niedziela, 31 stycznia 2016

Susan Jane Gilman "Królowa lodów z Orchard Street"

Gdzieś pomiędzy stosami nowości zapodziała się ta pokaźnych rozmiarów obyczajówka historyczna i dopiero niedawno udało mi się ją odgrzebać. Ponieważ lubię czasem odpocząć przy lżejszej literaturze, wybrałam właśnie ten tytuł, by w miłej atmosferze ochłonąć po poważniejszych tematach. 

Kiedy pierwszy raz spojrzałam na opis "Królowej lodów z Orchard Street", od razu przypomniała mi się książka Daisy Waugh opisująca mniej więcej te same czasy. Tu również czytelnik znajdzie historie ludzi, którzy uciekli od wielkiej biedy, a swój marny los odmienili dzięki ciężkiej pracy. Tytułowa królowa lodów to dorosła już kobieta, która wspomina odległe czasy swego dzieciństwa i młodości. Chociaż to dosyć często spotykana konstrukcja - sprawdza się w przypadku zdecydowanej większości książek.


Lillian Dunkle jest stereotypową bogaczką w podeszłym wieku. Osiągnęła już tak wiele, że średnio przejmuje się tym, co myśli o niej reszta świata. Znudzona starością wywołuje skandal obyczajowy. Nie rozumie jednak, czemu nagle media nie chcą stać po jej stronie. Chętnie opowiada za to o tym jak doszła do ogromnej sławy i pieniędzy. Zdradza, że jest córką rosyjskich Żydów, którzy na początku dwudziestego wieku całkiem przypadkiem znaleźli się na wyspie Ellis. To zaledwie początek opowieści o wspaniałym amerykańskim śnie.

Częste retrospektywy są podstawą narracji u Gilman i na nich wolę się skupić. To one sprawiają, że aż chce się wracać do opowieści o Lillian i jej włoskiej rodzinie. Autorka serwuje czytelnikom barwne opisy rozrastającego się Nowego Jorku z jego dzielnicami ubogich obcokrajowców. Na wyobraźnię działa również przedstawiony z zachowaniem najdrobniejszych szczegółów żmudny proces produkcji lodów. Wspaniałe czasy gospodarczego rozkwitu kraju odzwierciedlają przemiany zachodzące w głównej bohaterce i jej trudnym życiu w cieniu dwóch wojen światowych.

Gdyby nie te częste powroty do przeszłości w formie wspomnień, nie wiem, czy ta książka by mi się w ogóle spodobała. Niestety, co zauważyłam dosyć szybko, główna bohaterka jako dorosła osoba jest dla mnie postacią trudną do zniesienia, bardzo irytującą. Może inni czytelnicy spojrzą na nią przychylniej, bo ja bardzo męczyłam się, czytając jej wywody. Chociaż ja odczuwam pewien niedosyt po lekturze "Królowej lodów z Orchard Street", wiem, że wielu osobom bardzo się ona spodobała, co potwierdzają też bardzo wysokie oceny, m.in. na portalach Lubimy Czytać czy Goodreads. Istnieje spora szansa, że i Wam ta opowieść sprawi dużo radości.

Ocena: 5/10

Wydawca: Czarna Owca
Premiera: 4.11.15
Strony: 608

4 komentarze:

  1. No i smutno mi teraz. Mam ta książkę i właśnie jestem jej ciekawa, rzuciła mi się w oko, mam wrażenie że będzie fajna, a u mnie przygaszasz taką oceną. :c
    Mam nadzieję, że mi się spodoba. :)
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jestem wyjątkowym odmieńcem, bo wszyscy inni chwalą tę książkę. Możesz się nie przejmować moją opinią, bo chyba ostatnio jest mi po prostu nie po drodze z obyczajówkami.

      Usuń
  2. Czytałam już kilka recenzji na temat tej książki. I żadna, nawet Twoja mnie nie przekonała do sięgnięcia po lekturę. ;/

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja w niej nikogo nie przekonuję do tej książki, bo sama się wymęczyłam poczas czytania. :)

      Usuń