czwartek, 31 grudnia 2015

Ian Thornton "O człowieku, który podpalił wiek dwudziesty, choć wcale tego nie chciał"

Dawno nie czytałam książki, która jest dowcipna, ale nie głupia. Dlatego bez wahania sięgnęłam po debiut Thorntona - już opis obiecywał wiele, a kiedy ją w końcu rozpoczęłam.. Z resztą - sami zobaczycie.

 
Johan Thoms przyszedł na świat w podsarajewskiej wsi, jako drugi syn nauczyciela zimą 1894 roku. Bystry chłopiec szybko zyskał status lokalnej gwiazdy, gdy rozgromił szachowego mistrza w emocjonującym pojedynku umysłowej siły. Niefortunny wypadek jakiego główny bohater doznał wkrótce zapoczątkował serię wydarzeń, które doprowadziły młodego mężczyznę do przyjęcia posady szofera za pośrednictwem bliskiego przyjaciela rodziny. 
 
Pewnego dnia dostępuje zaszczytu kierowania autem, którego pasażerami są arcyksiążę Franciszek Ferdynand i jego ciężarna żona Zofia. Ten dzień - 28 czerwca 1914 roku - na długo zapadnie w pamięc Johana, a cały świat uzna go za bezpośrednią przyczynę wybuchu pierwszej wojny światowej. Okryty hańbą, ucieka z serbskiej stolicy, by uniknąć kary, że kiedyś na pewno go dosięgnie. Jego towarzyszami stają się chorowity chłopiec, który karze nazywać się Cycero i bezpański pies Alfredo. Wspólnie ruszają w świat, by uciec od przeszłości.
 
"O człowieku, który podpalił wiek dwudziesty.." to książka zabawna i pełna humoru; choć zdarzały się w niej fragmenty obraźliwe, a wręcz obsceniczne - nie raziły tak mocno. Mimo wszystko, nie można odmówić autorowi lekkości pióra i niezwykłej umiejętności konstruowania histori tak angażującej i ciekawie napisanej, że aż żal robić przerwę na sen. Pełni wad, komiczni bohaterowie świetnie wypełniają bogate tło narracji i gwarantuje powieści podbicie niejednego czytelniczego serca.
 
Thornton porywa czytelnika do szalonego świata sprzed ponad stu lat, w którym rozpustny Johan Thoms, amator absyntu i pięknych kobiet w wyniku dziwnych splotów okoliczności przeżywa nieprawdopodobne przygody. W tle toczy się współczesna historia, na czele z pierwszą wojną światową. Szalona akcja prezentuje się jakby dostojniej w towarzystwie klasyki literatury światowej. Autor nie szczędzi czytelnikowi odniesień do innych dzieł, a rytm każdemu rozdziałowi nadaje otwierający go cytat. Książka przywodzi mi na myśl szwedzki bestseller o rozbójnickim stulatku, który dawno temu chwaliłam na blogu - w porównaniu do tego tytułu propozycja Johanssona wypada po prostu marnie. Ian Thornton stworzył powieść satyryczną na naprawdę wysokim poziomie.

Ocena: 8/10

Wydawca: Marginesy
Premiera: 18.11.15
Strony: 416

wtorek, 29 grudnia 2015

Eleanor Catton "Próba"

O Eleanor Catton usłyszałam już przy okazji głośnej premiery jej drugiej powieści zatytułowanej "Wszystko, co lśni". Nie zadowoliłam się samym ebookiem i wkrótce sprawię sobie jej papierową wersję - może to bardziej zmotywuje mnie do lektury. Zaczęłam za to chronologicznie, od debiutu tej urodzonej w Kanadzie nowozelandzkiej autorki, uważanej za prawdziwe objawienie.

 
Za sprawą romansu z nauczycielem, panem Saladinem, siedemnastoletnia Vistoria staje się nagle sensacją niewielkiego miasteczka. Akademicka społeczność, rozemocjonowana nie do końca jasnymi wydarzeniami, próbuje dotrzeć do prawdy i jakoś poradzić sobie z ich konsekwencjami. Rozłam w grupie szkolnych przyjaciółek, spotkania z psychologiem i towarzysząca wszystkim atmosfera tajemniczości - to nowa, obca ale też odrobinę ekscytująca codzienność bohaterów "Próby".
 
Tymczasem studenci lokalnego Instytutu Dramatycznego traktowani są przez swych wykładowców jak obiekty eksperymentu społecznego. Sami świetnie wchodzą w swoje role i pozwalają, by znudzeni życiem dziekani wydziałów aktorstwa oraz ruchu scenicznego kierowali ich losem. Z okazji zakończenia pierwszego roku nauki wystawiają sztukę o licealnej skandalistce. Brzmi plotkarsko, jednak zamiast niespodziewanych zwrotów akcji, Catton serwuje czytelnikom szokująco szczere wyznania.
 
Granica między grą aktorską a faktycznymi wydarzeniami rozgrywającymi się na terenie kampusu jest u Catton mocno rozmyta. Bohaterowie szkolnego skandalu i przyglądający się im aktorzy nawzajem wkraczają w swoje światy - zarówno fizycznie, jak i metaforycznie. Stanley wiąże się z Isolde - siostrą molestowanej licealistki, a bezimienna nauczycielka gry na saksofonie bawi się swoimi podopiecznymi i manipuluje młodym aktorem. Trudno stwierdzić, co jest tylko grą pozorów, a co normalną ludzką interakcją.  
 
Teatralność "Próby" wytrąci z równowagi niejednego czytelnika i wprawi w go zdumienie, by ostatecznie wywołać jego zachwyt. Nie jest to zdecydowanie książka o prostej strukturze, lekka i do szybkiego połknięcia między poświątecznym karpiem a sernikiem. Należy jej oddać całą uwagę, a wtedy ona odwdzięczy się tym samym odbiorcy. Polecam.

Ocena: 8/10

Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Premiera: 3.12.15
Strony: 384

niedziela, 27 grudnia 2015

Książkowe premiery stycznia

Po leniwym grudniu wydawcy znów rozkręcają się ze swoimi nowościami. Nie będzie nawet czasu, by nadrobić świąteczno-prezentowe lektury. W styczniu czekam na sporo premier, a lista z każdym dniem rośnie. Oto tytuły, które do tej pory mnie zaciekawiły:

Tove Jansson "Córka rzeźbiarza"
Marginesy, 13 stycznia


Autobiografia w formie opowiadań to ciekawa alternatywa dla tradycyjnych wspomnień. To książka,  która skrywa w sobie m.in. pierwowzory muminkowych bohaterów, historie z dzieciństwa i całą magię czasów, w których dorastała Tove Jansson. Zapowiada się interesująco.



Janusz Majewski "Czarny mercedes"
Marginesy, 13 stycznia


Ta książka będzie kolejnym przedmiotem mojego eksperymentu z poznawaniem polskiej prozy. Do lektury szczególnie mocno zachęca sukces poprzednich książek Majewskiego, który jako reżyser stworzył m.in. ekranizację "Excentryków". Kyminalna zagadka w czasach okupacji, wojenne Lwów i Warszawa, podwójni agenci, fałszywe tożsamości i - na co liczę przede wszystkim - fascynująca fabuła, która pochłania czytelnika od pierwszych stron.




Steve Sem-Sandberg "Wybrańcy"
Wydawnictwo Literackie, 13 stycznia


Ta książka jest dowodem, że największe koszmary nie są dziełem wyobraźni pisarzy. Prawdziwa historia wiedeńskiego ośrodka dla chorych psychicznie pokazuje po raz kolejny do jakiego zła zdolny jest człowiek. W "Wybrańcach" autor przedstawia wydarzenia z czasów II wojny światowej, opisując nieludzkie eksperymenty nazistowskich naukowców i lekarzy na pacjentach.




Jürgen Thorwald "Ginekolodzy"
Marginesy, 13 stycznia


Trudno w to uwierzyć, ale nigdy jeszcze nie czytałam książek Thornwalda, choć w Polsce pojawiło się ich całkiem sporo. Pora nadrobić literackie zaległości - zaczynam od tytułu, który zapowiada się niezwykle ciekawie. Dzieje ginekologii, nie mniej fascynujące od innych dziedzin medycyny, czytelnicy będą mogli poznać już w drugą środę nowego roku. Będzie krwawo, rzeźniczo wręcz, ale jak obiecuje wydawca - na wysokim poziomie.




Ed Vulliamy "Wojna umarła, niech żyje wojna"
Czarne, 13 stycznia


Czyżby kolejny fenomenalny reportaż? To całkiem możliwe, bo i wydawca godny zaufania i autor ceniony przez czytelników. Chętnie wrócę literacko na Bałkany, choć po "Jakbyś kamień jadła" Tochmana, trochę obawiam się o swoje nerwy - temat ludobójstwa jest wyjątkowo trudny do przetrawienia.




Pater Carey "Prawdziwa historia Neda Kelly'ego"
Wielka Litera, 27 stycznia

Autora kojarzę dzięki zekranizowanej książce "Oskar i Lucynda"; również film o słynnym gansterze Nedzie Kellym jest mi znany. Za ten tytuł Carey nagrodzony został Bookerem, a więc tym bardziej warto go poznać. Ostatnio literatura australijska nie tylko jest intensywnie promowana, ale też potrafi się obronić - pisarze z tego odległego kawałka świata za każdym razem bardzej zaskakują czytelników.




Majgull Axelsson "Dom Augusty"
W.A.B., 29 stycznia


Do tej autorki przymierzam się od momentu, gdy wydawca wznowił wszystkie jej książki. Chyba najwyższa pora poznać się z panią Axelsson. Historia trzech pokoleń kobiet, których nie oszczędza los to zdecydowanie dobry tytuł na początek. Ciekawa jestem, jak ta książka wypadnie w porównaniu z pełnym kobiecych postaci "Domem z witrażem" Żanny Słoniowskiej. 



Héctor Tobar "Ciemność. Nieopowiedziane historie o trzydziestu trzech mężczyznach uwięzionych pod ziemią i o cudzie, który ich uratował"
Dowody na istnienie, 20 stycznia 2016


Tą katastrofą żył cały świat; gazety rozpisywały się o cudach, eksperci próbowali jakoś wyjaśnić, jak to się stało, że mężczyźni przetrwali ponad dwa miesiące pod ziemią. Bohaterscy górnicy opowiadają Tobarowi o najcięższych chwilach spędzonych w zniszczonej kopalni w Chile.


Na które premiery najbardziej czekacie?

środa, 23 grudnia 2015

Lucy Ribchester "Sufrażystki"

Kiedy uświadamiam sobie, że sufrażystki z trudem wywalczyły dla kobiet pierwsze podstawowe prawa zaledwie sto lat temu, ogarnia mnie przygnębienie na myśl o tym, jak wcześniej wyglądał świat płci zwanej piękną. Cztery ściany, mąż i dzieci, obowiązki pani domu i wszędzie pojawiające się ograniczenia - to dosyć smutny scenariusz. O tym kto i jak walczył z nierównością płci w wyjątkowy sposób opowiada Lucy Ribchester.


Frankie George, dziennikarka o osobliwym wyglądzie chłopczycy, dostaje zlecenie opisania sylwetki tajemniczej akrobatki związanej z ruchem sufrażystek. Tak piękna, jak nieuchwytna dla prasy Ebony Diamond z wyglądu skojarzyła mi się od razu z brutalnie zamordowaną Elizabeth Short, zwaną Czarną Dalią. Prezentująca się publiczności w wymyślnych gorsetach dziewczyna, znika pewnego dnia w trakcie przedstawienia. Ponieważ kariera protagonistki wisi na włosku praktycznie od samego początku, a brak artykułu  na temat zaginionej piękności oznaczać będzie dla niej koniec marzeń o miejscu wśród elity dziennikarstwa, Frankie szczególnie angażuje się w odnalezienie Ebony.

To herb rodowy, czy tak? Piękny. Powinnaś zobaczyć mój. Widnieją na nim barani udziec, kostka mydła karbolowego i koło od taczki. s. 309

Główna bohaterka natrafia na pierwsze ślady spisku w tym samym czasie, gdy policja rozpoczyna śledztwo mające na celu wyjaśnienie dwóch tajemniczych morderstw. Wstawki pokazujące kulisy pracy detektywa Primrose'a sprawiają, że akcja płynnie się rozwija, szczelnie wypełniając luki pozostawione przez narrację ukazująca działania młodej dziennikarki. Chociaż nie jestem fanką powieści detektywistycznych, w "Sufrażystkach" rozdziały wypełnione po brzegi policyjnym śledztwem w ogóle mi nie przeszkadzały.

Brudne ulice Londynu stają się miejscem akcji powieści łączącej w sobie elementy kryminału oraz fabularyzowanej literatury faktu. Autorka przyznaje, że w wielu miejscach naciąga prawdę i zmienia chronologię prawdziwych wydarzeń, by pasowały do jej narracji. Ogólny zarys tamtych burzliwych czasów pozostaje szkieletem, na który Ribchester narzuca kolejne warstwy swojej historii. Ruch sufrażystek, niezwykle aktywny w pierwszych dekadach ubiegłego stulecia, jest tu niezwykle ważny. Kobiety walczące o prawa wyborcze przerażają i fascynują główną bohaterkę, która żmudnie szuka przyczyny zniknięcia znanej artystki, powoli odkrywając szokującą prawdę.

Na wspomnienie zasługuje też szalona Iskierka, współtworząca z Frankie podrzędne artykuły do London Evening Gazette. Jej drobne dziwactwa, specyficzne poczucie humoru i cięty język w połączeniu z burzliwą przeszłością rzekomej kurtyzany czynią tę postać prawdziwym kuriozum. Szczególnie bawi nadanie tak dziecinnego przydomka osobie, która swą młodość ma już dawno za sobą. Sugerujące wdzięk i delikatność imię zupełnie nie pasuje do osoby, którą czasem aż chciałby się określić mianem złośliwego babska. Element komizmu świetnie uzupełnia wątki kryminalne, nieco ożywiając zakurzony gatunek powieści historycznej. Zdecydowanie warto poznać tę książkę.

Według legendy pewien poeta rzucił się z jej powodu do Tamizy, chociaż później zmienił zdanie i dopłynął do brzegu, aby po kilku tygodniach umrzeć na cholerę. s. 46

Ocena: 7/10

Wydawca: Marginesy
Premiera: 4.11.15
Strony: 432

wtorek, 15 grudnia 2015

Richard Flanagan "Ścieżki północy"

Gdy Flanagana ogłoszono kolejnym laureatem Nagrody Bookera, mało kto kojarzył jego nazwisko. Wszystko zmieniło się wczesną jesienią, kiedy ukazał się polski przekład nagrodzonej książki - każdy zapragnął ją mieć. Ja również się skusiłam i nie żałuję swojej decyzji.


W czasie II wojny światowej Dorrigo Evans poznaje piękną Amy, żonę swojego wuja. Krótki, lecz niezwykle intensywny romans przeradza się w trwające całe życie, niemożliwe do zdławienia uczucie. Wspomnienia tych paru tygodni, które para spędziła razem w Adelaide powracają do głównego bohatera, gdy jako jeniec wojenny pracuje przy budowie japońskiej Kolei Śmierci w Birmie. W podeszłym wieku, gdy dla całego świata jest bohaterem wojennym i sławą chirurgii, również nie potrafi wymazać z pamięci kobiety, która na zawsze zmieniła jego życie.

Mimo, że Evans często wraca myślami do tamtych letnich dni, to właśnie wojenna zawierucha i towarzyszące jej trudne decyzje, które musi podejmować jako lekarz, tworzą prawdziwe tło tej historii. Poniżające warunki panujące w obozie, skąpe racje żywnościowe, praca ponad siły, przemoc ze strony japońskich i koreańskich strażników oraz wyniszczające choroby bardzo doskwierają setkom australijskich żołnierzy. By nie wpaść w obłęd, główny bohater ratuje się wspominaniem piękności z czerwonym kwiatem we włosach.

W "Ścieżkach północy" najważniejszy jest chyba ten niesamowity kontrast pomiędzy pięknymi, chwytającymi za serce i pełnymi stonowanego romantyzmu opisami romansu Dorriga z Amy, a brutalnymi, pozbawionymi martyrologii obrazami nieludzkich cierpień, którym poddawani byli jeńcy wojenni. Już dawno nie czytałam książki, która wzbudzałaby we mnie aż tyle sprzecznych uczuć - od szczerego wzruszenia, przez śmiech, po obrzydzenie czy przygnębienie. Naciąganie przez Dorriga norm moralności to jeden z ważniejszych elementów tej historii; świadomość krzywdzenia żony nie powstrzymuje głównego bohatera. Silne uczucie, którym  darzy tę drugą kobietę jednocześnie niszczy go i motywuje do działania.

Choć ta opowieść miejscami jest tak szczera, że aż odpychająca, to jednak z czystym sumieniem mogę nazwać ją jedną z najpiękniejszych książek wydanych w tym roku. Składa się na to zarówno niezwykły język i styl autora, jak i kreacja głównego bohatera - człowieka nie do końca dobrego, ale jednak wzbudzającego sympatię czytelników. Misternie skonstruowana narracja z licznymi zakrętami i subtelnymi zwrotami akcji tworzy dzieło wyjątkowe. Potrzeba ogromnego skupienia i spokoju, by w pełni móc cieszyć się tą historią, ale obiecuję każdemu niezdecydowanemu, że naprawdę warto poznać prozę Flanagana.

Ocena: 9/10

Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Premiera: 8.10.15
Strony: 473

środa, 9 grudnia 2015

Katarzyna Molęda "Szwedzi. Ciepło na północy"

Szwecja kojarzy mi się przede wszystkim - jak każdemu na świecie - z Ikeą. Od paru lat również ze studenckimi wakacjami, świąteczną "colą", wszechobecną lukrecją, cukrzycotwórczymi słodyczami i pchlimi targami, na których za grosze można kupić fajne płyty i ubrania. A jak widzi ją osoba, która w tym kraju przebywa na stałe?
 

Katarzyna Molęda od wielu lat żyje w Sztokholmie, ale pisze nie tylko - choć przede wszystkim - o stolicy Szwecji. Przybiera naszą polską perspektywę, opisując jak wygląda życie za morzem. Dzięki temu zabiegowi udało jej się wybrać i przedstawić ciekawostki ważne z naszego punktu widzenia; porównuje też często sytuację Szwedów z życiem Polaków.

Na pochwałę zasługuje pomysł połączenia określonych zagadnień pod bardzo ogólnymi tytułami rozdziałów; o tradycjach świątecznych, formach wypoczynku w dni ustawowo wolne od pracy czy popularnych potrawach serwowanych podczas konkretnych świąt autorka wspomina w części Szwed świąteczny. Łączenie z pozoru niezwiązanych ze sobą kwestii i zagadnień nie pozwalało czytelnikowi na nudę. Sporo ciekawostek pokrywa się z moją wiedzą o tym kraju pochodzącą z własnych doświadczeń lub innych publikacji, co tylko uwiarygodniło w moich oczach tę pozycję.
 
Jedyne, co przeszkadzało mi podczas lektury, to sposób rozmieszczenia fotografii - tak, że ich centralna część znikała w zagięciu książki. Trudno ogląda się zdjęcia, gdy spory ich fragment jest zupełnie niewidoczny. Zdecydowanie lepszym posunięciem byłoby umieszczenie ich na pojedynczej stronie, zamiast na dwóch - nawet kosztem mniejszego rozmiaru. Mimo wszystko, sam pomysł dodania do tekstu odpowiadających mu obrazów jest bardzo dobry.

Katarzyna Molęda pisze ciekawie i przystępnie. Jej książkę można określić swego rodzaju opowieść skierowaną do znajomego, który zainteresował się kulturą szwedzką. Dobrze czyta się ten dosyć lekki, potoczny wręcz język, bardziej pasujący do narracji ustnej, niż tekstu. Nie jest to jednak poradnik, jak przetrwać w  zupełnie obcym obyczajowo kraju, a raczej bardzo luźne opracowanie podkreślające różnice między Polską a Szwecją z naszej perspektywy - jakże innej od punktu widzenia chociażby Brytyjczyka. Zdecydowanie warto się z nią zapoznać, polecam.

Ocena: 8/10

Wydawca: Czarna Owca
Premiera: 21.10.15
Strony: 352

niedziela, 6 grudnia 2015

Listopadowe podsumowanie książkowe

Kolejny miesiąc skończył się równie szybko, jak poprzedni. Przeczuwam, że nawet nie zauważę, kiedy minie ponura zima. Czas pędzi jak szalony i chyba nie mam na co narzekać - w końcu jesień spędzałam w doborowym towarzystwie.

Mój skromny listopadowy stosik prezentuje się następująco:


1. Jarosław Mikołajewski - Wielki przypływ (136)
2. Janusz Leon Wiśniewski - I odpuść nam nasze... (220)
3. William Golding - Władca much (256)
4. Joseph Sheridan Le Fanu - Carmilla (85)
5. Sylwia Chutnik - Jolanta (288)
6. Michael Booth - Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych (368)
7. Stefan Hertmans - Wojna i terpentyna (416)

Razem: 1769 stron

O dziwo, moja czytelnicza produktywność nie spadła w stosunku do poprzedniego miesiąca, choć w ostatnich tygodniach miałam naprawdę sporo na głowie. Szczęśliwie, to już za mną i od grudnia mogę w pełni poświęcać się czytaniu. Mnie, zagorzałą przeciwniczkę literatury rodzimej, najbardziej zaskakuje tak liczna obecność książek Polaków. Właściwie tylko jeden tytuł odstawał trochę od pozostałych, ale nie muszę powtarzać, który pisarz nieszczególnie przypadł mi do gustu.

Jeśli chodzi o sprawy inne - udało mi się jednak ominąć nasze łódzkie marniutkie i bardzo nieprofesjonalne targi książkowe. Za to spotkanie z Hubertem Klimko-Dobrzanieckim, na które zawędrowałam na początku miesiąca sprawiło, że zechciałam poznać również jego najnowszą książkę. O mocniejsze bicie serca przyprawiła mnie informacja o rozpoczynającym się w grudniu festiwalu Puls Literatury, w ramach którego planowane są wieczory literackie m.in. z Jackiem Dehnelem, Ingą Iwasiów, Ziemowitem Szczerkiem, Piotrem Tarczyńskim, a także z genialną trójcą polskiego reportażu - Hanną Krall, Mariuszem Szczygłem i Wojciechem Tochmanem. Będę na pewno!

czwartek, 3 grudnia 2015

Jamil Ahmad "Wędrowny sokół"

Dziś nietypowo krótki wpis o książce, która mnie rozczarowała. Nieczęsto krytykuję tytuły ukazujące się nakładem Czarnego, ale ten wyjątek potwierdza regułę. Mój ulubiony wydawca również zalicza drobne potknięcia.


Z opisu wydawcy: 
Ta książka to niemal baśniowa opowieść o wędrowcu, który bywa informatorem władz, przewodnikiem, handlarzem, lecz gdy go zapytać o pochodzenie – milczy. Towarzysząc mu, czytelnik odkrywa tajemnice Beludżów, ludów Afridi, Waziri i Bettanów. Nieznających władzy, granic, kierujących się własnym kodeksem honorowym. Tor Baz staje się także świadkiem zmian, które w drugiej połowie XX wieku poskromiły wypełniony wolnością świat wędrowców.
Odniosłam wrażenie, że obecność głównego bohatera jest tak naprawdę pretekstem do snucia opowieści o świecie ludów wędrujących. Sam Tor Baz pojawia się z częstotliwością postaci drugoplanowej, wszystko inne wydaje się od niego ważniejsze. Może to był celowy zabieg autora, by pokazać jak tajemniczą postacią jest protagonista, jednak mnie zniechęcił do dalszego czytania. Chociaż pasztuńskie plemiona i ich obyczaje stanowią świetny materiał na książkę, "Wędrowny sokół" zdaje się nie wykorzystywać w pełni tego potencjału.

W zasadzie w ogóle nie potrafiłam wczuć się w te historie; wydawały się nie mieć ze sobą żadnego związku. Autor chciał ukazać rozpadający się świat nomadów i uważam to za bardzo ciekawy pomysł. Niestety wykonanie mocno kuleje, przekaz zawarty pomiędzy wierszami wydaje się niewyraźny, jakby sam Ahmad nie był pewien, o czym chciał napisać.

Pomijając kwestie chaotycznego prowadzenia narracji, zarzucania czytelnika milionami imion i tytułów oraz nagłych przeskoków akcji, ta historia pisana jest językiem tak koszmarnie nieciekawym, że trudno mi zrozumieć, dlaczego została uznana za wyjątkową. Wydaje mi się, że nie brakuje na Bliskim Wschodzie dobrych pisarzy. Oczywiście, to godne podziwu, że autor w tak późnym wieku debiutował i odniósł ogromny sukces, niestety jego twórczość zupełnie do mnie nie przemawia.

Ocena: 5/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 4.02.15
Strony: 152