piątek, 30 października 2015

Włodzimierz Kowalewski "Excentrycy"

Nigdy nie byłam w Ciechocinku, choć mogłabym przysiąc, że doskonale znam i wyczuwam ten osobliwy, uzdrowiskowy klimat. Wszystko przez jego zakorzenienie w polskiej świadomości zbiorowej, jako magicznego miejsca, w którym czas płynie inaczej, gdzie ludzie przeżywają burzliwą drugą młodość. Książka Włodzimierza Kowalewskiego zasponsorowała mi fizycznie nierealną wycieczkę w świata odległego nie tyle geograficznie, co czasowo. Wracam do Was z tej literackiej podróży z głową pełną wrażeń.



Wanda i Fabian to rodzeństwo miłośników jazzu; ona z zawodu jest dentystką, on walczył podczas drugiej wojny światowej, ale wcześniej (na rejsowych statkach) i później (w Anglii) zarabiał na życie jako puzonista. Kiedy po latach spędzonych na obczyźnie postanawia wrócić do Polski, jego młodsza siostra, żyjąca samotnie w ponurym i opustoszałym Ciechocinku, nie wydaje się zachwycona tym pomysłem.

Wszyscy myślą, że mężczyzna oszalał - tak beztrosko zamieniając kolorowy zachód na szarość zrujnowanego uzdrowiska, Fabian Apanowicz wywołuje w mieścinie mały skandal. Nie dość, że ze swoim pięknym, egzotycznym autem i frywolnym zawodem jawi się mieszkańcom Ciechocinka jako ekscentryk, to jego zachowanie sugeruje, że krążące o nim plotki sprawiają mu przyjemność.

Im więcej przybywało jasnych, ciepłych dni, tym Ciechocinek bardziej pogrążał się w cieniu. s. 257

Ponieważ podobieństwa zbliżają ku sobie ludzi, których na pierwszy rzut oka nikt nie posądzałby o wspólne zainteresowania, równie osobliwe postaci przyłączają się do muzykującego na balkonie Apanowicza. Wkrótce zespół złożony m.in. z milicjanta-trębacza, czarującej nauczycielki angielskiego, a także podstarzałego homo- oraz muzykofoba zyskuje rozgłos i spore grono fanów. Żywiołowe swingowe melodie nadają rzeczywistości nowych barw, a muzykom przynoszą tak bardzo potrzebnej przyjemności i wolności w czasach, kiedy jeden człowiek podejrzewa drugiego o najgorsze intencje.

Nie bez powodu w książce znaleźć można tyle humoru, a wręcz groteskowe sytuacje i wypowiedzi bohaterów w ciekawy sposób podkreślają mocne kontrasty. Pomiędzy wypełnionymi muzyką nocami, a dniami spędzanymi w restauracji Współczesna nad kotletem z mięsa trzeciej świeżości, rozgrywa się też tragikomiczna historia Bayerowej, właścicielki  pensjonatu Zaświecie, oraz Reichmanna, tajemniczego mężczyzny, którego pokój zajął Fabian. W tle znikające gruszki, zboczeniec oraz diabeł, tworzący surrealistyczny świat nieco oderwanych od rzeczywistości artystów.

To władza ludowa ludowi gruszki podpierdala? s. 21

To drugie wydanie tej książki, a jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia o istnieniu takiego tytułu na rynku książki. Choć z opisu wynikało, że wątek szpiegowski będzie mocniej rozwinięty, bardzo cieszy mnie fakt, że "Excentrycy" trafili w moje ręce. Po raz kolejny mogę powiedzieć, że próba oswojenia polskiej literatury zdecydowanie się powiodła.

Ocena: 8/10

Wydawca: Marginesy
Premiera: 2.10.15
Strony: 320

wtorek, 27 października 2015

Książkowe premiery listopada

Chyba polubiłam jesień i jej szare popołudnia, które najlepiej spędza się z książką. Uwielbiam czytać przy pomarańczowym świetle lampki, pod kocem, z dobrą herbatą.. A przytłaczająca liczba zapowiedzi listopadowych będzie sprzyjała takim czytelniczym wieczorom. Oto kilka tytułów, których nie mogę się doczekać:




Marek Edelman, Paula Sawicka "I była miłość w getcie"
Czarne, 4 listopada


Nie jest to co prawda nowość, ale pierwsze wydanie (Świat Książki) zniknęło już dawno z półek sklepowych. Bardzo cieszy mnie, że ten tytuł został wznowiony - Edelman tak cudownie opowiadał o miłości i wojnie, że trudno będzie mi odmówić sobie tej edycji, chociaż książkę mam już na półce w poprzedniej szacie graficznej.




Alex Marwood "Dziewczyny, które zabiły Chloe"
Albatros, 4 listopada



Wystarczyło jedno spojrzenie na okładkę, żebym przepadła; opis zamieszczony z przodu sprawił, że natychmiast naszła mnie ochota na dobry kryminał. Może ten będzie moim wyborem na listopad? Koniecznie muszę wiedzieć, kto zabił tytułową Chloe i jak po latach od zbrodni o swoje życie walczyć będą główne bohaterki.




Yotam Ottolenghi "Obfitość"
Filo, 4 listopada



Na widok tych pięknych bakłażanów z okładki zechciałam natychmiast poznać więcej przepisów inspirowanych kuchnią izraelską - smakami, które od lat bardzo mnie kuszą. Brak mięsa w przepisach autora-mięsożercy jak najbardziej mnie cieszy, bo dla mnie oznacza to większą kreatywność w gotowaniu.




Lucy Ribchester "Sufrażystki"
Marginesy, 4 listopada


Kryminał, którego akcja rozgrywa się w Londynie okresu burzliwych przemian kulturowych bardzo pachnie mi Sarą Waters. Mam jednak nadzieję, że na tym podobieństwa się kończą i czeka mnie fascynująca podróż w świat kobiet walczących o swoje prawa. Spłukana dziennikarka i pełna tajemnic cyrkowa akrobatka jako główne bohaterki? Spodziewajcie się recenzji!




Andriej Kurkow "Dziennik ukraiński"
Noir sur Blanc, 5 listopada



Ciąg dalszy jednego z najczęściej poruszanych w mediach tematów, czyli Ukraina. Zapiski obserwatora protestów na Majdanie to moim zdaniem ciekawa kontynuacja kwestii poruszanych przez Smoleńskiego i Andruchowycza w "Szcze ne wmerła i nie umrze". Muszę mieć.




Yotam Ottolenghi, Sami Tamimi "Jerozolima"
Filo, 5 listopada



Ponieważ często zmieniam klimaty kulinarne, a obiadowa wycieczka do Jerozolimy bardzo mi się marzy, tę książkę również planuję kupić. Tytuł skusił mnie jeszcze bardziej, kiedy dowiedziałam się, że jeden z autorów urodził się po żydowskiej, a drugi po arabskiej stronie miasta. Fuzja różnych kultur na talerzu jeszcze nigdy nie była tak ciekawa.




Swietłana Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety"
Czarne, 12 listopada



Jedyna wydana w wersji pół-kieszonkowej i z miękką okładką książka tegorocznej noblistki doczeka się wreszcie porządnej oprawy, a wkrótce stanie dumnie obok swoich lepiej opakowanych sióstr. Ponieważ jeszcze jej nie przeczytałam, będzie to idealny moment na zgłębianie historii wojennych opowiedzianych z perspektywy kobiet.




Ziemowit Szczerek "Tatuaż z tryzubem"
Czarne, 18 listopada


Chociaż nie skończyłam jeszcze "Przyjdzie Mordor i nas zje", to już wiem, że kolejną książkę tego autora muszę sobie sprawić. O konflikcie na Ukrainie napisano w ostatnich latach całkiem sporo, ale tym razem nie kijowski Majdan będzie tu głównym tematem, a cały kraj. W końcu nie tylko Kijowem czy Krymem żyje przeciętny Ukrainiec.







Ian Thornton "O człowieku, który podpalił wiek dwudziesty, choć wcale tego nie chciał"
Marginesy, 18 listopada


Kiedy już przebrnęłam przez ten długaśny tytuł, moim oczom ukazał się opis, który utwierdził mnie w przekonaniu, że tej książki nie może zabraknąć w listopadowym zestawieniu. Jak pisze wydawca, w powieści surrealizm miesza się z groteską. Prawdziwe wydarzenia, które rozpętały pierwszą wojnę światową tworzą szkielet tej świetnie zapowiadającej się historii.




Dariusz Rosiak "Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan"
Czarne, 25 listopada



Uwielbiam słuchać trójkowych audycji Rosiaka, dlatego długo nie zastanawiałam się nad tym reportażem. Mimo, że nie przepadam za publikacjami w jakikolwiek sposób zahaczającymi o  religię, raz zrobię wyjątek. Ciekawi mnie, jak autor poradził sobie z trudnym tematem wojny religijnej i islamskich represji wobec chrześcijan.



Agnieszka Wójcińska "Perspektywa mrówki"
Czarne, 25 listopada


Rozmowy ze sławnymi reporterami to pozycja obowiązkowa na zamknięcie miesiąca. Szalenie ciekawi mnie, o czym autorka rozmawiała m.in. z Aleksijewicz, Varellą, Vulliamym, Yiwu czy Zarembą Bielawskim. Część rozmówców Wójcińskiej znam lub mam zamiar literacko poznać, a część jest dla mnie nowa - i liczę na to, że swoimi wypowiedziami zachęcą mnie do poznania ich reportaży.



Teraz czekam już tylko na ostatni miesiąc w roku, kiedy w końcu będę mogła odetchnąć finansowo od wielkich jesiennych zakupów książkowych. Może wtedy nadrobię moje kosmiczne zaległości czytelnicze?

czwartek, 22 października 2015

Katia Petrowska "Może Estera"

Czasem do sięgnięcia po daną książkę potrafi nakłonić mnie jedna osoba. Podobnie było w tym przypadku, choć początkowo wcale nie byłam pewna, że ten tytuł nadaje się dla mnie. Teraz muszę przyznać z ulgą, że zrobiłam dobrze, biorąc się za tę niezwykłą opowieść rodzinną.


Katia Petrowska, Ukrainka mieszkającą w Niemczech, niewiele wie o swoich przodkach. Zdaje sobie sprawę z ich żydowskiego pochodzenia oraz z tego, że rodzinę miała dużą i rozproszoną po całej Europie. Po latach ignorowania, lub raczej, obojętnego życia obok białych plam w drzewie genealogicznym swojej rodziny, wybrała się w podróż w czasie, śladami dziadków, pradziadków i dalszych krewnych. 

Kobieta, odwiedziła Ukrainę, Polskę i Austrię; przemierzała te same ulice, po których chodziły jej babki w Warszawie, w Mauthausen szukała śladów dziadka, który po czterdziestu latach od zakończenia wojny wrócił do swojej żony. Niezwykłe losy jej pradziadka, Ozjela Krzewina, nauczyciela głuchoniemych dzieci, to jedna z wielu historii, które - choć postrzępione i niekompletne - wciągają czytelnika niczym misternie napisana powieść. 

Tytułowa może Estera nie jest tu wcale centralną postacią, pojawia się pod koniec książki, zaledwie pobieżnie wspomniana przez prawnuczkę. Oprócz niej pojawiają się historie związane z dwiema kwiatowymi babciami Petrowskiej - Roza i Margarita. Autorka pisze o swojej rodzinie z namaszczeniem i niezwykle taktownie. Próbuje zwrócić jej czas, który spędziła zapomniana przez najbliższych. Misterne dzieło, żmudnie budowany pomnik pamięci o tych, których dawno już nie ma - tak najlepiej da się określić ten głośny debiut literacki ostatnich lat.

Nie mogę przemilczeć cisnących mi się na usta (klawiaturę?) porównań z "Panią Stefą". Synowa Ozjela, Helena, zginęła w Treblince w sierpniu 1942 roku, podobnie jak Stefania Wilczyńska. Krzewin prowadził warszawski internat dla głuchoniemych, gdzie żył wraz z rodziną, do której należeli również jego wychowankowie. Nadal trudno mi nadziwić się nad tym, jak bardzo splątane ze sobą mogą być losy pozornie obcych sobie ludzi.

Nie mogę nie myśleć o roszadach losu, o przypadkach w przestrzeni i czasie. Bo wówczas ewakuowany został też Janusz Korczak, sąsiad i kolega ojca Rozy, Ozjela, w Warszawie, tak samo z dwustoma sierotami - również na mocy rozkazu wojennego. Korczakowi proponowano, żeby ratował się sam, bez dzieci. s. 65

Książka Petrowskiej dowodzi, że nie każdą układankę można dokończyć, że nie wszystkie jej części tak łatwo dadzą się dopasować. Zwodnicza i podziurawiona przez upływający czas ludzka pamięć nie jest w stanie odtworzyć wydarzeń sprzed dziesięcioleci. Jednocześnie wcale nie trzeba przeżyć wojny, by czuć ją pod skórą, żyjącą - lecz już własnym życiem. Fale wspomnień nachodzące autorkę niczym sny rozgorączkowanego dziecka odzwierciedla niezwykły język, przypominający ustnie przekazywane opowieści - rzecz rzadko już spotykaną w naszej kulturze.  "Może Estera" to naprawdę świetna książka i uważam, że każdy powinien ją przeczytać.

Ocena: 7/10

Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 7.10.15
Strony: 272

środa, 21 października 2015

WYNIKI konkursu ze "Ścieżkami północy"

Nadeszła pora na rozstrzygnięcie drugiego blogowego konkursu (a będą jeszcze dwa, więc przygotowujcie się!).  Odpowiedzi było niewiele, ale nie ułatwiliściem i zadania. łatwo było mi wyłonić jednego zwycięzcę. Długo nie mogłam podjąć decyzji i wiele razy przeglądałam Wasze zgłoszenia.

 
Nie chcę przedłużać, dlatego spieszę z informacją, że nowiutki, piękny egzemplarz "Ścieżek północy" trafi w ręce osoby, która o północnych ścieżkach napisała najdosłowniej, ale tak, że aż poczułam się wrzucona w sam środek Skandynawii, czyli...

 
 

 mandżuria


 
Zwyciężczyni gratuluję i natychmiast przesyłam wirtualnego gołębia pocztowego z informacją o wygranej. Pozostałym osobom serdecznie dziękuję za udział w konkursie i za Wasze wspaniałe odpowiedzi. Zaglądajcie na Facebooka, gdzie wkrótce ogłoszę kolejny książkowy konkurs - można będzie wygrac tytuł, który niedawno tu zrecenzowałam.

poniedziałek, 19 października 2015

Łukasz Orbitowski "Inna dusza"

Skończyłam "Inną duszę" i nie wiem, co teraz ze sobą począć. Chyba cierpię na klasyczny syndrom depresji po przeczytanej książce - a ta, im lepsza, tym trudniej się po niej otrząsnąć. Już teraz wiem, że i trzecia propozycja wydawnictwa Od Deski do Deski mnie nie zawiedzie. 



Jędrek jest nastolatkiem jak wielu innych - jeździ na rowerach z kolegami, ogląda się za dziewczynami i wierzy, że swoim życiem zmieni świat. Chodzi do szkoły i pracuje w cukierni, a każdą wolną godzinę spędza z dala od domu i ojca, który tłamsi go swoim wielkim ego. Jego najlepszy przyjaciel Krzysiek również zmaga się ze swoim "tatkiem" - pijakiem i nieudacznikiem, który znika na całe noce, wracając tylko po to, by roztaczać dookoła depresyjną aurę. Jedynie Darek, ostatni z trójki bohaterów, nie wstydzi się swojej rodziny.

Mimo znajomości zakończenia tej historii, nie mogłam się od niej oderwać. Lubię kiedy opowieści rozwijają się powoli, a "Inna dusza" niezwykle dokładnie ukazuje czytelnikowi skomplikowany charakter przyszłego mordercy. Wszystkie szczegóły, które stanowią o jego odmienności rejestruje baczne oko zewnętrznego narratora. Drugim obserwatorem jest Krzysiek, fikcyjna postać, stworzona przez autora, by odpowiednio przedstawić ponurą Bydgoszcz, zbyt małą i ciasną oplatającą Jędrka, w którym nagle budzi się potwór.

Już nie chowamy się na poboczu, bo Jędrek jest mocny i żadna siła nie zawróci go z drogi. s. 81

"Innej duszy" daleko do kryminału - wiadomo kto zabił i że został za to ukarany, brak również w tej opowieści detektywów i śledztwa. Łukaszowi Orbitowskiemu chodziło raczej o analizę życia człowieka, który z nieznanych nawet sobie powodów pozbawił życia dwójki rówieśników. Na spotkaniu z czytelnikami w Łodzi autor przyznał, że "nie poleca posiadania rodziny", a jego książka wszystkim dociekliwym może posłużyć jako doskonałe wytłumaczenie tego stwierdzenia.

Książkowy morderca w rzeczywistości siedzi ciągle w więzieniu, a rodziny ofiar - tak, jak u Orbitowskiego - nigdy nie odzyskają ukochanych dzieci. Życie toczy się dalej, a ta historia nawet w wersji mocno zmodyfikowanej przeraża tak bardzo, jak piętnaście lat temu zszokowała cały kraj. Podczas wspomnianego już spotkania autor opowiedział sporo o procesie pisania, wyjaśnił ile sam do tej historii dodał od siebie; powiedział, że nie chciał spotkać się z prawdziwym mordercą (mimo, że to na pewno by książce nie zaszkodziło) - i ja zupełnie nie dziwię się jego decyzji.

Dobra literatura po raz kolejny przygniotła mnie swoim ciężarem. Trudno mi ubrać w słowa wszystkie te pojawiające się nagle myśli. Orbitowski to pisarz kameleon, z każdą książką zmienia literackie barwy i to bardzo dobrze o nim świadczy. Po dosyć lekkich "Zapiskach nosorożca" dostałam do ręki książkę poważną i ciężką, ale świetnie napisaną. Polecam wszystkim, którzy nie boją się zaglądać w mroczne zakamarki umysłów okrutnych ludzi.

Ludzie tak bardzo lubią zabijanie i wiedzą o nim tak niewiele. s. 421

Ocena: 8/10

Wydawca: Od Deski do Deski
Premiera: 22.05.15
Strony: 432

poniedziałek, 12 października 2015

KONKURS ze "Ścieżkami północy"!

Mam dla Was jeden egzemplarz "Ścieżek północy" Richarda Flanagana, laureata ubiegłorocznej Man Booker Prize. Książka ukazała się 8 października nakładem Wydawnictwa Literackiego. Przywędrowały do mnie dwa egzemplarze - jeden z nich zaczęłam już czytać, ale drugi ciągle szuka nowego właściciela.

Postanowiłam przyznać go osobie, która najciekawiej opisze, dokąd te tytułowe ścieżki mogą prowadzić.


Forma jest oczywiście dowolna - parę zdań, wierszyk, rymowanka, zdjęcie, co tylko Wam przyjdzie do głowy. Oczywiście, nie wymagam znajomości treści - chodzi o to, abyście na chwilę dali się ponieść wyobraźni. Kto najskuteczniej porwie mnie ze sobą, ten wygra. Pamiętajcie o podaniu swojego adresu e-mail, abym mogła skontaktować się ze zwycięzcą. 

Na zgłoszenia w komentarzach pod tym postem czekam do niedzieli, 18 października, do północy (włącznie). Wyniki podam w ciągu trzech dni, najpóźniej 21 października. Opublikuję je na blogu, a osobę, która wygra, powiadomię również mailowo.

Książkę wysyłam tylko na terenie Polski (ale przecież każdy ma rodzinę w kraju - problem zatem rozwiązuje się sam). Na adres do wysyłki czekam do niedzieli, 25 października. Jeżeli do tego czasu go nie otrzymam, wyłonię kolejnego zwycięzcę.

Nie mam żadnych warunków dodatkowych, choć zawsze będzie mi miło, jeśli zaczniecie mnie obserwować na Google+ czy polubicie blogowy fan page na Facebooku. Proszę również o udostępnianie informacji o konkursie na swoich profilach FB oraz blogach.

Dziękuję za uwagę i do dzieła. Powodzenia!

sobota, 10 października 2015

David Frenkiel, Luise Vindahl "Green Kitchen. Zielono & zdrowo"

Moja kulinarna osobowość mieści się w pojęciu fleksitarianizm: nie przepadam za mięsem, choć nie rezygnuję z niego całkowicie. Żywieniowo identyfikuję się zarówno z Davidem, jak i Luise - autorami książki, szwedzko-duńską parą mieszkającą z córeczką Elsą i synkiem Isakiem w Sztokholmie. Eksperymentują w kuchni wegetariańskiej od wielu lat i całemu światu znani są jako autorzy bloga kulinarnego Green Kitchen Stories. Ich pierwsza książka ukazała się w Polsce pod koniec wakacji.


Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że ten tytuł to jedna z lepiej wydanych książek kucharskich. Minimalistyczna i bardzo oszczędna, pozbawiona zbędnych zapychaczy, naturalna. Zupełnie, jak przepisy, które znajdziemy w środku. Zawsze warto przejrzeć spis treści, zanim podejmie się decyzję o zakupie. Dla mnie podział na posiłki jest bardzo praktyczny, ułatwia przeglądanie książki, kiedy szukam dania odpowiadającego moim potrzebom.



Pierwszy rozdział to  niezbędnik początkującego wegetarianina; autorzy wymieniają w nim wszystkie ciekawe składniki zrównoważonej diety bezmięsnej. Dalej m.in. część poświęcona przekąskom i posiłkom łatwym do zapakowania, muffiny, tarty czy sałatki. Warto również więcej czasu poświęcić często niedocenianym przez ludzi napojom. Mówi o znaczeniu wody dla organizmu, ale jak można ją "doprawić"? Jesienią świetnie sprawdzi się na przykład czaj z orzechami i masalą, herbata słodka, aromatyczna i idealnie rozgrzewająca w chłodniejsze dni.



Najważniejsza sekcja to ta, w której znajdziemy przepisy na pyszne, sycące obiady. Ponieważ uwielbiam kasze, szczególnie zachwyciła mnie zupa gryczana z imbirem - na pewno zrobię ją w tym miesiącu nie jeden raz. Z kolei przepis na pulpeciki z soczewicy to świetny pomysł na obiad "na wynos", do podgryzania przy biurku w bardziej pracowite dni. Wygląda na to, że znajdę tu wszystko, czego mi potrzeba.. i wiele więcej.



Skandynawski minimalizm widoczny w fotografii naprawdę przekonał mnie do tej książki. Oprócz wielu przepisów na pysznej i wartościowe posiłki, w "Green Kitchen" czytelnik łasuch i esteta znajdzie luźno powiązane z treścią zdjęcia, które jednak świetnie dopełniają całości. Zrobiłam się głodna od samego patrzenia, a w głowie aż kotłuje mi się od pomysłów obiadowych na kolejne tygodnie. Byłoby cudownie, gdybym dała radę skorzystać z pomysłów na śniadania, ale chyba zostawię sobie tę przyjemność na weekendy. Polecam osobom doceniającym piękno i prostotę zdrowej kuchni.

Ocena: 8/10
Wydawca: Buchmann
Premiera: 26.08.15
Strony: 250

czwartek, 8 października 2015

Marcin Kołodziejczyk "B. Opowieści z planety prowincja"

Jestem z Polski B i nie zawaham się tego użyć. Swoją porcję prowincjonalnych absurdów i dramatów miałam okazję obserwować przez niemal dwie dekady, dorastając w małym miasteczku. Postanowiłam porównać moje doświadczenia z historiami zebranymi przez Marcina Kołodziejczyka.


Życie ludzi z zapomnianych przez świat mieścin, jest zupełnie obce wszystkim mieszczuchom, chyba, że udało im się w pewnym momencie wyrwać "w świat", jak bohaterom tekstu zatytułowanego Szczurek. Ale na obczyźnie nie zawsze jest lepiej, a powroty do kraju okazują się bardzo bolesne. W małym mieście żyje się ciężko, ale to przecież nie znaczy, że należy się poddawać. W "B" ludzie jakoś starają się wiązać koniec z końcem, dążą do spełnienia marzeń, radzić sobie z problemami.

U Kołodziejczyka dzieje się dużo, bo każda opowieść jest zupełnie inna od poprzedniej. Jest starszy pan podszywający się pod seksbombę, obowiązkowo pojawia się nieszczęśliwie zakochany samobójca, znikająca dziewczyna z fabryki, o której opowiada inżynier koneser alkoholu. Szokuje kłótliwy sąsiad i jego mrożony kot, dziwią odszkodowania od Niemców i zniesmacza typowo polska zazdrość o to, że ktoś inny ma lepiej.

Wszystkie historie na pierwszy rzut oka niczym nie zachwycają i nie poruszają. Nie wyróżniają się na tle innych książek o polskiej szarej rzeczywistości. Są boleśnie przeciętne i o to właśnie chodziło autorowi, żeby pokazać to, nad czym przechodzimy obojętnie i bez refleksji. Nie jestem do końca pewna, czy odpowiada mi narracja, jaką stosuje w swoich opowieścio-reportażach Kołodziejczyk. Jest trochę chaotycznie, nie zawsze jasno, ale mimo wszystko - chwyta za serce. A to najbardziej liczy się w dobrej literaturze faktu.

Ocena: 7/10
Wydawca: Wielka Litera
Premiera: 13.02.13
Strony: 192

wtorek, 6 października 2015

Wrześniowe podsumowanie książkowe

No i po wrześniu. Ubiegły miesiąc dosłownie przepłynął mi między palcami, nawet nie zauważyłam, kiedy się skończył. Urlop i ostatnie zaliczenia na studiach pochłonęły ponad dwa tygodnie. Reszta gdzieś zniknęła, więc pozostało mi tylko podsumować ten czytelniczy czas.

 

1. Marc Pastor - Cienie Barcelony (304)
2. Kate Atkinson - Kiedy nadejdą dobre wieści? (432)
3. Szymon Kubicki - Facet i kuchnia. Smacznie, kreatywnie i bez glutenu (320)
4. Hanna Krall - Na wschód od Arbatu (128)
5. Sue Monk Kidd - Opactwo świętego grzechu (344)
6. Chimamanda Ngozi Adichie - Fioletowy hibiskus (307)
 
Razem: 1835 stron
 
Muszę się przyznać, że bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie twórczość Atkinson, z którą odpoczywałam na urlopie. Nie spodziewałam się, że taka literatura przypadnie mi do gustu, a tu miła niespodzianka - mam ochotę na więcej. Zdecydowanie źle wspominam trzecie podejście do prozy Kidd; oby to było jednorazowe potknięcie w jej karierze pisarskiej. Zdążyłam zatęsknić już za literaturą faktu, której w ubiegłym miesiącu zabrakło na blogu. Na szczęście Hanna Krall swoimi tekstami potrafi wynagrodzić mi wszelkie braki.
 
Z radością dzielę się z Wam informacją o nawiązanych we wrześniu współpracach z wydawnictwami Dowody na Istnienie i Marginesy. Moje plany okołoczytelnicze na październik obejmują spotkania z Łukaszem Orbitowskim (już jutro) i Grzegorzem Szymanikiem (22 października). Do tego dużo nowości, na które czekam z niecierpliwością. Już złożyłam pierwsze zamówienia w ulubionych księgarniach i niedługo powinnam dostać wielgachne przesyłki pełne nie tylko październikowych premier.

niedziela, 4 października 2015

Chimamanda Ngozi Adichie "Fioletowy hibiskus"

Chimamandę Ngozi Adichie uznaje się za jedną z bardziej utalentowanych nigeryjskich pisarek młodego pokolenia. Swój czas dzieli między Nigerię a Stany Zjednoczone, gdzie uczy kreatywnego pisania. "Fioletowy hibiskus" to jej debiutancka powieść, którą dokończyłam prawie rok po tym, jak pierwszy raz do niej zajrzałam.


Piętnastoletnia Kambili mieszka w pięknym domu z rodzicami i dwa lata starszym bratem imieniem Jaja. Uczy się w najlepszej szkole w mieście, ma swojego szofera, nie martwią jej braki żywności i prądu, które dotykają większość kraju. Z ojcem tyranem i religijnym ortodoksem łączy ją relacja oparta na strachu. U podstaw miłości, szacunku i posłuszeństwa stoi obawa przed przemocą domową. W domu rodziny Achike ojciec sprawuje niepodzielne rządy. Jego żona nie śmie mu się sprzeciwić, sama niejednokrotnie pada ofiarą porywczego Eugena. Życie dzieci planowane jest co do minuty, aby nie marnowały cennego czasu na aktywności inne niż nauka, modlitwa czy rodzinne czytanie wartościowej prasy.

Adichie stworzyła historię rodziny, która rozpada się od środka, pod pozorem idealności skrywa liczne problemy. Domownicy przypominają aktorów, którzy zaledwie odgrywają narzucone im przez ojca Kambili role. Cała trójka żyje w kłamstwie, za każdym razem rozgrzeszając swego oprawcę. Taki stan utrzymuje się, dopóki Kambili i Jaja nie spędzą kilku dni u siostry ojca, kobiety zupełnie innej niż Eugene. Ifeoma uczy ich, że życie rodzinne nie musi być wypełnione bezustannym strachem.

Kiedy głównym bohaterem staje się dziecko i czytelnik mimowolnie przybiera jego perspektywę, dostrzega, jak słabe i bezbronne jest w obliczu zagrażającego mu rodzica. Uzależnienie od oprawcy jest silne - towarzyszy jej od samego początku, w przeciwieństwie do relacji łączącej ojca i matkę Kambili. Ciche porozumienie między ofiarami to jedyna, a ostatecznie najskuteczniejsza broń przeciwko brutalnemu Eugenowi. W historii przeraża najbardziej niesamowity wpływ ojca na dziecko - dziewczyna nawet w myślach nie potrafi myśleć o nim źle, obawiając się natychmiastowej kary.

Język Adichie jest tak lekki i jednocześnie piękny, że trudno oderwać się od opowieści o dorastaniu i przemianie Kambili w niezależną kobietę. Ciężka droga, jaką przebywają razem z matką i bratem naznaczona jest cierpieniem, wymaga podjęcia wielu bolesnych decyzji, nie bez konsekwencji dla wszystkich bohaterów. Bardzo dobra, choć trudna lektura.

Ocena: 8/10

Wydawca: Harper Perennial (w Polsce - Zysk i S-ka)
Premiera: 2008
Strony: 307

piątek, 2 października 2015

Petr Měrka "Jestem egzaltowaną lentilką"

Październik rozpoczynam niesamowitą lekturą. Wszystko jest w niej niezwykłe, od rozczulającego tytułu, przez przepiękny przyciągający oko projekt okładki, po przyprawiającą o wielokrotne omdlenia umysłowe treść. Inna niż wszystko, co dotychczas czytałam, a przy tym  - mam takie wrażenie - dobrze wpisuje się w tematykę serii Stehlík, tworzonej przez Mariusza Szczygła.


W zbiorze kilkudziesięciu luźno powiązanych ze sobą surrealistycznych opowiadań, jednym z głównych bohaterów jest sam autor. Jest rok 2033, Měrka oraz inne postaci wegetują w świecie wypaczonych zasad, gdzie niepotrzebne dzieci sprzedaje się, z mięsa bezdomnych produkuje się karme dla zwierzat domowych. U szczytu władz bogaci rządzą żelazną pięścią, zamykając niższe klasy społeczne w obozach koncentracyjnych, a eugenika kwitnie jak za czasów Hitlera.

Autor czerpie z orwellowskiej rzeczywistości pełnymi garściami. Bezrobotni chodzą do Urzędu Niezatrudnienia, sprawy dzieci załatwia się Urzędzie Bezpieki. Za przysługi sprzedaje się ciało, ratunkiem od śmierci jest praca pisarza. Rodzice wykorzystują dzieci seksualnie, a perwersja postrzegana jest jako coś normalnego. Wartość człowieka jest tak niska, że zabicie go nie jest niczym złym ani szokującym. Zło wychodzi na pierwszy plan, a wszystkie piętnowane w naszym społeczeństwie zachowania u Měrki stają się normą.

Wulgarny język, wszechobecna przemoc, bezpruderyjny seks i serwowane do śniadania używki - wszystko składa się na ten niewielki objętościowo zbiór. Nieskrępowana konwenansami wyobraźnia autora i niezwykła umiejętność obserwacji świata czynią te króciutkie opowiadania wyjątkowymi.   Měrka nie boi się poruszać drażniących tematów, wręcz prowokuje swoimi przemyśleniami, które obnażają ludzkie zepsucie, ostrzegając przed nieuniknionym upadkiem obyczajowości naszej cywilizacji.

Napisać o tej książce, że jest obrzydliwa, to niedopowiedzenie. "Lentilka" jest dla mnie lekturą tak odpychającą, że aż fascynującą. Czytelnik dostaje do ręki zbiór tekstów tak bardzo prawdziwych i odważnych, że nie każdy będzie w stanie je zaakceptować. Stąd okładkowe ostrzeżenie o treściach z gatunku drażniących, którymi Měrka bogato doprawił opowieść o świecie, który wkrótce może stać się naszą rzeczywistością. Ta książka na długo do mnie przylgnie, tym bardziej, że cała poznaczona jest karteczkami indeksującymi; już dawno nie zaznaczyłam tylu ciekawych cytatów w fikcji literackiej. Szczerze polecam.

Ocena: 8/10

Wydawca: Dowody na Istnienie
Premiera: 8.09.15
Strony: 152