sobota, 5 września 2015

Sierpniowe podsumowanie książkowe

Za oknem słońce, ale temperatura wskazywana przez mój kuchenny termometr sugeruje nieubłagany koniec lata. Sierpień (a było to jakieś 20 stopni Celsjusza temu) upłynął mi pod znakiem odsuwania od siebie ważnych spraw i planowania wrześniowego urlopu, który właśnie zaczęłam. Znalazłam oczywiście czas na czytanie oraz na literackie wycieczki śladami przeszłości. Choć do końca bieżącego miesiąca zostało jeszcze dużo czasu, ja już intensywnie myślę o październiku.


1. Swietłana Aleksijewicz - Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości (288)
2. Maryla Szymiczkowa - Tajemnica domu Helclców (288)
3. Daisy Waugh - Na Hester Street topnieje śnieg (448)
4. Buchi Emecheta - The Joys of Motherhood (224)
5. Emma Hooper - Etta, Otto, Russell i James (352)
6. Hubert Klimko-Dobrzaniecki - Preparator (232)

Razem: 1832 strony, czyli wynik dosyć marny. Bywało lepiej, ale chyba trochę się ostatnio rozleniwiłam. 

Tym razem wyjątkowo nie spotkały mnie żadne czytelnicze rozczarowania, wręcz nie obyło się bez niespodzianek. Polubiłam się znów z literaturą bardziej obyczajową, choć miesiąc otworzyły i zakończyły książki traktujące o dosyć trudnych tematach. Nawiązałam także trzy ciekawe współprace z wydawcami, czego owocem będą pojawiające się częstsze recenzje tytułów z Czarnej Owcy, Od Deski do Deski oraz W.A.B.u.


W ostatni sierpniowy weekend wybrałam się na wycieczkę, którą w ogromnym skrócie obrazuje powyższe zdjęcie. Dokładna relacja u Natalii na blogu Kronika kota nakręcacza. Zwiedzanie tego, co pozostało po Miedziance oraz oglądanie książki w wersji teatralnej było naszym głównym celem wyjazdu na Dolny Śląsk. Wzięłyśmy również udział w zaplanowanym spotkaniu z Filipem Springerem. W wolnych chwilach rozkoszowałyśmy się smakiem bezalkoholowego piwa o wdzięcznej nazwie Cycuch Jabłkowy. 

I tak minęły całe wakacje, a przed nami kolejne czytelnicze wyzwania, niekończące się listy premier i - mam nadzieję - sporo spotkań autorskich. Oby pogoda dopisała - nic nie komponuje się z książkową okładką lepiej niż jesienne liście. Czas wyjąć z szafek kuchennych herbaty z cynamonem i kardamonem, zawinąć zmarznięte stópki w koc i czytać, czytać, czytać.. 

8 komentarzy:

  1. Dobre wieści na koniec lata! W.A.B. i Czarna Owca to wydawcy wielu moich ulubionych książek :-) Jesienne liście to dobra sceneria do czytania, fakt. Lubię też biały śnieg po kolana (za oknem) i kolejny spadający z góry. A przy oknie, na fotelu, w cieple, z książką - ja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śnieg - tak, ale kiedy oglądam go z ciepłego kącika z dala od okna! :)

      Usuń
  2. Chociaż z końcem lata zawsze nieubłaganie dopada mnie jakaś nostalgia i poczucie, że dolce far niente już się skończyło, muszę przyznać, że ostatni akapit Twojego wpisu podnosi mnie trochę na duchu. Bo faktycznie jesienne czytanie nie ma sobie równych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że jesień ma też swoje plusy - inaczej wszyscy powpadalibyśmy w czytelniczą depresję :)

      Usuń
  3. Czarnobylską modlitwę na liście mam. Ale na niej z kolei tyle książek, że nie wiem, czy to w ogóle coś znaczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę wizyty w Miedziance! Niedawno skończyłam "13 pięter" Springera i jakoś nie mogę się zdecydować czy już łapać "Miedziankę" czy chwilę poczekać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tak z czytaniem Aleksijewicz i to samo radzę Ci zrobić ze Springerem - dawkuj sobie przyjemność. U mnie "13 pięter" czeka aż wrócę z urlopu :)

      Usuń