środa, 30 września 2015

Sue Monk Kidd "Opactwo świętego grzechu"

Wspaniała Sue Monk Kidd podbiła moje czytelnicze serce swoją wrażliwością na tematy delikatne i niezwykle często pomijane przez społeczeństwo. Jej pierwsza powieść "Sekretne życie pszczół" opowiadała o walce z dyskryminacją i segregacją rasową w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Najnowsze, wydane w ubiegłym roku "Czarne skrzydła" to historia ruchów abolicjonistycznych schyłku dziewiętnastego wieku. Traktująca o współczesności powieść "Opactwo świętego grzechu" właśnie doczekała się nowego, zdecydowanie ładniejszego wydania. Co znajdziemy w środku?


Jessie, artystka ze sporym stażem jako żona oraz matka, przechodzi kryzys wieku średniego. Tak często kojarzony z mężczyznami, wyśmiewany i potępiany gdy objawia się niewiernością, przytrafia się własnie kobiecie. Tęsknota za córką, która opuściła rodzinny dom, wypalenie zawodowe, znużenie wieloletnim małżeństwem z Hugh - wszystko to sprawia, że główna bohaterka nie czuje się już szczęśliwa. Ze stanu odrętwienia wyrywa ją niespodziewany telefon z wyspy, na której dorastała. Jessie wraca tam z niechęcią, by zająć się skłóconą z nią matką. Przeszłość dogania kobietę tam, skąd z wielką ulgą uciekła lata wcześniej. Tajemnica śmierci ojca nie daje jej spokoju, a chęć do życia budzi w niej miłość, która nie powinna była narodzić się między mężatką a zakonnikiem.

Główna bohaterka zupełnie nie wzbudziła we mnie pozytywnych uczuć, nawet wtedy, gdy wykazywała się ogromną inteligencją i niezwykłą intuicją. Przez większość akcji Jessie była dla mnie mało rozgarniętą i nudnawą kobietą, która przez znaczną część życia sama siebie ograniczała. Gdy w końcu postanowiła zażyć wolności, wbiła przysłowiowy nóż w serce człowieka, który zrobiłby dla niej wszystko. Z całej historii najbardziej spodobało mi się zakończenie, jednak nie wypada mi go zdradzać. Powiem tylko, że było bardzo dobre i naprawdę potrzebne, by choć trochę zatrzeć niemiłe uczucia utrzymujące się podczas lektury wcześniejszych rozdziałów. 

Mam też wiele zastrzeżeń nie tylko do płytkich i mało ciekawych postaci, ale do samego stylu autorki. Odniosłam wrażenie, że tę książkę napisała na śpiąco, jakby jej niesamowity talent nagle się ulotnił. Brakowało mi tego polotu, który charakteryzował jej debiutancką powieść, a dziwny zlepek wątków religijnych i obyczajowych  (a nawet erotycznych) działał na mnie odpychająco, za każdym razem, gdy sięgałam po "Opactwo świętego grzechu". Dużo lepiej czytałoby mi się książkę łączącą w sobie tematy kreolskiej kultury z typowo celtyckimi tradycjami, które właściwie zostały ledwie muśnięte przez Sue Monk Kidd.

Już dawno nie oceniłam tak negatywnie żadnej książki. Niska nota wynika raczej z rozczarowania faktem, że moje oczekiwania nie zostały spełnione. Kidd zdążyła już przyzwyczaić mnie do powieści na innym poziomie. Pozostałe jej historie były wyjątkowe, a sposób ich przedstawienia wyróżniał prozę autorki na tle innych książek o podobnej tematyce. Tym razem dostałam do ręki ckliwe romansidło, którego zupełnie się nie spodziewałam. Jeśli mam być szczera, wolałabym, żeby pisarka nie angażowała się tak bardzo emocjonalnie w poruszane tematy, próbując przemycić między wierszami osobiste odniesienia, które sugeruje opis z tyłu książki.

Oby "Opactwo świętego grzechu" okazało się jednorazowym potknięciem w karierze Sue Monk Kidd. Pozostaje mi teraz tylko czekać na kolejne książki, którymi autorka udowodni mi, że nie na darmo uznałam ją za jedną z lepszych twórczyń literatury lżejszego kalibru. Wielce żałuję, że tym razem nie czuję się usatysfakcjonowana lekturą. Może następnym razem będzie lepiej. 

Ocena: 5/10

Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Premiera: 8.10.15
Strony: 344

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz