wtorek, 9 sierpnia 2016

Paula McLain "Okrążyć słonce"

Afryka to królowa. Dumna, piękna i nieokiełznana. Może dlatego tak wielu próbowało ją podbić, zagłuszyć obcą kulturą i zachodnimi wpływami. Jednak byli też przybysze, dla których kontynent ten stał się domem. Traktowali z szacunkiem jego dziką przyrodę i kochali rdzennych mieszkańców. Taką adoptowaną córką Kenii była właśnie Beryl Markham, kolejna wyjątkowa kobieta, której losy opisała Paula McLain.


Bohaterka "Okrążyć słońce" jako mała dziewczynka przybywa z rodzicami i starszym bratem na drugi koniec świata, by rozpocząć nowe życie. Ojciec zajmuje się trenowaniem koni, a matka - nieprzystosowana do tak surowych warunków mieszkaniowo-towarzyskich szybko opuszcza kraj wraz z równie słabym synem. Tęsknotę zagłusza fascynacja nową ojczyzną, osobliwy smak prostego życia i pracy przy stajniach. Zakochana w wolności Beryl źle znosi ojcowskie próby wygładzenia jej niesfornych loków i szalonego charakteru. 

Nauka dziewczynki przebiega żmudnie, a liczne skandale skutkują wydaleniem z prestiżowej placówki dla panien z dobrych domów. Kariera dobrze wyuczonej żony to tylko jedna z wielu możliwości. Lata dwudzieste ubiegłego stulecia wróżą prawdziwą rewolucję obyczajową - a buntownicza córka farmera staje się jej zasłużoną przedstawicielką. W tej roli świetnie sobie radzi; nie znosi bowiem, gdy ktoś jej rozkazuje. Płcią przeciwną bawi się do woli.

Szukanie czegoś istotnego i błądzenie przez pewien czas wygląda zupełnie tak samo. s.212

Romanse to nie jedyne, z czego zasłynęła Beryl Markham. Zmuszona do szybkiego usamodzielnienia, poszła w ślady ojca i również zaczęła zajmować się tresurą koni. Kolejna była nauka latania, która przyniosła jej międzynarodową sławę i rozpoznawalność. A mimo to, życie prywatne tej osobliwej postaci pociągało ludzi jeszcze bardziej. Liczne skandale, o których pisze McLain, w tym nieudane małżeństwa i związek z Denysem Finchem Hattonem, uczyniły z niej główną skandalistkę afrykańskich białych elit.

Książkowa Beryl to nieokrzesana kobieta, która z ogromnym zapałem realizuje swoje marzenia. Chce być wolna i szczęśliwa, żyć na swoich warunkach. Nie jest jednak z kamienia, tym dotkliwiej odczuwa porażki, im mocniej próbuje wyswobodzić się z krępujących ją zasad. Narracja w pierwszej osobie nadaje "Okrążyć słońce" charakter pamiętnika, nie brakuje w niej głębszych osobistych przemyśleń. Czytelnikowi łatwiej będzie zrozumieć tę postać, gdy spojrzy na świat jej oczami, samemu zadecydować czy uzna ją za dobrą, złą czy coś pomiędzy. Również autorka dzięki  temu zabiegowi częściowo oddaje historię we władanie jej prawowitej właścicielce. To lady Markham rządzi tą opowieścią, a McLain jedynie oddaje jej głos. Sama powstrzymuje się w ten sposób od oceny postaci.

Zagrzebywałam się w pracy i nawet nie próbowałam wyartykułować swoich wątpliwości... jakbym dzięki temu mogła je zagłuszyć. [...] Tak wygląda małżeństwo, powtarzałam sobie. Ludzie na całym świecie robią to każdego dnia. Dlaczego więc mnie wydawało się to takie dziwne i niewłaściwe? s. 115

Paula McLain świetnie nakreśliła bogaty życiorys swojej bohaterki, jednak - z czego zasłynęła dzięki pierwszej książce - nie starała się opisać własnej wersji prawdziwych wydarzeń. Posiłkowała się licznymi źródłami, z autobiograficznymi książkami autorstwa Beryl Markham oraz słynnym "Pożegnaniem z Afryką" na czele. Na ich podstawie odtworzyła pełen obraz kobiety, która ciągle wydaje się trochę zapomniana przez historię i ludzi, wciąż niejako ukrywającej się w cieniu swojej rywalki i jednocześnie przyjaciółki - Karen Blixen. 

Markham była dosyć skrytą osobą, niezbyt chętnie mówiła o swym życiu. Dopiero opublikowanie wspomnień pozwoliło światu poznać lepiej tę kobietę. Niestety w Polsce jej książki nie są znane. Mam nadzieję, że dzięki "Okrążyć słońce" więcej czytelników zainteresuje się tą fascynującą postacią i pochyli nad jej historią.

Ocena: 8/10

Wydawca: Między słowami
Premiera: 11.07.16
Strony: 432

środa, 3 sierpnia 2016

Książkowe premiery sierpnia

Już wkrótce wrócę do świata recenzji, za którym zdążyłam mocno zatęsknić. Mój urlop od pisania dobiega końca, a tymczasem przedstawiam krótką listę nowości, bez których nie wyobrażam sobie ostatnich tygodni lata. 



Kate Brown "Plutopia"
3 lipca, Czarne


Dziś na księgarniane półki trafia książka o jednym z najbardziej tajemniczych zjawisk w historii ludzkości. O elektrowniach atomowych rządy wolałaby nie mówić zbyt wiele. Tę zmowę milczenia trudno przerwać, gdy byli mieszkańcy nadal są zastraszani i pilnowani niemal tak intensywnie, jak przez dziesiątki lat strzeżono sekretów amerykańskiego Richmond i rosyjskiego Oziorska. Oficjalnie te miasta nigdy nie istniały, jednak wiedza o nich przedostała się do ludzkiej świadomości podobnie, jak niegdyś skrupulatnie zatajane informacje o katastrofalnej w skutkach awarii w Czarnobylu. Zresztą nie jedynej katastrofie, o której świat miał się nigdy nie dowiedzieć. Brown stworzyła reportaż obowiązkowy, którego nie można pominąć.



Krystyna Kaplan "Londyn w czasach Sherlocka Holmesa"
10 sierpnia, PWN


Wiktoriański Londyn to miejsce fascynujące, rozwijające się z rozmachem dzięki niezliczonej ilości rąk do pracy i genialnym wynalazcom. Równocześnie to miasto odstarczające potencjalnych przybyszów brutalnością morderstw i wyrachowaniem zbrodniarzy, którym policja nawet nie drepcze po piętach. Dlatego przerażeni makabrycznymi zbrodniami Londyńczycy z taką ulgą reagują na pojawienie się genialnego detektywa, który na zawsze odmieni obraz angielskiej stolicy. Długo czekałam na pojawienie się tej książki i oto w końcu będę miała okazję by napisać o niej parę słów.



Drauzio Varella "Klawisze"
24 sierpnia, Czarne


Autor dał się poznać polskim czytelnikom jako reporter wiezienny. W poprzedniej książce pisał o najniebezpieczniejszym zakładzie karnym Brazylii. Tym razem spisał historie pracowników więziennych, ukazując jeden z najtrudniejszych zawodów świata. Klawiszy nikt nie lubi i nie szanuje, są namacalnm dowodem a to, że gdzieś tam jest wolność, której brak tak doskwiera skazanym. Balansowanie na granicy prawa utrudniają niełatwe relacje z osadzonymi i pozostałymi służbami porządkowymi. Więzienne życie widziane z tej drugiej strony wcale nie wydaje się lepsze.



Hampton Sides "Krew i burza"
31 sierpnia, Czarne


Kolejna świetna pozycja dołączy wkrótce do genialnej serii Amerykańskiej. Boskie Przeznaczenie, któremu ulegli Amerykanie powiodło ich w połowie XIX wieku ku nowym terenom należącym wtedy do Meksyku. Opowieść o podboju Dzikiego Zachodu i schyłku plemienia dzielnych Nawahów którzy władali tamtymi terenami może okazać się równie pasjonująca, co niejeden klasyczny western. Tym smutniejsza, że pokazuje prawdziwe historie, śmierć za chciwość, upadek jednych, kosztem bogacenia się drugich.

Czy Wy też macie już swoje listy? Które tytuły koniecznie kupicie w tym miesiącu?

niedziela, 3 lipca 2016

Książkowe premiery lipca

Moje plany czytelnicze na lato obejmują rzucenie się na gigantyczny stos zaległości książkowych. Dlatego cieszy mnie tak mała liczba interesujących mnie zapowiedzi lipca. Oto trzy książki, na które czekam:



Misha Glenny "Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio"
Czarne, 6 lipca


Antônio Francisco Bonfim Lopes chciał walczyć z niesprawiedliwościami społecznymi. Nem, król Rocinhi, ma status najbardziej poszukiwanego w Brazylii przestępcy. Oto dwa oblicza człowieka, który został wciągnięty w machinę władzy i.. bezprawia. W "Nemezis" Misha Glenny opisuje okrucieństwo mafii, bezwzględne prawa ulicy i korupcję, która łapie na haczyk nawet najbardziej prawych i ambitnych obywateli, ciężko pracujących na lepsze życie. Lopes od 2011 roku przebywa w więzieniu (mimo nieudanej próby upozorowania własnej śmierci), a jego zatrzymanie było jednym z elementów akcji oczyszczania Rio de Janeiro (ze zła?) przed tegorocznymi Igrzyskami Olimpijskimi. Ten reportaż warto będzie mieć pod ręką do podczytywania w przerwach między śledzeniem zmagań sportowców.



Paula McLain "Okrążyć słońce"
Między słowami, 11 lipca


Pierwszą książkę tej autorki czytałam na początku studiów i od tego czasu bardzo zmieniło się moje podejście do fikcji literackiej. "Madame Hemingway", którą Znak przechrzcił - zgodnie z oryginalnym tytułem - na "Paryską żonę" to oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o Hadley Richardson, pierwszej żonie Ernesta Hemingway'a. Bardzo dobrze wspominam ten tytuł i mam nadzieję, że kolejna propozycja od Pauli McLain okaże się równie dobra. Tym razem autorka przedstawia czytelnikom losy Beryl Markham, która w 1936 roku jako pierwsza kobieta na świecie przeleciała z Anglii do Kanady przez Atlantyk. Jej postać pojawia się w słynnych wspomnieniach Karen Blixen zatytułowanych "Pożegnanie z Afryką". Jestem naprawdę ciekawa tej książki.



Adam Hochschild "Lustro o północy. Śladami Wielkiego Treku"
Czarne, 20 lipca


Historia RPA jest tak skomplikowana i splątana, że nie co oczekiwać prostej i łatwej do przełknięcia książki. Dlatego ten reportaż historyczny będzie dla mnie największym wyzwaniem miesiąca. Przez pryzmat dwóch ważnych wydarzeń - bitwy nad Krwawą Rzeką z 1838 roku i obchodów jej 150. rocznicy - autor pokazuje jak mocno zakorzeniona w teraźniejszości jest przeszłość tego niespokojnego państwa i jego obywateli.



Czy i Wy planujecie w lipcu jakieś książkowe zakupy?

niedziela, 19 czerwca 2016

Ryan Gattis "Miasto gniewu"

29 kwietnia 1992 roku ława przysięgłych Hrabstwa Ventura w Los Angeles oczyściła z zarzutów trzech z policjantów oskarżonych o bezprawne pobicie czarnoskórego taksówkarza Rodney'a Kinga. Uznany za niesprawiedliwy i krzywdzący mniejszości etniczne wyrok wywołał trwające sześć dni zamieszki, w wyniku których śmierć poniosły 53 osoby, a prawie dwa i pół tysiąca osób zostało rannych. Wydarzenia te stały się inspiracją dla powstania "Miasta gniewu", które odtwarza jeden z wielu możliwych scenariuszy rozruchów.


Autor stanął na wysokości zadania; ukazał wydarzenia - choć fikcyjne, to jednak całkiem prawdopodobne - w jak najbardziej realistyczny sposób. Spektakularne strzelaniny opisane tak plastycznym językiem, że obrazy same pojawiają się w głowie - a ich rozmach kojarzy mi się z najlepszym kinem akcji. Czytając o losach kolejncyh bohaterów, czytelnik nadal ma dobry wgląd w życie wcześniej przedstawionych osób. Historie łączą się czasem dosyć zaskakująco, a osoby z pozoru niepowiązane ze światkiem przestępczym okazują się ocierać o niego poprzez więzy krwi, związki czy współpracę z członkami gangu.

Klimat tamtych dni całkowitego bezprawia znakomicie oddaje język. Potoczny, pełen kolokwializmów, naleciałości z hiszpańskiego (bohaterowie są głównie pochodzenia salwadorskiego), określeń slangowych i licznych niecenzuralnych słów. Zwykle przeszkadza mi, gdy bohaterowie wyrażają się w taki sposób, ale też w przypadku "Miasta gniewu" wygładzenie języka ulic byłoby mocnym przekłamaniem rzeczywistości. Członkowie gangów to przecież ludzie mocno doświadczeni przez życie i nie patyczkują się w rozmowach; świat widzą bardziej dosłownie i w taki sam sposób wypowiadają się lub opisują go czytelnikowi, który śledzi wydarzenia z perspektywy kilkunastu postaci. Tu zatem taki zabieg świetnie się sprawdził.

Trudno cokolwiek skrytykować, bo i nie tu niczego zupełnie niedopasowanego do tej historii. Zakończenie nie jest może szczególnie spektakularne, ale satysfakcjonujące. Rozwiązane wątki dogasają powoli, niczym ogień rozniecony przez buntowników. Po sześciu intensywnych dniach triumfu zła nad dobrem i niekoniecznie zgodnego z prawem wyrównywania rachunków za wyrządzone krzywdy, prawo powraca na ulice. Dobrzy ludzie znów wchodzą w role przykładnych obywateli, a źli znikają z ulic, by w swych kryjówkach opracowywać kolejne ciemne interesy.

Ocena: 8/10

Wydawca: Czarna Owca
Premiera: 18.05.16
Strony: 464

czwartek, 16 czerwca 2016

Gary Paul Nabhan "Kumin, kakao i karawana. Odyseja aromatyczna"

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek jak dieta ludzi sprzed kilku wieków różniła się od tej praktykowanej w czasach globalizacji? Na ile elastyczne i chłonne były kuchnie krajów leżących na najważniejszych szlakach handlowych? Fascynująca jest świadomość, że dziś każdy może w ciągu jednego dnia kulinarnie odwiedzić kilkanaście krajów, a zjedzone posiłki określić jako inspirowane kuchnią innego miejsca na świecie. O korzeniach (sic!) dzisiejszej smakowej wieży Babel świetnie opowiada Gary Paul Nabhan.


Podtytuł "Odyseja aromatyczna" - oprócz oczywistego nawiązania do kultowego filmu Stanleya Kubricka - sugeruje ogromny rozmach publikacji i nie ma w tym żadnej przesady. Autor podróżuje od Azji, przez Europę i Afrykę aż do obu Ameryk, odkrywając zaskakujące wpływy z pozoru obcych kultur; tłumaczy m.in. zamiłowanie do podobnych przypraw na Bliskim Wschodzie i Meksyku czy bardzo zbliżone pod względem użytych składnikow potrawy uznawane za tradycyjne w tych miejscach.

Nabhan stworzył atlas najważniejszych przypraw egzotycznych, odtwarzając drogę, jaką od wieków przemierzały dzięki kupcom i handlarzom. Rośliny, które znalazły szerokie zastosowanie w kulinarnym świecie, dostały swoje metryczki i tym samym zostały głównymi bohaterami tej wyjątkowej książki kucharsko-botaniczno-historycznej. Oprócz ich właściwości medycznych czy kulinarnych, pojawiają się opisy niespożywczego wykorzystania m.in. jako klejów. Jednak to ich znacząca rola w kuchni jest tu szczególnie wyeksponowana i podkreślona.  Uzupełniające książkę przepisy świetnie ilustrują bogactwo smaków, jakie można dzięki umiejętnemu dobieraniu przypraw wydobyć z najróżniejszych mięs i warzyw.

"Kumin, kakao i karawana" to fascynujący zapis imponujących dziejów roślin, dla których posiadania ludzie byli i nadal są w stanie płacić ogromne sumy pieniędzy. Do dziś wanilia, kardamon czy szafran to jedne z najdroższych przypraw, chociaż na bliskowschodnich targach spotkać można dużo cenniejsze okazy. Równolegle z historią przypraw, czytelnik poznaje historię handlu lądowego i morskiego, odwiedza wraz z autorem targowiska i małe sklepiki, poznaje ludzi, którzy dziś zajmują się sprzedażą aromatycznych kopczyków.
 
Ocena: 8/10
 
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 10.03.16
Strony: 336

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Jakob Hein "Berlin. Hipsterska stolica Europy"

Jak opisać ukochane miasto bez przesadnego patetyzmu, który czyni miasto sztucznym, nadętym i tak poważnym, że aż niedostępnym dla szarego człowieka? Jakob Hein świetnie poradził sobie z tym wyzwaniem; pisze o stolicy Niemiec z dystansem i nieodzownym humorem. Pomiędzy zabawnymi historiami i uszczypliwymi komentarzami w odniesieniu do Berlińczyków, nakreśla czytelnikom dawne dzieje miasta, które obowiązkowo pojawiają się w dalszych częściach książki.

Najważniejszy wniosek, jaki płynie z tej sprytnie przemyconej lekcji historii jest następujący: Mur Berliński wcale nie należy do dawnych dziejów (jak sądzić może młodsze pokolenie). Stare podziały wciąż są widoczne w najmniej oczywistych aspektach życia Berlińczyków i między innymi o nich można sporo się dowiedzieć od Heina.


Poszczególne rozdziały porządkują tematy i wyróżniają najważniejsze kwestie, takie jak budownictwo, rozlokowanie poszczególnych klas społecznych, podziały ze względu na wykształcenie, pochodzenie czy preferowaną kuchnię, formy i miejsca wypoczynku czy transport publiczny. Z pozoru wydaje się, że to właśnie taka zwyczajna książka o tym, co i gdzie znaleźć w tak ogromnym mieście, jednak nie do końca. Autor pozwala czytelnikom - bez opuszczania domu - poczuć atmosferę tego miasta, dotrzeć do ciemnych zaułków i popularnych dzielnic. W nos łaskocze zapach currywurst i tradycyjnego kebabu, a w uszach szumi jedna z linii metra, bez którego podróżowanie po berlińskiej metropolii byłoby niemożliwe, a na pewno irytująco uciążliwe.

Nie jest to na pewno przewodnik, a jeżeli ktoś koniecznie chciałby książkę w tej kategorii umieścić, powinien określić ją jako niestandardowy i nietradycyjny niezbędnik turysty. Hein stworzył swoisty Berlin dla początkujących, zawierający zbiór ważnych informacji o charakterystyce ludzi mieszkających i przebywających w różnych miejscach miasta i zderzających się ze sobą kulturach. Ten, kto już dotarł do spisu najlepszych restauracji, najwygodniejszych hoteli i najważniejszych zabytków, koniecznie musi zajrzeć i do tej publikacji. "Berlin. Hipsterska stolica Europy" w nietypowy sposób uzupełnia wiedzę o mieście tak różnorodnym, że na jego zwiedzenie należałoby poświęcić więcej niż jeden wyjazd. Jak stwierdza autor, nawet roczny pobyt w stolicy Niemiec może się okazać zbyt krótki, by w pełni obejrzeć tę zbieraninę samodzielnie funkcjonujących miasteczek, połączonych wspólną nazwą. Teraz dopiero nabrałam ogromnej ochoty na wakacje w tym mieście i niech to będzie najlepszą rekomendacją tej książki.

Ocena: 7/10

Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 12.05.16
Strony: 208

środa, 8 czerwca 2016

Majowe podsumowanie książkowe
+ KONKURS na drugie urodziny bloga

Bez zbędnych wstępów prezentuję mój piękny stosik książek przeczytanych w ubiegłym miesiącu:


1. Justyna Kopińska - Polska odwraca oczy (234)
2. Marta Szarejko - Zaduch. Reportaże o obcości (280)
3. Wacław Radziwinowicz - Crème de la Kreml. 172 opowieści o Rosji (456)
4. Ilona Wiśniewska - Hen. Na północy Norwegii (248)
5. Yaa Gyasi - Droga do domu (412)
6. Mikołaj Golachowski - Czochrałem antarktycznego słonia (512)
7. Magda Omilianowicz - Bestia. Studium zła (280)
   
Razem: 2422 strony

Właściwie żadna majowa lektura mnie nie zawiodła, chociaż nie obyło się bez niespodzianek. Największym zaskoczeniem okazał się zbiór reportaży Justyny Kopińskiej. Średnio zainteresowałąm się tą premierą, ale postanowiłam skusić się na tę nowość ze względu na ogrom pozytywnych recenzji i to właśnie "Polska odwraca oczy" będzie dla mnie numerem jeden ubiegłego miesiąca. Z drugiej strony mogłabym postawić "Zaduch" Marty Szarejko - mimo niskich ocen i neutralnych opinii - dla mnie to bardzo dobra publikacja. Warto wspomnieć o jeszcze jednej publikacji, czyli "Czochrałem antarktycznego słonia" Mikołaja Golachowskiego; jak wszystkie inne z serii EKO od Marginesów zachwyciła mnie od pierwszego spojrzenia. Życzyłabym sobie więcej tak cudownie wyglądających książek, które czyta się tak samo dobrze, jak podziwia.

A teraz pora na przyjemności, czyli konkurs z okazji drugich urodzin bloga, które postanowiłam uczcić nagrodą dla Was, cierpliwie znoszących moje czytelnicze wypociny. :) Co trzeba zrobić, żeby dostać nowiutki egzemplarz "Księgi zachwytów" Filipa Springera (recenzja)? Wystarczy zgłosić się w komentarzu pod wpisem i koniecznie dołączyć swój adres mailowy.

Konkurs trwa od dziś do środy 22.06.16 (włącznie). Później wcielę się w rolę maszyny losującej i 23.06.16 wybiorę jedną osobę, do której powędruje książka. Nazwisko zwycięzcy ogłoszę tutaj oraz prześlę wiadomość na podany w zgłoszeniu adres e-mail. Na dane do wysyłki czekam do niedzieli 26.06.16. Jeśli się nie doczekam, wybiorę kolejną osobę, chociaż bardzo chciałabym pozbyć się tego dodatkowego egzemplarza i jak najszybciej posłać go w świat.

Już pojutrze zamierzam wybrać się do Warszawy by od sobotniego poranka grasować po Big Book Festivalu. Może tam się spotkamy? Nie mogę się doczekać! A tymczasem poczekam na (liczne) zgłoszenia..  ;)


AKTUALIZACJA

Komisja losująca wzięła sprawy w swoje ręce i wybrała zwyciężczynię konkursu. Gratuluję!


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Magda Omilianowicz "Bestia. Studium zła"

"Bestia", w oparciu o akta sądowe, odtwarza wydarzenia od mrocznego dzieciństwa Leszka Pękalskiego, przez czasy szkolne, aż do kilkunastu morderstw i gwałtów, do których się przyznał. Uważany za największą zagadkę polskiej kryminalistyki powojennej - lekko opóźniony w rozwoju, brudny, niedbały i niepozorny - nikt nie uwierzyłby, że zabił niemal siedemdziesiąt osób, głównie kobiet w różnym wieku. Opętany nieopanowanym pociągiem seksualnym mordował i gwałcił, by mścić się na ludziach za złe traktowanie. Z jednej strony świadomy ogromu krzywd wyrządzonych ofiarom i ich rodzinom, z drugiej niezdolny do samokontroli. Bestia, potwór, wampir. Morderca i gwałciciel. Zwierzę.



Pomimo porażającego okrucieństwa i wyrachowania mordercy, przedstawienia kolejnych zbrodni w najbardziej surowym, niewygładzonym wydaniu, oraz tkwiącej gdzieś z tyłu głowy niepokojącej świadomości, że ofiarami są prawdziwi ludzie, tę analizę korzeni zła czyta się nadzwyczaj dobrze. Podczas lektury "Bestii" nie potrafiłam powstrzymać uczucia wstrętu do tego człowieka, który w odpowiednich momentach potrafił zasłonić się niepełnosprawnością, a jednocześnie - według opinii biegłych - był całkowicie poczytalny w momencie popełniania kilkudziesięciu zbrodni, jakie są mu przypisywane. Najbardziej drażni wiedza, że  dowody czy zeznania Pękalskiego i świadków okazały się niewystarczające, a wyrok skazujący zapadł tylko w sprawie jednego morderstwa. Pozostałe zbrodnie uznaje się za nierozwiązane choć niemal pewne jest, że to właśnie wampir z Bytowa był ich sprawcą.

Magda Omilianowicz niezwykle sprawnie łączy reportaż z literaturą piękną. Tam, gdzie nie było możliwe precyzyjne odwzorowanie zdarzeń sprzed lat, autorka umieściła rekonstrukcje sytuacji prawdziwych, łącząc je z fikcyjnymi scenariuszami. Dokładne połączenie obydwu gatunków literackich i zatarcie między nimi granic, zaowocowało powstaniem książki kompletnej, spójnej i ciekawie napisanej. Determinację, z jaką reporterka dąży do odkrycia prawdy i brak zgody na byle jaką pracę wymiaru sprawiedliwości równoważy jej profesjonalne podejście do tematu i szacunek dla ofiar. Nie bez znaczenia dla ostatecznego kształtu "Bestii" jest rozmowa, którą autorka odbyła z Leszkiem Pękalskim na początku lat dziewięćdziesiątych. Całość jest upiornie, przerażająco dobra.

Ocena: 9/10 

Wydawca: Od Deski do Deski
Premiera: 1.06.16
Strony: 280

piątek, 3 czerwca 2016

Wacław Radziwinowicz "Crème de la Kreml. 172 opowieści o Rosji"

Jak Rosja długa i szeroka (a tak potężnej powierzchni nie da się zignorować), tak pełna absurdów i niedorzeczności. O ile w czytelnikach wzbudzić może tylko bezradne wzruszenie ramion czy wynikający ze zdziwienia śmiech, o tyle jej mieszkańcy bez większego problemu poruszają się po świecie dziwnych praw i zasad.

Wyrachowane władze bezczelnie grają na nosie Rosjanom; ci z kolei nie pozostają dłużni nieudolnym politykom, których jedynym obowiązkiem względem ojczyzny jest okradanie jej. Dla człowieka z zewnątrz kontrasty pomiędzy klasami, różnice pomiędzy wspierającą propagandę putinowską telewizją a mediami opozycyjnymi, między tym, jak Rosja chce być postrzegana przez świat i samych Rosjan, a jak faktycznie wygląda są ogromne i trudne do pogodzenia. Nie można z uporem ulegać złudnym wizjom i obietnicom bez pokrycia, gdy wpływowi i bogaci nie mają ochoty pochylać się nad losem ludzi od nich zależnych.


Jedynym sposobem na radzenie sobie ze światem tak obcym i nierealnym jest pisanie o nim w tonie lekko prześmiewczym. Komizm sytuacji, które w innych krajach nie mogłyby mieć miejsca, tu rozpanoszył się na dobre. Wacław Radziwinowicz, jako obserwator wciągnięty w wir rosyjskich dziwactw i absurdów, z pewnym naturalnym dla nas zdziwieniem opisuje bieżące wydarzenia polityczne i społeczne.

W zbiorze "Crème de la Kreml" czytelnik znajdzie m.in. relacje z protestów niezadowolonych obywateli,  pokazowych procesów sądowych i brutalnego rozprawiania się z buntowniczkami z Pussy Riot. Obowiązkowe teksty o znikających opozycjonistach i niewygodnych biznesmenach, obnażaniu kłamstw władzy i walce z niemożliwą rzeczywistością. Ten wyczerpujący niezbędnik człowieka dociekliwego i głodnego wiedzy o świecie dostarcza historii nie mniej ciekawych od tych, które znamy z opowieści pokoleń żyjących w czasach Związku Radzieckiego. Nowa Rosja okazuje się równie zagmatwana, ale nie aż tak nieprzyjazna, by się jej obawiać.

Jak przyznaje autor, mimo niespodziewanego nakazu wyjazdu z kraju, nadal darzy go ciepłymi uczuciami. Sentyment do miejsca, które wydaje się odpychać od siebie obcych ludzi jest w pełni zrozumiały. Coś jest w tym ogromnym państwie, coś w jego wnętrzu - a może ludziach? - co każdego  roku przyciąga nowych turystów i korespondentów. Może to dreszcz emocji, a może mimowolna tęsknota za znienawidzonym Wielkim Bratem.. Niełatwo rozwikłać tę złożoną układankę całkiem sprzecznych uczuć, jakimi darzymy Rosję i Rosjan, ale jedno jest pewne - takimi historiami nie można się znudzić.

Ocena: 8/10

Wydawca: Agora SA
Premiera: 10.03.16
Strony: 456

środa, 1 czerwca 2016

Książkowe premiery czerwca

Zapowiedzi czerwca są dla mnie samej ogromnym zaskoczeniem. Wśród książek, które najbardziej mnie ciekawiły, znalazła się tylko jedna propozycja z gatunku literatury faktu i jedna mieszana. Pozostałe tytuły to - na co bardzo liczę - literatura więcej niż piękna.  



Krystyna Kaplan "Londyn w czasach Sherlocka Holmesa"
PWN, czerwiec 2016



Z przyjemnością wracam do przygód ekscentrycznego brytyjskiego detektywa, choć daleko mu do mojego ulubionego bohatera literackiego. Za to o kulturze i historii krajów anglojęzycznych czytać mogę bez końca. Nowojorska propozycja PWN-u sprawiła, że moje oczekiwania względem książki poświęconej stolicy Zjednoczonego Królestwa są naprawdę wysokie.



Magda Omilianowicz "Bestia"
Od Deski Do Deski, 1 czerwca


To już czwarta propozycja od nowego wydawnictwa Tomasza Sekielskiego. Tym razem czytelnicy będą mieli okazję poznać kawał świetnej literatury faktu przeplatanej fabularyzowanymi fragmentami. Poszerzone wydanie "Bestii" o Leszku Pękalskim, "wampirze z Bytowa", który przyznał się do popełnienia 67 morderstw, choć przez nieudolność wymiaru sprawiedliwości udowodniono mu tylko jedno. Jego historia wstrząsa tym bardziej, że za trzy lata ten potwór wychodzi na wolność i według opinii specjalistów będzie dalej zabijał. 



Yaa Gyasi "Droga do domu"
Wydawnictwo Literackie, 2 czerwca


Skrócony opis nie wystarczy, bo powiedzieć o tej pozycji, że jest sagą rodzinną to mocne niedopowiedzenie. Pisałam o niej w poprzednim wpisie i myślę, że przekona on wszystkich niezdecydowanych. Od Ghany siedemnastego wieku do problemów czarnoskórych u schyłku poprzedniego stulecia - autorka stworzyła historię dwóch wspaniałych rodów, którym brakowało sprawiedliwości i poczucia przynależności. Wierzę, że to nie będzie jedyna książka Gyasi, a kolejne będą jeszcze lepsze.



Chigozie Obioma "Rybacy"
Wydawnictwo Literackie, 2 czerwca


Na prozie nigeryjskiej oparłam swoją magisterkę (tak, jestem z tego dumna i tak, będę się tym dalej chwalić ;) ) i już zawsze będę miała do tego kraju ogromny sentyment. Za "Rybaków" Chigozie Obioma był nominowany m.in. do Man Booker Prize, a krytycy okrzyknęli go następcą Chinua Achebe. Podobno "Smakosz wina palmowego" Amosa Tutuoli miał ogromny wpływ na jego twórczość. Jeżeli ktoś tego zaledwie o 5 lat starszego ode mnie autora porównuje do takich kolosów literatury nigeryjskiej, to chyba nie muszę się długo zastanawiać nad tym tytułem. Rzeka, która jest w "Rybakach" źródłem zła, to jeden z ważniejszych motywów literatury postkolonialnej. Jeśli połączy się to z przepowiednią szaleńca, a jednego z trzech głównych bohaterów uczyni się czarnym charakterem, powstanie powieść genialna. 



Erika Swyler "Księga wieszczb"
Czarna Owca, 15 czerwca


Czerwiec jest najwyraźniej miesiącem debiutantów, bo "Księga wieszczb" to również pierwsza książka Amerykanki. Swyler stworzyła postać bibliotekarza, który przypadkowo wchodzi w posiadanie starego pamiętnika prowadzonego przez właściciela cyrku. Osiemnastowieczne zapiski wydają się makabryczną zapowiedzią klątwy ciążącej nad rodziną głównego bohatera. Każde jej pokolenie ma swoją "syrenę" tonącą zawsze określonego dnia w roku. Wszystko wskazuje na to, że kolejną po matce Simona będzie jego siostra, która ucieka właśnie do cyrku. Brzmi niesamowicie ciekawie i bardzo tajemniczo. Koniecznie muszę poznać rozwiązanie tej niezwykłej zagadki literackiej.



Umi Sinha "Miejsce na ziemi"
Marginesy, 15 czerwca


Po pierwsze - zachwyciła mnie okładka. Po drugie - opis zdaje się idealnie pasować do skrojonego dla tej książki stroju. Czytelnicy poznają losy hinduskiej dziewczynki, która po owianym tajemnicą samobójstwie ojca zostaje wysłana do ciotki mieszkającej w Anglii. Z dala od domu zaczyna odkrywać rodzinne sekrety i poznawać splątane losy przodków. Podobieństwo do debiutu Gyasi jest dla mnie oczywiste, a przez to jeszcze bardziej ciekawi mnie ta międzykontynentalna, wielopokoleniowa opowieść (naturalnie, pierwsza w dorobku autorki).



Które czerwcowe nowości Was zainteresowały? 

niedziela, 29 maja 2016

Yaa Gyasi "Droga do domu"

Afryka jest piękna; każdy jej zakątek pełny niesamowitych opowieści, wspaniałych kultur i tradycji, które warto zachować. Jest także głęboko poraniona przez zachodnią cywilizację. Właśnie o tej ingerencji białego człowieka w świat zupełnie mu obcy (ale przez to bardzo kuszący) oraz o konsekwencjach niezapowiedzianej i niepotrzebnie przeciąganej wizyty Brytyjczyków w Ghanie opowiada "Droga do domu".


Najpierw poznajemy dwie siostry, które łączy wspólna matka, a wkrótce różni wszystko. Effia i Esi to protoplastki rodów, których drogi rozchodzą się już w momencie, gdy te są nastolatkami. Pierwsza z nich, wbrew rodzinnym planom, zostaje żoną brytyjskiego kolonizatora. Los drugiej przypieczętowuje wojna między plemionami wywołana - a jakże - przez białych ludzi. Twierdza, w której Effia wygodnie żyje wraz z mężem to także tymczasowe więzienie dla niewolników przeznaczonych do ciężkiej pracy na polach amerykańskiego Południa. Trudno określić, która z kobiet ma mniej szczęścia, a już na pewno żadnej z przyrodnich sióstr nie można uznać za szczęściarę.

Dalsze losy kolejnych sześciu pokoleń z Ghany zaskakują równie mocno. Choć autorka nie pozwala czytelnikom zbyt mocno przywyknąć do kolejnych postaci, to znajome imiona pojawiają się w opowieściach kolejnych bohaterów. Dziedzictwo tych ludzi nie ginie wraz z ich śmiercią, a przekazy ustne pozwalają wnukom i prawnukom znaleźć punkt odniesienia w codziennej walce o przetrwanie w świecie pozbawionym skrupułów. Skażeni białą krwią potomkowie Efii, szykanowani przez innych mieszkańców ich wiosek, uznawani są za współwinnych cierpienia sąsiednich plemion. Po drugiej stronie oceanu wnuki Esi są świadkami powolnych przemian społecznych. Częściowo pogodzeni z niedolą, na różne sposoby przeciwstawiają się niesprawiedliwemu losowi.

Gyasi z pewną brutalnością wyrywa czytelników z opowieści, w których zdążyli się zadomowić, by pokazać dalsze losy dwóch rodów. To z kolei nasuwa skojarzenia z faktycznym losem plemion afrykańskich, których ludność wyrywano brutalnie ze znanego, przyjaznego środowiska, wsadzano na statek i traktowano jak towar. Uczucie zagubienia, frustracji wywołanej tęsknotą za poznanymi postaciami - choć nie da się porównać z cierpieniem milionów niewolników - imituje te odczucia w mniejszej skali. Dobrym rozwiązaniem okazało się prowadzenie obydwu wątków równocześnie, z zachowaniem chronologii. Naprzemiennie umieszczone rozdziały dotyczące potomków sióstr dobrze budują napięcie i podtrzymują zaciekawienie czytelnika aż do ostatnich stron.

Zanim zabrałam się do czytania, obawiałam się szczerze, jak autorka poradzi sobie z tak rozległą fabułą. Wydawało mi się, że niewiele ponad czterysta stron na tyle pokoleń i ponad trzy stulecia może okazać się niewystarczające. Szybko przekonałam się, że "Droga do domu" to wspaniała i mądra opowieść o żmudnym przekraczaniu z pozoru nienaruszalnych granic, o ludzkiej determinacji, sile woli i uporze. Tu wielkie marzenia z łoskotem rozpadają się w zderzeniu jeszcze większymi zawodami, a bohaterowie tkwiący w beznadziejnej codzienności, obiecującej zbyt mało, mimo wszystko usiłują przebić mur uprzedzeń zbudowany przez białych. Wszystkie fragmenty opowieści łączą się w spójną całość, a na zakończenie, jakie podarowała czytelnikom Gyasi warto czekać.

Ocena: 8/10

Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Premiera: 2.06.16
Strony: 412

czwartek, 26 maja 2016

Pięć razy literatura faktu

Nie mogę ostatnio zebrać się do pisania o książkach, które tak świetnie się czyta. Nie sposób oderwać się od poruszających, niezwykle ważnych tematów, a ciekawych nowości i staroci mam na półkach mnóstwo. Moje lektury nie dają mi spać, nie chcą mi odpuścić, przypominają o sobie na jawie i we śnie. Dlatego liczę na to, że dziś zasnę spokojnie, kiedy w końcu pojawią się tutaj, dostaną ode mnie te ostatnie pięć minut, zanim rzucę się w wir kolejnych historii.


Jennie Dielemans "Witajcie w raju"


Najstarsza z tych, które nie doczekały się recenzji, pierwszy kwietniowy wybór. Reportaż dla wielu pełen oczywistości, zbyt powierzchownie traktujący temat. Dla mnie to kopalnia wiedzy o świecie, do którego wcale mi się nie pali. Autorka wysłuchuje historii z hiszpańskich wysp, Tajlandii, Filipin czy Meksyku, o ludziach, którzy w pogoni za odrobiną miejscowego autentyzmu niszczą z trudem zachowane resztki tożsamości. Dla turystów są niczym zwierzęta w zoo, muzealne eksponaty; kuszą, ciekawią, ale to przecież tylko dzikusy z dalekiej Azji czy Ameryki. Egoizm przemysłu turystycznego, ignorancja i brak szacunku dla krajów, na których pasożytują, przeraziłaby każdego rozsądnego człowieka. 



Yoani Sánchez "Cuba libre"
 

Kubanka śmiejąca się w twarz reżimowi braci Castro to widok niecodzienny, tym bardziej warty uwagi. Autorka to niezwykle odważna kobieta, która nie boi się represji, korzystając ze swojego prawa do wolności słowa, skoro o wszystko inne walczyć musi z zaciętością lwicy. Mimo szykan i gróźb przerażonej tą jej bezczelnością władzy, bez trudu odnajduje się w rzeczywistości, z której uciekła, by po dwóch latach spędzonych w Szwajcarii powrócić do swojej ojczyzny. Blogowe wpisy to jej jedyna forma oporu i sprzeciwu wobec kłamstw sączących się z mediów na podobieństwo orwellowskich komunikatów szemrzących przez teleekrany. Uszczypliwość, ironia i odwaga to jedyna broń, która potrafi zranić polityków ślepych na los obywateli. Choć przekaz jest przygnębiający, forma wręcz odwrotnie - wspaniale czyta się te hawańskie notatki.


 
Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń "Armenia"
 

Skrzywdzone dziecko ZSRR, tak można w paru słowach opisać ten kraj. Ale można i wielu innych, poprzez historie ludzi skrzywdzonych niesprawiedliwością, okradzionych z dumy i szans, jakie oferowała wolność i niezależność od Rosji. Bardzo chciałam napisać osobny tekst o tej książce, ale - jak widać - nie bardzo mi się to udało. A zdecydowanie warto pisać o tym reportażu. Pamiętam z dzieciństwa, że o Ormianach słyszałam głównie w programie "997" - zawsze jako o kryminalistach, członkach gangów i mordercach. Autorzy pokazują, że Armenia to kraj ludzi wspaniałych, ciepłych, życzliwych, tylko szczęścia im brakuje - i dobrej władzy, wolnej od pokus.


Justyna Kopińska "Polska odwraca oczy"
 
 
Dziennikarka śledcza znów rusza w świat, by udowodnić nietykalnym, że powinni bać się sprawiedliwości, która w końcu wyciągnie po nich swoje ramiona. Autorka łowi absurdy i niesprawiedliwości Polski, oddziela je grubą kreską od tego, co uznaje się za normalne. Nie daje zapomnieć Polakom o sprawach, które pozostawiły oprawców na wolności, a ich ofiary bez poczucia wyrównanego rachunku, bez zadośćuczynienia ich krzywdom.


 
Marta Szarejko "Zaduch"
 

Jestem łódzkim słoikiem - tak najkrócej mogłabym podsumować tę lekturę. Chociaż niektóre historie mnie znudziły, większość częściowo pokrywa się z moim spojrzeniem na świat, w którym żyję. Patrzę na rzeczywistość oczami rozmówców autorki, którzy nie pasują zbytnio tam, skąd uciekli, ani tu, dokąd się przenieśli. Dla mieszczuchów są nieobytymi w wielkim świecie prowincjuszami, a ich sąsiedzi z rodzinnych miast, podobnie jak rodzice, nie bardzo ich już rozumieją, trochę im zazdroszczą. Oni sami, mówią o tym, czego im brakuje w stolicy, jak trudno poczuć się w Warszawie jak u siebie. Kto tego nie przeżył, nigdy nie zrozumie. Ale warto się postarać, bo my słoiki także mamy wiele do zaoferowania światu.



niedziela, 22 maja 2016

Ilona Wiśniewska "Hen. Na północy Norwegii"

Wieczna zima nie jest mi, największemu zmarzluchowi, pisana. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że skute wiecznym lodem krańce Europy pod wieloma względami by mi odpowiadały. Ciche, spokojne, nawet nieco sielskie krajobrazy, które w naturalnie łączą się z tym, co w cywilizacji najlepsze. "Hen" sprawia, że wizja Skandynawii jako królestwa egalitaryzmu rozpływa się we mgle mroźnych historii z norweskiej północy.


Pierwsze, co nasunęło mi się na myśl po lekturze najnowszej książki Ilony Wiśniewskiej to to, że czuję się przez Norwegów oszukana. Bo jak inaczej określić to, co wydobyła na powierzchnię autorka, tę niewygodną, bardzo brzydką prawdę? Od lat docierają do kontynentalnej Europy wiadomości, które częściowo zdradzają rzeczywisty obraz Norwegii. Niezbyt przyjazna dla obcych kultur, zamknięta w sobie, z zapędami rasistowskimi, breivikowska, obawiająca się tych, którzy gromadnie brudzą swoją innością świat ludzi Północy. W końcu - choć dało się to wyczuć, niczym wiszącą w powietrzu burzę lub awanturę - król bez szat okazał się taki sam, jak wszyscy.

Z rozmów z niemłodymi już Norwegami, rdzennymi dla tych obszarów ludami czy przybyszami z byłego Związku Radzieckiego wyłania się obraz Norwegii słabej, pełnej skaz i niedoskonałości. To kraj, który ma za uszami nie mniej niż każdy inny naród. Pogromy Saamów, palenie wiosek, dyskryminacja w szkole, odmawianie prawa do nabywania ziemi, zakazywanie praktykowania kultury - tak wygląda norweska historia. Dziś wyludniona północ pragnie tylko ludzkiego towarzystwa, choć boi się przyznać, jak bardzo. Upadające fabryki, rozsypujące się i straszące pustką domy, w których nikt od dawna nie mieszka - to nie jest krajobraz, który przyciągnie turystów. 

Mimo uderzającej i ewidentnej brzydoty, północ Norwegii ma też piękniejsze oblicze. Saamowie, którzy wciąż niechętnie przyjmują typowo skandynawski styl życia, błyszczą w tej szaroburej rzeczywistości. Z tradycyjnie barwnymi kolorami, śpiewem nie o czymś, ale czegoś, szamanami i wyjątkowym językiem, dodają trochę koloru w kraju, który od zawsze dążył do jednolitości społecznej. Żyją wśród zwykłych Norwegów, potomków odkrywców, podróżników i rybaków. Północni uciekają z prowincji, by po latach powrócić. Kochają tę mroźną krainę całym sercem, choć powściągliwość wobec obcych nakazuje im milczeć. A jednak, Ilonie Wiśniewskiej udało się zachęcić ich do podzielenia się swoimi opowieściami, które drażnią i irytują tak samo, jak pochłaniają czytelnika. 

Ocena: 7/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 27.04.16
Strony: 248

poniedziałek, 16 maja 2016

Marcin Kącki "Białystok. Biała siła, czarna pamięć"

Świat nigdy nie będzie czarno-biały, nieskomplikowany i oczywisty. Nie wszystkie prawdy łatwo przyjąć do wiadomości i zaakceptować. Jednak takie nienaturalne wybielanie historii prowadzi do rzeczy dziwnych, a nawet niebezpiecznych. O tym jak Białystok radzi sobie ze swoim powojennym spadkiem  świetnie pisze Marcin Kącki.


Białystok był niegdyś miastem zdominowanym przez Żydów, prawdziwie wielokulturowym sercem Podlasia. Były tam i synagogi i cerkwie (oprócz oczywistych w tym miejscu kościołów katolickich), a ludzie żyli w zgodzie, niezależnie od wyznania. Może nie było tak idyllicznie, jak chciałoby się myśleć, ale na pewno bardziej egalitarnie, niż dziś. Wojna wywróciła świat Białostoczan do góry nogami, obce propagandy skłóciły dotychczasowych sąsiadów. Wszystko, co było wcześniej w miarę poukładane, posypało się. Dziś to bastion skrajnie prawicowej, radykalnie katolickiej i kibolskiej Polski, gdzie organizacje paramilitarne ramię w ramię z Kościołem i wpływowymi biznesmenami tępią wszelkie przejawy inności.

Marcin Kącki rozmawia z obecnymi i byłymi mieszkańcami miasta, z przedstawicielami elity kulturalnej i ludźmi przywykłymi do bardziej przyziemnej rozrywki. Z jednej strony Białostoczanie chcieliby uważać swą małą ojczyznę za otwartą, przyjazną "przyjezdnym" i zróżnicowaną kulturowo. Z drugiej strony płynie sprzeczny przekaz – płoną domy obcokrajowców, prawdę o pogromach Żydów próbuje się zatuszować, inicjatywy mające pokazać tą otwartość na różne kultury dusi się w zarodku, eksperymentalne teatry wypędza z hermetycznej przestrzeni miejskiej. Zmowa milczenia okrywająca odpowiedzialnych za agresję i do niej nawołujących jest tak widoczna, jak ogromny, wręcz niewiarygodna jest skuteczność tej prawdziwej mowy nienawiści. Ewidentny brak edukacji i wyjaśniania zjawisk obcych, tu objawia się agresją skierowaną przeciwko jednostkom płynącym pod prąd.

Straszne, wręcz sekciarskie zaangażowanie i determinacja z jaką Białystok próbuje wypluć z siebie wszelką odmienność kuje w oczy czytelnika. Kącki pokazuje jak bardzo zamknięte jest środowisko polityków, zwierzchników Kościoła i zwyczajnych ludzi, którzy chcieliby w swoim mieście widzieć tylko "prawdziwych" Polaków. Na odmienność nie ma tu miejsca. Walkę o polskość gotowi są toczyć na śmierć i życie, a prymitywne ataki na obcokrajowców i innowierców mieszkańcy usprawiedliwiają swoim strachem przed jakimś nienazwanym potworem, który pochłonie Białystok i jego tradycje, gdy tylko w mieście osiedlą się Żydzi, Czeczeni i pary homoseksualne. Ale jak długo można stawiać opór przed globalizacją? Z jakim zacięciem można ignorować historię i nie wyciągać z niej wniosków? Trudno powiedzieć, kto pierwszy złoży broń - obrońcy tolerancji czy jej zagorzali przeciwnicy.

Ocena: 9/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 7.10.15
Strony: 288

wtorek, 10 maja 2016

Paweł Piotr Reszka "Diabeł i tabliczka czekolady"

Znów niewielka książeczka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Paweł Piotr Reszka, tak samo jak kiedyś Wojciech Tochman, czy całkiem niedawno Konrad Oprzędek i Jarosław Mikołajewski, udowodnił, że wcale nie trzeba pisać opasłych tomisk, żeby dogłębnie wstrząsnąć czytelnikiem. W zbiorze "Diabeł i tabliczka czekolady" znalazły się historie z Lubelszczyzny, z okolic dosyć mi bliskich, których perspektywę znam bardzo dobrze, choć nie znaczy to wcale, że ją rozumiem. Bo tego, o czym pisze autor, nie można tak ot sobie przyjąć do wiadomości, zaakceptować.


Polska B - gorsza, zacofana, zabobonna, której wołania nikt nie chce usłyszeć. Ale to przecież obywatele tego samego kraju co Warszawiacy czy mieszkańcy zachodnich województw; wyjątkowo często rozgrywają się tam ludzkie dramaty, o których pisze Reszka. W swoich krótkich, ale dosadnych tekstach pokazuje, że Polska ma jeszcze czego się uczyć, zanim zacznie uważać się za kraj zachodni. Może warto zacząć od wyrównania szans tych, którzy żyją na Lubelszczyźnie przypominającej wieś z lat pięćdziesiątych? Jak pokazują te reportaże, poglądy ludzi nie uległy zbytniej zmianie od tamtych czasów.

Rzeczywistość, która kłóci się z pożądanym obrazem Polski, tutaj ma swoje pięć minut. Błyszczy niczym jasna gwiazda, otwiera oczy uporczywie ignorującym palące problemy tych zapomnianych przez polityków miejscowości. A przecież niewiedza opisywanych przez Reszkę ludzi prowadzi nie tylko do kompromitacji (szkolnych egzorcyzmów), ale też do tragedii (dzieciobójstwa). Bohaterowie Reszki swoim zacofaniem irytują, są jak blizna, która nieznośnie swędzi, a której nie można podrapać. Zdają się śmiać w twarz tym, którzy z takim przekonaniem mówią o nowoczesnej Polsce. Bo tu, gdzie tytułowy diabeł mówi dobranoc, rządzi kto inny. Tu uprzedzenia są ciągle silne, a słowa wygłoszone z ambony to świętość.

Chciałoby się wierzyć, że "Diabeł i tabliczka czekolady" to obraz naszego kraju w krzywym zwierciadle. Niestety, historii prawdziwych nie da się zamieść pod dywan, udać że ich nie ma. Nie teraz, gdy zostały spisane, przeczytane i tkwią głęboko w naszej świadomości; niełatwo będzie się ich pozbyć. Ciekawi mnie, czy członkowie jury Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki dostrzegą w tym tytule laureata tegorocznej edycji..

Ocena: 7/10

Wydawca: Agora SA
Premiera: 24.03.15
Strony: 220

wtorek, 3 maja 2016

Kwietniowe podsumowanie książkowe

Całkiem przypadkowo mój kwietniowy stosik urósł ponad moje oczekiwania. Szczególnie początek miesiąca mogę uznać za czytelniczo nadproduktywny - w pierwszy weekend pochłonęłam dwie dosyć ciężkie tematycznie książki i nawet nie zauważyłam, jak szybko minęły mi tamte dwa dni. Przeczuwam, że to jedna z moich osobliwych reakcji na stres - rzucanie się z desperacją na stos nieprzeczytanych książek. No cóż, najważniejsze, to dobrze spożytkować swój wolny czas; ja do moich kwietniowych lektur nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń.


1. Jennie Dielemans - Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym (232)
2. Paweł Piotr Reszka - Diabeł i tabliczka czekolady (220)
3.
4. Marcin Kącki - Białystok. Biała siła, czarna pamięć (288)


5. Anna Mieszkowska - Bodo wśród gwiazd. Opowieść o losach twórców przedwojennych kabaretów (386)
6. Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń - Armenia. Karawany śmierci (232)
7. Filip Springer - Księga zachwytów (456)
8. Gary Paul Habhan - Kumin kakao i karawana. Odyseja aromatyczna (336)

Razem: 2374 strony

Jak pokazuje mój rozdwojony stosik, kwietniowe wybory to przede wszystkim reportaże. Od dawna tęskniłam za takimi miesiącami wypełnionymi po brzegi cięższą literaturą. Książki służą głównie do odrywania się od rzeczywistości, ale ja powoli zaczynam dojrzewać do decyzji o porzuceniu literatury pięknej. Ten mój opór przed nałogowym odpoczynkiem w towarzystwie fikcji literackiej to najlepszy dowód na to, że moim czytelniczym światem rządzi non-fiction. Może zabrzmi to dziwnie, ale męczą mnie historie fikcyjne; zupełnie nie mogę ich zrozumieć, nie potrafię się wczuć w losy bohaterów. Uważam świat za dużo ciekawszy od jakiejkolwiek wymyślonej opowieści.

Po tych przemyśleniach oddaję głos Wam - chwalcie się, jak wyglądają Wasze kwietniowe wyniki czytelnicze.

sobota, 30 kwietnia 2016

Filip Springer "Księga zachwytów"

Filip Springer to jeden z tych reporterów, którzy mimo wąskiego zakresu tematów poruszanych w książkach, z każdą publikacją mają coraz więcej do powiedzenia. Wytropienie i opisanie znikającej Miedzianki przyniosło mu niebywały rozgłos w świecie literatury faktu. Również jego facebookowe wpisy z pociągów świadczą o świetnym oku do detalu. To skupienie na szczegółach jest także głównym elementem "Księgi zachwytów".


Polska architektura ciągle ma jeszcze wiele do nadrobienia w stosunku do reszty świata. Powojenne zniszczenia zmąciły niegdyś harmonijne krajobrazy, a przed nowymi władzami stanęło ciężkie zadanie sprawnego odbudowania kraju z gruzów. Odratowane przedwojenne perły zyskały dzięki mądrym renowacjom blask, inne zostały przyćmione przez niefortunnie zaprojektowane budowle wzniesione ku chwale Wielkiego Brata i pod jego czujnym spojrzeniem.

Mimo wszystko, w naszym kraju sporo pięknych brył się buduje i nie brakuje także nowych architektonicznych cudów. O budownictwie (głownie miejskim) powstałym po 1945 roku nie zawsze łatwo się pisze, często nieoczywiste piękno staje się w oczach przygodnych obserwatorów lub jednorazowych użytkowników co najmniej niezrozumiałą koncepcją. To chyba dobrze świadczy to nas, że architektura wzbudza w Polakach chociażby podstawowe emocje, zmusza do głębszej analizy, rozpieszcza lub uwiera nasze poczucie piękna. Wciąż jednak sporo musimy się nauczyć - i w kwestii rozsądnego projektowania i gospodarowania przestrzenią (również wiejską lub podmiejską), jak i obcowania z architekturą i jej rozumienia.

Przegląd regionów pod względem konstrukcji wartych poznania zaowocował księgą pełną zachwytów autora, z nielicznymi słowami krytyki skierowanej do architektów, którym trudno pogodzić się z ideą, że mniej zwykle znaczy więcej. Springer spisał historie świetnie odrestaurowanych budowli z XIX wieku, zadziwiająco rozplanowanych osiedli powstałych na przełomie lat 60. i 70. i zupełnie nowoczesnych konstrukcji, których nienachalna konstrukcja dopiero po chwili wprawia obserwatora w zachwyt. Kościoły, dworce, pętle przesiadkowe, biurowce, domy handlowe i muzea - każda budowla może być piękna, ale i praktyczna. Nie brakuje też rozczarowań, z których naukę czerpać powinni rządzący miastami i je projektujący.

W "Księdze zachwytów" ważną rolę odgrywa teoria architektury, nawiązania do kultury, historii, czerpanie z popularnych motywów, inspiracja światowymi trendami. Autor chwali wyjątkowych artystów, którzy swoimi projektami zjednują sobie i zwykłych ludzi i krytyków, jednocześnie uświadamiając boleśnie wszelkie braki w naszej edukacji artystycznej. Prawie każdy rozdział wieńczy krótka notatka o ciekawych publikacjach nawiązujących do opisywanego tematu lub ciekawostki dotyczące podobnych budowli w innych miastach.

Oprócz treści, w książce Springera zachwycać można się także projektem okładki i cudownie potraktowanym wnętrzem. Naturalnie, obowiązkowym elementem tego wydawnictwa są fotografie - dla mnie mogło być ich jeszcze więcej, ale może dzięki temu ruszę się na wycieczkę krajoznawczą, skuszona taką skromną zapowiedzią. Oko cieszy ciekawa czcionka, lekki kremowy papier, zdjęcia w kolorze - jednak nie jako wkładka, a w roli integralnej części każdego tekstu. Moje czytelnicze serce rozpłynęło się na widok wklejonej w grzbiet tasiemki-zakładki. Jestem zachwycona pod każdym względem.



Ocena: 9/10


Wydawca: Agora SA
Premiera: 17.03.16
Strony: 456

czwartek, 28 kwietnia 2016

Książkowe premiery maja

Bez zbędnych wstępów - przed Wami, drodzy czytelnicy - najciekawsze premiery nadchodzącego miesiąca. Wersja ostateczna, po piątym przemeblowaniu zestawienia i ostatecznej minimalizacji listy, to cztery książki, bez których nie wyobrażam sobie maja.



Iza Klementowska "Szkielet białego słonia"
Czarne, 4 maja


Do autorki mam ogromny sentyment, bo to jej cudowna "Samotność Portugalczyka" była moim pierwszym przeczytanym reportażem Czarnego. Z niecierpliwością czekałam na trzecią już książkę Klementowskiej i wygląda na to, że już wkrótce będę mogła niemal rzucić się na tę opowieść o Mozambiku, ostatniej afrykańskiej kolonii Europejczyków. Niesamowicie ciekawi mnie historia tego kraju i liczę, że zauroczy mnie tak samo, jak melancholijny reportaż o Portugalczykach.



Mariusz Szczygieł "Projekt: Prawda"
Dowody na Istnienie, 4 maja


Poszukiwanie prawdy przybrało u Mariusza Szczygła formę wielkiego projektu. Enigmatyczny tytuł kusi wnętrzem, a ja czuję, że autor wraz ze swoimi rozmówcami zaskoczą nie jednego czytelnika spragnionego wiedzy o istocie prawdziwości. Jedno jest pewne - będzie niesamowicie, bardzo intymnie, bo szczerze i autentycznie, oczami innych o tym co dla kogo jest prawdą. 



Piotr Nesterowicz "Każdy został człowiekiem"
Czarne, 18 maja


Powojenny boom demograficzny to niezwykle ciekawy temat, który Piotr Nesterowicz postanowił ukazać w kontekście niesamowitego rozwoju dużych miast i kształtowania społeczeństwa świadomego swojej wartości. Po ciężkich czasach wsie wyludniły się na rzecz metropolii, które rozrastały się w niezwykłym tempie. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, których zaciekawiły kwestie poruszane w "Zaduchu" Marty Szarejko.



Pavel Ota "Bajka o Rašce i inne reportaże sportowe"
Dowody na Istnienie, 20 maja



Bliżej końca miesiąca seria Stehlík zostanie uzupełniona o kolejną pozycję. Tym razem w ręce miłośników literatury czeskiej trafi nowe, tradycyjnie już wspaniale odziane wydanie osobliwych "farbowanych" reportaży o sportowcach. Spodziewam się treści, która mnie zachwyci tak, jak kiedyś czeskich krytyków literackich.


Jak wyglądają Wasze zestawienia?

wtorek, 26 kwietnia 2016

Anna Mieszkowska "Bodo wśród gwiazd"

Nie od dziś wiadomo, że Eugeniusz Bodo był królem sceny kabaretowej, gwiazdą największego kalibru. Ale on sam, mimo wielu talentów, w pojedynkę nie udźwignąłby ciężaru tworzenia tych wyjątkowych widowisk. Razem z nim, dziesiątki wybitnych twórców - muzyków, tancerzy, śpiewaków i kompozytorów przyczyniło się do wielkiego sukcesu rewii. Anna Mieszkowska zebrała te zagubione w odmętach czasu, przykurzone latami historii życiorysy. Odświeża je i ukazuje czytelnikom prawdziwą dumę polskiej sztuki rozrywkowej. 


Ocalone od zapomnienia historie kabaretów i zespołów rewiowych tworzą unikatowe świadectwo artystycznej świetności międzywojnia. Rozkwit rozrywki dostępnej dla szerszej publiczności objawiał się bezustannymi rozbłyskami coraz to nowszych produkcji. Jednak szalone lata dwudzieste i już nieco poważniejsze trzydzieste wraz z ich dobrodziejstwami przyćmiła kolejny wielki konflikt zbrojny. Aktorzy kabaretowo-rewiowi po wybuchu drugiej wojny światowej chętnie angażowali się w działalność patriotyczną, a później prężnie rozwijali sztukę na emigracji. 

Wiele talentów zabrał bezduszny konflikt, kilka istnień zgasło niespodziewanie w kwiecie życia. Razem z nimi pamięć o beztroskich latach wypełnionych śmiechem publiczności, niosącym się z kabaretów na tłoczne ulice. Nowy ustrój niekoniecznie zachęcał do powrotu do dawnej działalności. Wojna złamała wiele karier, podupadający na zdrowiu artyści mieli do zaoferowania tylko swoje opowieści. I nimi autorka często raczy czytelników, przywołując nieznane dotąd anegdoty i historie z życia prywatnego takich wybitnych sław jak Marian Hemar, Fryderyk Járosy, Maria Modzelewska, Hanka Ordonówna czy Zula Pogorzelska. 


Na pochwałę zasługuje przede wszystkim strona wizualna książki; do pełni szczęścia brakuje jedynie twardej oprawy. "Bodo wśród gwiazd" przypomina mi domowej roboty kolaż, album rodzinny, w którym przechowuje się wszystkie najważniejsze wspomnienia. Wycinki z gazet, reklamy, afisze teatralne, stare fotografie, rysunki, plakaty, listy czy fragmenty programów kabaretowych. To wspaniałe archiwum ogromnie popularnej w czasach międzywojennych sceny kabaretowej. Artyści, którzy tworzyli tamte wspaniałe widowiska, to prawdziwe gwiazdy, którym nie sposób odmówić charyzmy, ale i tak bardzo cenionej w tym światku wszechstronności. Na kartach tej wielowątkowej historii z łatwością dostrzec można blask świat estradowych z pierwszych dekad ubiegłego wieku, czuć tę światową atmosferę, niemal amerykański rozmach, ekscytację towarzyszącą premierom i ulotny stan wolności. Tym bardziej smuci świadomość brutalnego końca tak wspaniałej ery.


Ocena: 6/10

Wydawca: Marginesy
Premiera: 2.04.16
Strony: 386

niedziela, 24 kwietnia 2016

Birgül Oğuz "Ha!"

Wydaje mi się, że najtrudniej pisze się o śmierci bliskiej osoby. Radzenie sobie ze stratą w taki sposób jest wyzwaniem nie tylko dla pisarza, ale i dla czytelnika, który nagle zostaje wepchnięty do ponurego świata wcześniej nieznanego człowieka. "Ha!" jest dowodem na to, że da się zbudować tę niezwykle intymną i kruchą relację z zupełnie obcym odbiorcą.


Uzbroiwszy się duchowo, nie pozostaje nic innego jak dalej żyć, walczyć, ale gdzie to wyjście, którym mam pójść? s. 24


Nie mogłam oprzeć się tym opowieściom, choć sama nie wiedziałam dlaczego. Skrawki wspomnień, niczym rozsypany na stole cukier, przeszkadzają, uwierają, irytują. A tymczasem bez nich, jedyne co pozostaje człowiekowi, to obcy krajobraz wypełniony pustką i przerażającą ciszą. Birgül Oğuz opisuje przejście przez ten trudny moment, gdy ma się poczucie tkwienia w letargu. Z jednej strony myśli płyną jak szalone, z drugiej świat dookoła stoi w miejscu; jednak kiedy człowiek w żałobie zaczyna zwracać na niego uwagę, uświadamia sobie, że nic tak naprawdę się nie zmieniło. Naturalny porządek świata wcale się nie zachwiał, choć po utracie rodzica ma się wrażenie, że wszystko stoi na głowie, nic nie ma już sensu.

Manewrowałam jak wyrzut sumienia między tym wilgotnym i pogrążonym w myślach zbiorowiskiem ludzkim [...] podejmuję na nowo wyzwania życiowe.   s. 20-21

Oğuz napisała historię swojego cierpienia po stracie ukochanego ojca tak, by niczego nie ułatwiać odbiorcy. To czyni jej książkę trudną, choć wartą poznania. Jedyne, czego mogę się uczepić i analizować bez końca, to język, który ciągle mnie zwodził; brakowało w nim tej odrobiny dosłowności, na której czytelnik się potyka i pada jak porażony prądem. Nie jestem pewna, czy to tylko kwestia przekładu, w którym zwykle ginie trochę oryginalnego sensu. A może autorka w pozornie w prostym stylu w zdradliwy sposób ukryła to, co chciała przekazać światu? To z pewnością dobry materiał na rozważania przy drugim podejściu do "Ha!". 

Ocena: 6/10

Wydawca: WUJ
Premiera: 7.03.16
Strony: 120

wtorek, 19 kwietnia 2016

Agnieszka Jucewicz "Wybieraj wystarczająco dobrze"

Najpierw, wraz z Grzegorzem Sroczyńskim, Agnieszka Jucewicz wypytywała polskich specjalistów z dziedziny psychologii o receptę na wystarczająco dobre życie. Później przyszła pora na rozmowy o związkach i miłości ("Kochaj wystarczająco dobrze"). Teraz, już w pojedynkę, podejmuje trudny temat dokonywania wyborów.


Bez dłuższej zwłoki podjęłam decyzję (!), że muszę przeczytać tę książkę i tego wyboru czytelniczego na pewno nie będę żałować. Ponieważ znam już trochę schemat, na jakim autorka oparła swoje wywiady z psychologami, struktura książki nie była dla mnie zaskoczeniem. Należę do ludzi, którzy czasem przesadnie analizują świat i zależności między ludzkimi zachowaniami - stąd moje pozytywne przyjęcie tej iście detektywistycznej metody wypytywania mądrych głów. Autorka dokładnie drąży każdy z poruszanych tematów, czasem uciekając się nawet do małych podstępów, by uzyskać jeszcze ciekawsze wytłumaczenia ludzkich zachowań.

Agnieszka Jucewicz  rozmawia z psychologami o tym, jak godzić się z niełatwymi decyzjami, jak zrywać toksyczne przyjaźnie, wybierać rozsądnie, bezpiecznie i zdrowo. Po raz kolejny pojawia się temat doświadczeń z dzieciństwa i najważniejszych w życiu każdego człowieka relacji  - z rodzicami (lub braku takowych), które odpowiadają za skłonność do podejmowania określonych decyzji. Specjaliści na przykładach z terapii czy popkultury opowiadają o zrywaniu ze złymi nawykami, z decydowaniem impulsywnym, nieprzemyślanym, a więc często bardzo szkodliwym. Jeden wniosek nasuwa się co parę stron - każdy powinien analizować własne wybory w szerszym kontekście całego dotychczasowego i przyszłego życia.

Wystarczająco dobre trio jest świetną serią dla ciekawych tajemnic i zakamarków ludzkiej psychiki. Najnowszy w serii tytuł (podobnie jak wcześniejsze) to żaden pseudoporadnik, jakich sporo jest na naszym rynku książki; próżno szukać tu gotowych recept na wyleczenie choroby zwanej nabieraniem mądrości przez doświadczenie. Sami musimy dotrzeć do tego, jak rozsądnie wybierać w życiu. Książka Agnieszki Jucewicz odsłania jedynie zależności między powodami, które kierują ludźmi u progu zmian, a konsekwencjami ich wyborów. Dobrze jest poznać i zrozumieć czynniki wpływające na nasze zdolności decydowania zarówno o rzeczach błahych, jak i o tych najważniejszych. "Wybieraj wystarczająco dobrze" to niezwykle mądra i ciekawa lektura. 

Ocena: 7/10

Wydawca: Agora SA
Premiera: 3.03.16
Strony: 264

sobota, 16 kwietnia 2016

Konrad Oprzędek "Polak sprzeda zmysły"

Im więcej takich książek pojawia się na naszym rodzimym rynku, tym bardziej obawiam się wtórności oraz tego, że reporterom wreszcie skończą się tematy do opisywania. A jednak jest zupełnie inaczej - Polska to w tej kwestii studnia bez dna, z której do woli czerpać można tematy do reportaży społecznych. O naszych rodakach powiedzieć można wiele, choć sami o sobie mówią niechętnie, a jeżeli już, to anonimowo. 


Granica między kontrowersją a tanią sensacją jest bardzo cienka. Konrad Oprzędek omija tę drugą szerokim łukiem, choć jego rozmówcy to niejednokrotnie postaci, których poglądy i historie wywołują burzliwe dyskusje i skrajne reakcje. Bohaterowie "Polak sprzeda zmysły" to zapewne ludzie, których nie dałoby się wyłowić z anonimowego tłumu większych lub mniejszych miast; równie umiejętnie maskują się na wsi. Z zewnątrz tacy, jak wszyscy - wewnątrz toczą ze sobą zażartą walkę. Tkwią w długach, które bez przerwy rosną, doprowadzając ich do ostateczności. Nie potrafią wyrwać się z nieudanych związków. Świat podstawia im następne przeszkody, ale oni nie poddają się, resztkami sił walczą o odrobinę szczęścia. Niektórzy gotowi są oddać swoje życie, za lepszą przyszłość dzieci.

Zwierzenia maltretowanych przez ojców córek szokują do głębi i poruszają czytelnika. Oburza chęć pozbycia się pamiątek rodzinnych z czasów wojennych, wstrząsa desperacja nielegalnych dawców narządów, którzy swoje nerki i szpik kostny reklamują w sieci. W reportażach, jak w życiu, egzystują obok siebie zastanawiający handel symbolami religijnymi oraz mocno dyskusyjny kramik z używaną damską bielizną. Do głębokiej refleksji nad życiem zmusza determinacja, z jaką bohaterka jednego z tekstów poszukuje odpowiedniego kandydata na biologicznego ojca dla upragnionego dziecka. Może dobrze się stało, że ludzie ci zachowali anonimowość; w tym kraju nietrudno stać się ofiarą nietolerancyjnych, za to chętnie wydających wyroki osób.

Oprzędek prowadzi reporterski skup zmysłów tych Polaków, którym nie śni się nawet ujawniać przed znajomymi i bliskimi swoich najskrytszych pragnień. Wyszukuje i kolekcjonuje dusze jednostek, którym czegoś jeszcze brakuje do szczęścia. W niektórych przypadkach celem jest dążenie do prawdziwej niezależności finansowej, w innych - chęć wyzwolenia się spod niszczycielskiego wpływu uprzedzeń paraliżujących życie Polaków. Skrajnie różne motywacje doprowadzają bohaterów książki do ujawniania prawdziwego "ja" w zapewniającym pewną anonimowość internecie. Może w tej otchłani znajdzie się choć jeden chętny, by wysłuchać, pomóc, odmienić czyjeś życie?

Ocena: 9/10

Wydawca: Dowody na Istnienie
Premiera: 25.02.16
Strony: 150