poniedziałek, 30 listopada 2015

Stefan Hertmans "Wojna i terpentyna"

Długo nie mogłam podejść do tej książki i słusznie obawiałam się poświęcenia jej większej ilości uwagi. To jeden z tych tytułów, na który lepiej przygotować sobie sporo wolnego czasu, ponieważ pochłania bez reszty i nie pozwala czytelnikowi odejść od niej, dopóki ten jej nie skończy. Nie ma czegoś takiego jak przerwa od "Wojny i terpentyny". Nawet, jeśli odłoży się ją na półkę - i tak zostaje w człowieku. 


Stefan Hertmans otrzymał od umierającego dziadka spisane w dwóch opasłych zeszytach wspomnienia z jego młodości. Niepozorne pamiętniki kryją w środku cenne historie z okresu pierwszej wojny światowej - walkę na froncie belgijskim oraz opowieści rodzinne, w szczególności dotyczące zamiłowania pradziadka autora (malarza fresków) do sztuki, która stała się także pasją następnych pokoleń. Tytuł książki to synteza dwóch najważniejszych czynników kształtujących charakter Urbaina Martiena.

Hertmans dzieli swą opowieść na trzy części. W pierwszej łączy znane z rodzinnych opowieści fakty z młodości dziadka, dopasowując je do tych zebranych w pierwszym zeszycie. Kolejny rozdział to zredagowany drugi pamiętnik zawierający historie z czasów, gdy Urbain walczył przeciwko Niemcom podczas pierwszej wojny światowej. Książkę zamyka spisana opowieść o czasach powojennych, aż do śmierci mężczyzny w latach osiemdziesiątych. Całości dopełniają wtrącone tu i ówdzie krótkie relacje z podróży śladami Martiena.

Oczywiste skojarzenie z paroma tytułami nasuwa się samo. Błądzenie po nie do końca jasnej przeszłości dziadka przypomina mi "Może Esterę" Pietrowskiej. Przyjęty przez Hertmansa sposób pisania o ukochanym członku rodziny, pełen podziwu i szacunku, z miłością wybrzmiewającą z każdej strony mogę porównać ze wspaniałym "Moim ojcem Romulusem" Gaity, a z kolei dzieciństwo naznaczone biedą i ciężką pracą to motyw przewodni m.in. "Popiołu i żaru", wspomnień Franka McCoutra.

Całość, mimo wyraźnych podziałów chronologicznych i tematycznych, jest przede wszystkim spójna, ciekawie napisana. Cieszy brak ckliwości w stylu autora; mimo to, zrekonstruował wspomnienia tak pięknie, że wywołują one w czytelniku wzruszenie niezwykle głębokimi i silnymi uczuciami łączącymi autora z ukochanym przodkiem. "Wojna i terpentyna" jest absolutnie cudownym hołdem złożonym rodzinie, w szczególności wyjątkowemu dziadkowi. Myślę, że byłby dumny z wnuka, gdyby dane mu było przeczytać te osobliwe i naprawdę urocze wspomnienia.

Ocena: 9/10

Wydawca: Marginesy
Premiera: 23.09.15
Strony: 416

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz