wtorek, 3 listopada 2015

Jarosław Mikołajewski "Wielki przypływ"

Dobry reportaż jest jak espresso - w niepozorności i niewielkim rozmiarze tkwi jego moc. Najlepiej trafia do czytelnika, kiedy jest oszczędny w słowach, wtedy naprawdę daje do myślenia. Do trudnych tematów najlepiej podchodzić na chłodno, ale mało kto potrafi utrzymać emocje na wodzy, kiedy cały świat ignoruje tysiące bezsensownych śmierci.

Lampedusa to maleńka wyspa na południe od włoskiej Sycylii. Zasiedlona dopiero w połowie dziewiętnastego wieku, szybko stała się celem morderczych wypraw setek tysięcy obywateli afrykańskich krajów. Wielu z nich dopływa tam w tragicznym stanie, spora część umiera po drodze. Mimo to, rozmawiający z autorem lekarz przyznaje, że Libijczycy czy Nigeryjczycy są na ogół wiele zdrowsi od Europejczyków.



Ci, którzy docierają na Lampedusę żywi, nie czują się szczęściarzami. Na miejscu czeka ich niemiłe zderzenie z ponurą rzeczywistością - nie są nawet w połowie podróży do wolności, której tak bardzo pragną. Mieszkańcy nie są im zbyt przychylni; uchodźcy psują tylko idylliczny krajobraz, obniżając swoją obecnością zyski z turystyki. Są jednak nieliczni lampedusańczycy, których misją jest pomaganie przybyszom. Choć często mają do czynienia ze śmiercią, nie są w stanie do niej przywyknąć.

Jarosław Mikołajewski wiele razy odwiedził wyspę, za każdym razem starając się dotrzeć do sedna sprawy. Chodź migracja z terenów ogarniętych wojną nie jest nowym zjawiskiem, lokalne władze zdają się nie dostrzegać problemu. Na wyławianie ciał, pomoc uratowanym i monitorowanie kolejnych transportów wydaje się miliony euro. Te same pieniądze można wydać tak, by zapobiec falom imigracji, polepszyć warunki życia w biedniejszych regionach całego świata, bo dziś europejska Ellis Island przyjmuje nawet Bengalczyków. Niestety, mimo upływu lat, zmian nie widać. Na horyzoncie majaczą natomiast kolejne łodzie przepełnione wyczerpanymi ludźmi, którzy za wyrwanie się z koszmaru gotowi są zapłacić każdą cenę.

Dla ludzi, którzy mogą coś zmienić temat praktycznie nie istnieje. Palą się do zmiany pojedyncze osoby bez wystarczających środków. Najbardziej irytuje niemoc; wiele można naprawić, uratować wiele istnień, gdyby tylko ktoś wyraził gotowość do podjęcia odpowiednich kroków. Kiedy władze zainteresują się losem uchodźców, którzy z piekła trafiają zaledwie do czyśćca w stylu zachodnim? Obojętność i ignorancja, kolorowe piórka dobrobytu, zabiły w nas zdolność do odczuwania empatii. Jak mocno trzeba potrząsnąć ludzkością, by zaczęła patrzeć dalej niż czubek własnego nosa? 

Ocena: 9/10

Wydawca: Dowody na Istnienie
Premiera: 9.10.15
Strony: 136

4 komentarze: