piątek, 29 stycznia 2016

Ziemowit Szczerek "Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian"

We wrześniu ubiegłego roku zabrałam się za reportaż Ziemowita Szczerka w podróży, ale po paru rozdziałach przerwałam. Od tego czasu książka wisiała rozgrzebana na czytniku, robiąc mi milczące wyrzuty. Kiedy parę dni temu znów do niej zajrzałam, nie potrafiłam się od niej oderwać.


Na tę książkę składają się pozornie niezwiązane ze sobą rozdziały opisujące podróż autora po Ukrainie. Szczerek przemierza ten pełen absurdów kraj, w poszukiwaniu kwintesencji ukraińskości, ducha Słowian. Próbuje zbliżyć się do tego wyjątkowego stanu umysłu, tej wschodniej egzotyki, do której Polaków z jednej strony bardzo ciągnie, a z drugiej jednak trochę się jej boją. Bo oglądanie z dystansu, przejazdem, jako obcokrajowiec, turysta - to niegroźna zabawa, lekki flirt z przyjaciółką z dawnych lat. Zostać tam na stałe czy na dłuższy czas - nie każdy temu sprosta (jak małżeństwo Amerykanów, opisane w jednym z rozdziałów).

A dalej już była pustka po kres kresów, tu w zasadzie zaczynała się wszechświatowa próżnia aż po Urana, Neptuna i pas Kuipera. Nie ma nic bardziej przerażającego niż próżnia.

Prawdziwa Ukraina jest trochę dzika i nieokrzesana, ale też tęskniąca za stabilnością. Życzliwy i serdeczny, ale też niezwykle pamiętliwy naród, rozdzierany od wieków wewnętrznymi konfliktami, daje się poznać Szczerkowi i czytelnikom z najlepszych i zarazem najgorszych stron. Każdy radzi sobie jak może, nie zawsze uczciwie, często osobliwie, ale zwykle dosyć skutecznie. Alkohol i narkotyki zniekształcają ale i też wyostrzają obraz i tak już powykręcany dla niejednego zachodniego przybysza. Ale właśnie w to "hardkorowe" nieznane każdy koniecznie chce się wybrać. Zła sława tego kraju na świecie tylko przysparza mu kolejnych ciekawskich odwiedzających. 

Słowem - robili to samo, co ja. Robili z Ukrainy burdel na kółkach. Tyle że się do tego nie przyznawali.

Szczerek pisze, jak się nazywa. Szczerze, bez ubierania w ładne słówka. Nie rozczula się tam, gdzie nie potrzeba, dlatego też te nieliczne momenty, kiedy coś go porusza, równie mocno wpływają na czytelnika. Poza tym, nie patyczkuje się z rzeczywistością, nie maluje jej ani nie obchodzi. Bierze świat "na klatę". Może to nie każdemu się spodoba w stylu autora, ale dla mnie takie pisanie jak najbardziej wydaje się przekonujące i godne polecenia. 

Ocena: 8/10

Wydawca: Korporacja Ha!art
Premiera: 23.04.13
Strony: 222

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz