poniedziałek, 19 października 2015

Łukasz Orbitowski "Inna dusza"

Skończyłam "Inną duszę" i nie wiem, co teraz ze sobą począć. Chyba cierpię na klasyczny syndrom depresji po przeczytanej książce - a ta, im lepsza, tym trudniej się po niej otrząsnąć. Już teraz wiem, że i trzecia propozycja wydawnictwa Od Deski do Deski mnie nie zawiedzie. 



Jędrek jest nastolatkiem jak wielu innych - jeździ na rowerach z kolegami, ogląda się za dziewczynami i wierzy, że swoim życiem zmieni świat. Chodzi do szkoły i pracuje w cukierni, a każdą wolną godzinę spędza z dala od domu i ojca, który tłamsi go swoim wielkim ego. Jego najlepszy przyjaciel Krzysiek również zmaga się ze swoim "tatkiem" - pijakiem i nieudacznikiem, który znika na całe noce, wracając tylko po to, by roztaczać dookoła depresyjną aurę. Jedynie Darek, ostatni z trójki bohaterów, nie wstydzi się swojej rodziny.

Mimo znajomości zakończenia tej historii, nie mogłam się od niej oderwać. Lubię kiedy opowieści rozwijają się powoli, a "Inna dusza" niezwykle dokładnie ukazuje czytelnikowi skomplikowany charakter przyszłego mordercy. Wszystkie szczegóły, które stanowią o jego odmienności rejestruje baczne oko zewnętrznego narratora. Drugim obserwatorem jest Krzysiek, fikcyjna postać, stworzona przez autora, by odpowiednio przedstawić ponurą Bydgoszcz, zbyt małą i ciasną oplatającą Jędrka, w którym nagle budzi się potwór.

Już nie chowamy się na poboczu, bo Jędrek jest mocny i żadna siła nie zawróci go z drogi. s. 81

"Innej duszy" daleko do kryminału - wiadomo kto zabił i że został za to ukarany, brak również w tej opowieści detektywów i śledztwa. Łukaszowi Orbitowskiemu chodziło raczej o analizę życia człowieka, który z nieznanych nawet sobie powodów pozbawił życia dwójki rówieśników. Na spotkaniu z czytelnikami w Łodzi autor przyznał, że "nie poleca posiadania rodziny", a jego książka wszystkim dociekliwym może posłużyć jako doskonałe wytłumaczenie tego stwierdzenia.

Książkowy morderca w rzeczywistości siedzi ciągle w więzieniu, a rodziny ofiar - tak, jak u Orbitowskiego - nigdy nie odzyskają ukochanych dzieci. Życie toczy się dalej, a ta historia nawet w wersji mocno zmodyfikowanej przeraża tak bardzo, jak piętnaście lat temu zszokowała cały kraj. Podczas wspomnianego już spotkania autor opowiedział sporo o procesie pisania, wyjaśnił ile sam do tej historii dodał od siebie; powiedział, że nie chciał spotkać się z prawdziwym mordercą (mimo, że to na pewno by książce nie zaszkodziło) - i ja zupełnie nie dziwię się jego decyzji.

Dobra literatura po raz kolejny przygniotła mnie swoim ciężarem. Trudno mi ubrać w słowa wszystkie te pojawiające się nagle myśli. Orbitowski to pisarz kameleon, z każdą książką zmienia literackie barwy i to bardzo dobrze o nim świadczy. Po dosyć lekkich "Zapiskach nosorożca" dostałam do ręki książkę poważną i ciężką, ale świetnie napisaną. Polecam wszystkim, którzy nie boją się zaglądać w mroczne zakamarki umysłów okrutnych ludzi.

Ludzie tak bardzo lubią zabijanie i wiedzą o nim tak niewiele. s. 421

Ocena: 8/10

Wydawca: Od Deski do Deski
Premiera: 22.05.15
Strony: 432

7 komentarzy:

  1. Wiem, że nie ocenia się książki po okładce, ale gdyby nie Twoja recenzja to pewnie nie zwróciłabym na ten tytuł uwagi, a tak jestem bardzo zainteresowana jej przeczytaniem. Dzięki za polecenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku stwierdzenie, że najbardziej niepozorne okładki kryją najciekawsze historie okazuje się niezwykle prawdziwe. :)

      Usuń
    2. Przeczytałam i jestem zachwycona. Niby historia na początku wydaje się taka zwyczajna, wręcz banalna, ale w rzeczywistości jest świetna i wciągająca. I jeszcze te wspaniałe oddanie klimatu - coś cudownego. Raz jeszcze dziękuję za polecenie!

      Usuń
  2. Od dawna mam ochotę na książki Orbitowskiego, mam nadzieję, że niedługo je przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda zwlekać, bo naprawdę dobry z niego pisarz. :)

      Usuń
  3. Pierwsze zdanie Twojej recenzji oddaje doskonale to, jak w tej chwili sama się czuję po lekturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Inna dusza" przejechała po mnie jak walec, to dlatego.

      Usuń