czwartek, 14 stycznia 2016

Pociąg do literatury... pięknej i pięknie wydanej

Nie od dziś wiadomo, że dobrze wyglądającej książce łatwiej jest zdobyć zainteresowanie potencjalnych czytelników. Wydawcy stają na głowach, by lepiej zaprezentować swoje perełki, bo piękne wnętrze wymaga wyjątkowej oprawy.

Oto kilka książek, które są nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie piękne. Wybór jest mój, a zatem subiektywny; zapewne wiele osób się ze mną nie zgodzi i zechce dodać coś od siebie, do czego serdecznie Was zachęcam.




Pierwsza książka, której okładka śniła mi się po nocach wiele miesięcy przed polską premierą, to "Światło, którego nie widać". Jej wierzchnie odzienie w intensywnych odcieniach niebieskiego zaprojektował Tal Goretsky, a do naszego wydania dopasowała je Magdalena Zawadzka. W środku równie wspaniale, czego dowodzi zdobyta przez autora Nagroda Pulitzera. Anthony Doerr stworzył piękną historię, w której losy niewidomej francuskiej dziewczyny i niemieckiego twórcy radioodbiorników splatają się nagle podczas II wojny światowej. Ciekawi? Ja nie mogę doczekać się tego, co znajdę w środku.

Pozostając w temacie niebieskich okładek, koniecznie muszę wspomnieć o "Pod osłoną nocy" - jednej z kilku pięknie wydanych w ostatnich latach powieści Sary Waters. Ozdobieniem książek tej autorki, wydanych nakładem Prószyńskiego, zajęła się Anna Pol. Zapowiadający mistrzowską intrygę tytuł opisuje historię trzech kobiet i mężczyzny, których losy splatają się całkiem niespodziewanie w nękanym nalotami Londynie z początku lat 40. ubiegłego stulecia.

Francuskie "Arden" to groteskowa baśń na miarę Grand Budapest Hotel. Bardzo podobna z opisu do oscarowego filmu na podstawie dzieł Zweiga, zaintrygowała mnie również swą okładką. Tę - w oparciu o surrealistyczny obraz René Magritte'a z 1963 roku zatytułowany L'Art de la Conversation - zaprojektował Witold Siemaszkiewicz. Ja wciąż błądzę po ardeńskim raju, ale kiedy z niego wyjdę, na pewno przybędę do Was z recenzją, bo jest o czym pisać.

Fenomenalnego "Szczygła" Donny Tartt zdobi bardzo oszczędnie zaprojektowana przez Keitha Hayesa okładka; Magda Kuc podjęła się przystosowania jej do polskiego wydania. Spod rozdartego papieru zerka na czytelnika fragment tytułowego Szczygła - obrazu siedemnastowiecznego holenderskiego malarza Carela Fabritiusa. W powieści niepozorne płótno doprowadza głównego bohatera (któremu cały czas  towarzyszą skrajne emocje) do podjęcia wielu katastrofalnych w skutkach decyzji. Również u mnie ta książka wywoływała wiele nagłych skoków ciśnienia (recenzja).

Utrzymana w stonowanych szarościach i przełamana czerwienią okładka "Ścieżek północy", którą stworzyła Suzanne Dean a dla nas zaadaptował Robert Kleeman, od razu przyciąga wzrok czytelników. Drugą przynętą jest Booker, który trafił w 2014 roku do Flanagana. Trzecią, a zarazem najważniejszą - niezwykła treść, która uwiedzie nawet najbardziej wymagającego czytelnika. To australijskie dzieło już na zawsze pozostanie jedną z moich ulubionych książek (recenzja).

Ponad dekadę przed zachwycającymi dziełami Tartt i Doerra, jurorów Nagrody Pulitzera olśniło "Middlesex" Jeffrey'a Eugenidesa. Do polskiego wydania wspaniałą rysunkową okładkę zaprojektował Mariusz Banachowicz. Rozciągnięta na przestrzeni osiemdziesięciu lat opowieść ukazuje płynną naturę granic wszystkiego, z naciskiem na nieokreśloną płeć głównej bohaterki - Calliope Stephanides, zwanej również Calem. Kontrowersyjny temat w wydaniu pięknym pod każdym względem - koniecznie musiał pojawić się w mojej biblioteczce.

Ostatnia, prawdziwa czytelnicza grubaska, to druga powieść Eleanor Catton, czyli "Wszystko, co lśni". Okładkę autorstwa Jenny Grigg - która w pomiędzy fazami księżyca umieściła XIX-wieczny obraz - w polskim wydaniu podziwiać możemy dzięki Robertowi Kleemannowi. Akcja powieści osadzona została w czasach gorączki złota, która opanowała Nową Zelandię sto pięćdziesiąt lat temu. Jeśli nie skusi was opis, to może do sięgnięcia po tę pozycję zachęci Was fakt, że autorka jest najmłodszą laureatką Bookera, a jej książka - najdłuższą w historii tej przyznawanej od 1969 roku nagrody literackiej.

Wszystkie są różne, ale każda na swój sposób piękna, prawda? Jest tylko jeden istotny problem: te tytuły świetnie prezentują się na półkach, lecz każda liczy sobie grubo ponad czterysta stron. Do czytania w domu wersja papierowa świetnie się nada. Gorzej bywa z delektowaniem się lekturą w podróży. Jeśli zatem nie zależy Wam aż tak bardzo na posiadaniu nieporęcznego, ciężkiego tomiska - nieważne, jak pięknego - a chcecie po prostu poznać te świetne historie, warto zaopatrzyć się w e-book ważący tyle, co Wasz czytnik; właśnie dlatego...



..specjalnie dla Was, wspólnie z Woblinkiem przygotowałam rabat 30% (od ceny początkowej) obejmujący wszystkie wymienione tytuły. Aby z niego skorzystać wystarczy dodać wybrane e-booki do swojego koszyka, a w wyznaczonym miejscu wpisać kod BOOKLOAF. Możecie oczywiście kupić wszystkie książki, ale musicie umieścić je w oddzielnych koszykach - dopiero wtedy będzie możliwe aktywowanie rabatu. Promocja trwa do 21 stycznia (włącznie).


Wraz z platformą Woblink życzymy Wam udanych zakupów!



2 komentarze:

  1. Osobiście bardzo zwracam uwagę na tłumacza, Ty natomiast przypomniałaś mi, jak ważna jest osoba odpowiadająca za projekt okładki - może zacznę się im przyglądać, tym grafikom.

    Książki wybrane przez Ciebie - boskie, ale o tym chyba wspominać nie trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze masa innych cudowności, a już na głowę polskie projekty biją te amerykańskie. Stąd tak wiele okładek jest po prostu adaptowanych na potrzebę naszych wydań. Kiedyś pewnie napiszę o najlepszych projektantach wydań anglojęzycznych.

      Tłumacz również jest dla mnie bardzo ważny, sama jestem w tym kierunku wykształcona. Wiem, jak istotna jest praca dobrego znawcy języka i parę razy zdarzyło mi się źle ocenić książkę przez byle jaki przekład. :)

      Usuń