piątek, 27 listopada 2015

Michael Booth "Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych"

Co się stanie, gdy specyficzny humor brytyjski spotka się ze skandynawskim chłodem i dystansem? Trudno było mi sobie to wyobrazić, dopóki nie sięgnęłam po najnowszą książkę Michaela Bootha "Skandynawski raj". W swej publikacji autor bierze pod lupę popularne mity o tym odległym zakątku Europy, dzieli włos na czworo, analizuje, podgląda i prowokuje, a robi to w granicach dobrego smaku i z klasą. 


Nordyckie siostry Dania, Norwegia i Szwecja wraz ze swoimi kuzynkami - Islandią i Finlandią, tworzą podziwianą przez cały świat Skandynawię. Gdyby porównać je do uczniów, określano by je mianem prymusów, jeżeli nie kujonów. Mimo wysokich podatków, państwa te w wielu rankingach pojawiają się na samym szczycie. Norwegia może poszczycić się najwyższymi na świecie pensjami, do tego okazuje się bezkonkurencyjna w wydobyciu ropy naftowej. Dania ma najszczęśliwszych obywateli, a Finlandia najsprawniejszy system edukacji. Islandia, choć nieco na uboczu, również nieźle się trzyma, a Szwecja to po prostu królowa regionu.

Źródłem olbrzymiego sukcesu szwedzkiej gospodarki jest wspieranie wielkich międzynarodowych korporacji, takich jak Tetra Pak [...], H&M [...], Eriksson, Volvo i globalna sieć sklepów Ikea mających na sumieniu niejedno rozbite małżeństwo. s. 266-7

Okazuje się, jednak że i wewnątrz jednego obszaru kulturowego kraj krajowi nierówny. Szwedzi, choć bardzo otwarci na obcokrajowców, najmniej lubiani są przez sąsiadujące nacje - w szczególności ograbioną ze swoich północnych ziem Danię czy Norwegię, uważającą się od pospolitej Szwecji za lepszą. Duńczycy ze swoją otwartością najbardziej kojarzą się z kontynentalną północą Europy, odróżnieniu od milczących Finów, których przyjacielskie pogawędki z obcymi najzwyczajniej w świecie stresują. Islandczycy to europejscy Australijczycy, a konkretnie norwego-anglosasi, posługujący się archaicznym językiem staronordyjskim. Mogłabym wymieniać bez końca, ale Booth opowiada o tym zdecydowanie lepiej ode mnie. 

Co ciekawe, mimo że stereotypowe opisy zwykle nawiązują do ich swobody seksualnej i fizycznego piękna, Skandynawom udaje się jakimś cudem robić wrażenie pobożnych, wręcz świętoszkowatych luteran. To niezła sztuczka uchodzić równocześnie za ostro napalonych i odstręczająco chłodnych. s. 19

W książce podobało mi się szczególnie bardzo indywidualne podejście do każdego z omawianych państw. Choć o norweskich fiordach i islandzkich gejzerach autor pisze dosyć sporo, to już o przyrodzie leśnej Finlandii czy płaskiej Danii prawie nie wspomina - skupia się za to na ważniejszych kwestiach. Norweska potęga naftowa oraz walka ze zwolennikami Breivika nie mają swojego tematycznego odpowiednika części poświęconej Islandii (tu więcej miejsca zajmuje opis sytuacji ekonomicznej kraju), z kolei helsiński "alkoholizm" porównać można z życiem nocnym w Kopenhadze. Dzięki temu czytelnik dostaje do rąk opracowanie dokładne, ale nie nudne; suche fakty i liczne statystyki równoważy spora porcja anegdot i niezwykle ciekawie przedstawionych przemyśleń Bootha. Tę książkę czyta się naprawdę dobrze, polecam.

Ocena: 9/10

Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 15.10.15
Strony: 368

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. I dobrze - bo warto. Na pewno się nie zawiedziesz. :)

      Usuń
  2. Ledwo przez nią przebrnęłam. Przeładowana faktami i chyba nie jestem fanką brytyjskiego humoru, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, ja nie mogłam się oderwać..

      Usuń
    2. Też się dziwię, ale jednak. Od pierwszych stron się męczyłam. Jakoś nie było między mną a książką chemii. Bywa :)

      Usuń