcy. Ludność kurdyjską prześladuje się przede wszystkim za wyznawanie jazydyzmu, choć większość Kurdów jest sunnickimi muzułmanami. Europejski sposób myślenia i zachodnie aspiracje Kurdystanu sprawiają, że z ogromną determinacją dąży on do osiągnięcia swoich celów. Zakaz okaleczania kobiet ze względów religijnych, walka o równouprawnienie i przyzwolenie na luźny ubiór Kurdyjek to cechy odróżniające ten region od poddanych prawnej islamizacji prowincji Iraku.

Przed wiekami ćwiczyliście to samo w Europie. Dajcie nam trochę czasu.

Smoleński pokazuje, jak wiele znosili i ile wycierpieli Kurdowie w ostatnich latach. Mimo to, z historii jego rozmówców wyłania się obraz regionu silnego, dumnego i pewnego swojego zwycięstwa. W jedności i przekonaniu o słuszności walki o lepsze jutro tkwi siła ludzi, którym wciąż nie udało się oddzielić od znienawidzonego irackiego brata. Bolesne wspomnienia z pacyfikacji całych wiosek i miast utrwalone są w muzeach i mauzoleach upamiętniających ofiary reżimu Husajna. Równie mocno wryły się w pamięć ludzi, którzy je przetrwali; nieliczni naoczni świadkowie nieludzkich tortur, którym poddawano Kurdów, dzielą się z autorem swoimi opowieściami.

Mocno doświadczony naród nauczył się walczyć o swoje, nie poddawać się nawet wtedy, gdy sytuacja wydaje się beznadziejna. Dziedzictwo partyzantów zwanych w Kurdystanie peszmergami pomaga im znieść o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać. Masakra w Halabdży wciąż tkwi w świadomości Kurdów jako najtragiczniejszy moment w ich zagmatwanych dziejach. Pamięć o tym, że w jednej chwili świat jaki znamy znika, nauczył ich, że należy cenić każdą odrobinę wolności, jaką uda się wywalczyć.

Warto przeczytać "Zielone migdały", bo choć autor nie szczędzi czytelnikom krwawych historii, nigdy nie należy odwracać się od prawdy. Pamiętajmy o tym, że świat nie jest czarno-biały, a na zagarniętych przez Państwo Islamskie rejonach żyją ludzie, którzy w zupełności nie identyfikują się z ideologią dżihadu. Polecam.

Ocena: 8/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 3.02.16
Strony: 176


Książkę w wersji elektronicznej możecie kupić na Woblink.com!

niedziela, 14 lutego 2016

Piotr Grzegorz Michalik "Podmiejskim do Indian. Reportaże z Meksyku"

Czarna Owca zapowiada więcej mojego ukochanego gatunku i to właśnie tak, jak najbardziej lubię - w jednakowej szacie graficznej. Kolejnym reportażom drogę utorowała świetna książka Katarzyny Molędy o Szwecji, a już w środę na księgarnianych półkach rozgości się moja dzisiejsza towarzyszka. Z mroźnej Północnej Europy przenoszę się bez ruszenia z domu do Środkowej Ameryki i ląduję w Meksyku.


Południowy sąsiad Stanów Zjednoczonych jest jednym z tych krajów, o których ludzie potrafią powiedzieć bardzo niewiele. Zwyczajowe skojarzenia z Meksykiem to narkotyki, tajemnicze porwania i wysoki odsetek ludzi wierzących. To wszystko prawda, ale nie tylko tym żyje przeciętny Meksykanin. Co warto odnotować już na początku - jak głosi tytuł - w środku czytelnik znajdzie przede wszystkim opowieści o rdzennych mieszkańcach Meksyku. Mnogie indiańskie plemiona zamieszkują dziś głównie wsie i mniejsze miejscowości, jednak i od tej reguły znalazł się wyjątek.

Autor zabiera ciekawskich w najodleglejsze zakątki tego gęsto zaludnionego, czternastego pod względem powierzchni kraju na świecie. Opisane zjawiska zmieniają zupełnie spojrzenie czytelnika na Meksyk. I tak, trafiamy między innymi do chatek szamanów specjalizujących się w wyprawianiu odważnych turystów w podróże do innych wymiarów przy pomocy grzybów, korzonków i liści o najróżniejszych właściwościach halucynogennych. Dla mnie szczególnie zaskakujący okazał się rozdział o muxe, czyli transwestytach, którzy stanowią liczną grupę wśród Indian Zapoteków z Juchitán de Zaragoza w stanie Oaxaca.

Rozmowy z miejscowymi to chyba najważniejsza część wszystkich reportaży i raportów antropologicznych. Ale i o szkodliwych stronach takich wizyt w celach badawczych pisze autor, który na co dzień wykłada na UJ. Wpływ globalizacji na kulturę i tradycyjne obrządki plemion meksykańskich jest ogromny, lecz te z niezwykłą rozwagą decydują dziś, które elementy zachodniego stylu życia przyjąć, a które odrzucić. Nikogo nie powinien zdziwić już starszy pan z komórką w ręce, posługujący się tylko i wyłącznie swoim indiańskim dialektem.


Kolejne opowieści zdobią liczne fotografie tak odległego kulturowo i geograficznie kraju. To, co najbardziej rzuca mi się w oczy, to bogactwo barw. Wręcz przeładowane kolorem krajobrazy mniejszych i większych miast są dokładnie takie, jak sobie je wyobrażałam. To tylko wzmacnia moje wrażenie, że Meksykanie są niesamowicie pozytywnymi i sympatycznymi ludźmi. Póki nie mam możliwości stanięcia z nimi twarzą w twarz, pozostaje mi tylko czytać więcej takich książek. I polecać, oczywiście, bo jest co chwalić. "Podmiejskim do Indian" to dobry debiut reporterski Piotra Michalika. 

Ocena: 7/10

Wydawca: Czarna Owca
Premiera: 17.02.16
Strony: 240

czwartek, 11 lutego 2016

Tommi Kinnunen "Cztery Drogi"


Ogromny dom wypełniły milczenie i uprzedzająca grzeczność [...]. Każdy siedział na brzegu swojego łóżka, nasłuchiwał ostrożnych kroków w innych pomieszczeniach i czekał, aż ktoś do niego zapuka. Wejdzie do środka, przysiądzie i spyta, jak mu minął dzień. Ale nikt nikogo nie odwiedzał i o nic nie pytał, wszyscy żyli jak więźniowie za zamkniętymi [...] drzwiami. s. 172

Mała fińska wieś położona nad Zatoką Botnicką, trzy pokolenia kobiet - babka, matka i synowa - żyją pod jednym dachem. Każda stanowi zupełne przeciwieństwo tej starszej. Maria jest emancypantką, do pracy jeździ rowerem i nic nie robi sobie z faktu, że cały świat może podziwiać jej nogi, wystające spod obszernej spódnicy. Pewnego dnia z ulgą odrzuca krępujący ją gorset. To przełom, który wyznacza dla niej nowy początek. Nie chce i nie potrzebuje w swoim życiu mężczyzny. Jej jedyna córka - wprost przeciwnie; niestety, małżeństwo nie daje jej szczęścia. Kiedy wnuk Marii żeni się z Kaariną, jedyną rysą na harmonijnym rodzinnym obrazku okazuje się być Lahja, która próbuje zemścić się na synowej za własne niepowodzenia.


Choć Onni, mąż Lahji, nie żyje już od wielu lat, jego obecność wciąż jest wyczuwalna w domu przy Czterech Drogach. W oparach tradycyjnej fińskiej saumy, pomiędzy ciszą i niedomówieniami, czają się rodzinne tajemnice związane z przeszłością ojca Johannesa. Po powrocie z wojny radziecko-fińskiej zmienia się nie do poznania i wszystko wskazuje na to, że jego zachowanie jest bezpośrednią przyczyną przemiany Lahji. Zgorzkniałej babki unikają nie tylko jej własne wnuki; nawet z dorosłymi już dziećmi nie potrafi znaleźć wspólnego języka.

Ta książka wydaje się idealnym przykładem zwykłej, a jednocześnie niezwykłej sagi rodzinnej. Z jednej strony mamy klasyczną tajemnicę, która paraliżuje życie rodzinne. Z drugiej wszystko jest tu takie oszczędne i minimalistyczne, idealnie skandynawskie. Język jest prosty, ale nie pospolity, autor umiejętnie dobiera słowa, dając czytelnikowi możliwość wielowymiarowej analizy wydarzeń. Mimo to, niezwykła plastyczność języka sprawia, że czytelnik z łatwością przenosi się w świat mroźnego odludzia odgrodzonego od cywilizacji tundrą. Podzielona na cztery części książka ukazuje jak bardzo odmienne mogą być punkty widzenia głównych bohaterów. Wydarzenia z poszczególnych rozdziałów opisywanych z perspektywy różnych członków tej wielopokoleniowej rodziny zazębiają się i tworzą unikatowy obraz świata sparaliżowanego ciszą i trudną do określenia tęsknotą za innym życiem.

Szuka kontaktu z drugim człowiekiem, takim samym jak on, bo pragnie komuś powiedzieć, jak trudno jest tęsknić do czegoś, czego nawet  nie wolno chcieć. s. 318

Doszły mnie słuchy, że jutro premierę ma druga książka Tommiego Kinnunena - "Lopotti" (tytuł wziął się prawdopodobnie od nazwy małej miejscowości na południu Finlandii). Nie wiadomo, czy doczekamy się polskiego przekładu, ale miło będzie zobaczyć ten tytuł na księgarnianych półkach w naszym kraju, ponieważ powrócą w nim niektóre postaci z "Czterech Dróg". W opisie wyczytałam, że tym razem autor uczynił głównymi bohaterami Helenę, niewidomą siostrę Johannesa, oraz jego najmłodszego syna, Tuomasa. Nie wiem, czy warto sięgać po tę swoistą kontynuację debiutu literackiego Kinnunena, ale akurat ten tytuł słusznie został obsypany najważniejszymi nagrodami w dziecinie literatury w Finlandii. Polecam.

Ocena: 8/10

Wydawca: W.A.B.
Premiera:7.10.15
Strony: 384

poniedziałek, 8 lutego 2016

Janusz Majewski "Czarny mercedes"

Coraz bardziej przekonuję się do polskiej prozy, a trafne wybory jeszcze bardziej ułatwiają mi to zadanie. Pierwsza część retro sagi kryminalnej o nadkomisarzu Rafale Królu zaczyna się bardzo dobrze i już teraz mogę zdradzić, że z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.


Opanowana przez Niemców Warszawa oferuje czytelnikowi trzech przewodników. Pierwszym jest młody prawnik, Karol Holzer, zajmujący mieszkanie w kamienicy przy Kruczej 11. Kiedy żydowskie i polskie majątki trafiają w ręce wroga, Holzer podejmuje się niebezpiecznego zadania uratowania chociaż części budynków; robi to mając pełne wsparcie polskiej konspiracji. Mężczyzna skrywa jeszcze jedną tajemnicę i bynajmniej nie jest jedynym, który ukrywa coś przed resztą świata.

Przypadek sprawia, że drugi bohater tej opowieści, oficer SS, Maximilian Graf von Fleckenstein, staje się serdecznym przyjacielem adwokata. On również ma wyjątkowo dużo do stracenia, jeżeli ktoś ujawni jego prawdziwe oblicze. Częściowe alibi zapewnia mu prestiżowe stanowisko. Wszystko zaczyna się rozpadać za sprawą brutalnego morderstwa, do jakiego dochodzi w mieszkaniu Holzera. Wtedy do akcji wkracza kolejny mężczyzna, a jest nim właśnie nadkomisarz Rafał Król ze stołecznej policji. Pomimo utrzymywanego wszędzie niemieckiego porządku i dbałości o szczegóły, śledztwo polskiej policji nie przynosi przez długi czas rezultatów. Najważniejsze tropy, jak na złość, urywają się bez wyjaśnienia.

Dopiero, gdy wrogowie w drodze wyjątku połączą siły, uda im się zdemaskować prawdziwego mordercę. To jednak nie wystarczy, ktoś musi ruszyć za szaleńcem w pościg i go zatrzymać - a ten nie będzie biernie przyglądał się pogoni. Przyjemność poznania całej prawdy pozostawię Wam na czas, gdy sami usiądziecie do tej książki. Sama miałam problem, żeby ją odłożyć, bo im bardziej zbliżałam się do końca, tym mocniej pochłaniała mnie ta historia. Nie tyle może fascynujące było poznanie prawdy - sporej części można było się od razu domyślić. Najciekawszy był dla mnie sam sposób ukazania szaleńczego tempa, jakie narzuca Królowi morderca, w panice próbujący zatrzeć wszelkie ślady swojej zbrodni.

Czytając "Czarnego mercedesa" miałam nieodparte wrażenie, że gdzieś już spotkałam się z tym autorem. Uświadomiłam sobie, że podobne odczucia towarzyszyły mi podczas lektury "Excentryków" Włodzimierza Kowalewskiego. Cały czas miałam poczucie, jakby obydwie książki były wytworem wyobraźni jednego człowieka. Porywający styl autora, jego umiejętność zastosowania humoru w najmniej oczekiwanych momentach, wraz ze świetnie odtworzonym klimatem czasów wojennych z odrobiną muzyki w tle, od razu przypomniał mi o tej jazzowej książce. Nie jest zatem tajemnicą, że i twórczość Janusza Majewskiego stała się kolejnym celem moich poszukiwań dobrych polskich powieści.

Ocena: 7/10

Wydawca: Marginesy
Premiera: 13.01.16
Strony: 368

piątek, 5 lutego 2016

Igor T. Miecik "14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji"

Jakiś czas temu postanowiłam sobie, że zgromadzę i przeczytam jak najwięcej książek poświęconych Rosji. Wśród nich znalazły się również reportaże Igora Miecika, choć do jego pierwszego zbioru podchodziłam z pewną dozą niepewności. Nie miał on najlepszych ocen na LC, a opinie czytelników były mocno zróżnicowane, przy czym bardziej na niekorzyść autora. Teraz mam okazję przekonać się sama, jak na mnie podziałają jego teksty.


Rosja to kraj tak ogromny, że ciężko objąć go umysłem; pełna absurdów, dziwactw i półprawd, nie każdego potrafi zachwycić. Ale jeśli już człowieka do siebie przekona, pochłania go bez reszty. Jest jak królowa, która wymaga bezwzględnej uwagi. Rosjanie mają naprawdę burzliwą historię, zatem mają również o czym mówić. Dla reszty Europy to najbliższy kraj, który może nazwać egzotycznym. Bo nie raz można zadziwić się, patrząc na rzeczywistość tak obcą, jakby ktoś pokazywał ją w krzywym zwierciadle - a to wszystko prawda.

Fala w wojsku, opowieści czeczeńskich i afgańskich weteranów, historie prosto z kolei transsyberyjskiej, rosyjskie metropolie i zapyziałe miasteczka skryte w podbiegunowej głuszy - to tylko kilka z wielu tematów, które pojawiły się w reportażach Igora Miecika. Kilku czytelników zwróciło uwagę na to, że nie wnoszą one niczego do świadomości czytelnika, nie wywołują żadnych przemyśleń, ani nie zmuszają do refleksji. Częściowo muszę się z tym zgodzić - nie są to najlepsze teksty reporterskie, jakie czytałam. Brakuje tematu, który by mnie powalił na łopatki, zmusił do zrobienia przerwy, tak najzwyczajniej w świecie sprawił, że opadnie mi szczęka. Nie chodzi mi oczywiście o tanią sensację, ale może bardziej o styl autora. Zauważyłam, że jego nowsze książki bardziej spodobały się czytelnikom.

Mimo paru niedociągnięć, nie uważam tej książki za porażkę. Znalazłam w niej parę reporterskich perełek, takich jak "Miss Gułag 2004" czy "Niepotrzebna armia". Na szczególną uwagę zasługuje moim zdaniem tekst "Niedziela w domu nad rzeką Moskwą". Pojawia się tam kamienica rządowa, prawdziwa skarbnica fascynujących, ale przede wszystkim dramatycznych opowieści rodzinnych. Rozmówcy autora mówią o tragicznym wpływie kariery politycznej, która niejednokrotnie w gwałtowny sposób zakończyła życia najbogatszych mieszkańców Moskwy. Dla tej i paru innych naprawdę wyjątkowych opowieści warto zajrzeć do króciutkiego zbioru Igora Miecika. Dodają one jeszcze więcej barw do i tak już kolorowego obrazu Rosji, który znam przede wszystkim z książek Swietłany Aleksijewicz. Teksty zamieszczone w "14:57 do Czyty" wcześniej ukazywały się w Polityce w latach 2000-2012.

Ocena: 6/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 5.11.12
Strony: 152


Książkę w wersji elektronicznej możecie kupić na Woblink.com!
http://woblink.com/e-book,literatura-faktu-czarne-14-57-do-czyty-reportaze-z-rosji-igor-miecik,7094

wtorek, 2 lutego 2016

Styczniowe podsumowanie książkowe

Dobrze jest zacząć rok od takich wyników czytelniczych - po złapaniu takiego rozpędu aż nie wypada zwalniać. W ubiegłym miesiącu wyjątkowo sprawnie szło mi czytanie - może to za sprawą książek, których zdecydowana większość prezentowała naprawdę wysoki poziom.
 
Oto częściowy stosik:


1. Jean-Christophe Brisard, Claude Quétel - Dzieci dyktatorów (368)
2. Christopher W. Gortner - Mademoiselle Chanel (592)
3. Frank Westerman - El Negro i ja (258)
4. Jacek Hugo-Bader - Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak (329)
5. Kate Atkinson - O świcie wzięłam psa i poszłam... (448)
6. Jürgen Thorwald - Ginekolodzy (329)
7. Ziemowit Szczerek - Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian (222)
8. Susan Jane Gilman - Królowa lodów z Orchard Street (608)

Razem: 3154 stron

Właściwie tylko dwie książki - pierwsza i ostatnia - nieco odstawały od reszty tytułów. Bardzo trudno wybrać mi tę najlepszą styczniową lekturę, bo co najmniej połowa pozycji okazała się w jakiś sposób wyjątkowa.
 
Co do spraw innych, w styczniu byłam na spotkaniu z Agnieszką Wójcińską, autorką dwóch tomów rozmów z reporterami - polskimi i zagranicznymi. Znów nabrałam ochoty na dobre reportaże i chyba po prostu sięgnę po tytuły, które zachomikowałam na czarną godzinę.
 
Na koniec dobre wiadomości, w styczniu rozpoczęłam współpracę z Audioteką i PWN-em. Pierwsze recenzje już wkrótce się pojawią.
 
A czy Was zadowalają styczniowe wyniki czytelnicze?