poniedziałek, 14 września 2015

Marc Pastor "Cienie Barcelony"

Przez ostatni tydzień niekoniecznie "czytałam, czytałam, czytałam", jak obiecywałam w poprzednim wpisie. Tak się złożyło, że więcej pisałam o książkach, zamiast je pochłaniać. Na szczęście to już za mną i z ulgą wracam do mojej ulubionej formy obcowania z lekturą. Udało mi się przedwczoraj dokończyć książkę, na którą dosłownie się rzuciłam, gdy do mnie dotarła. Rozdarłam kopertę, niczym jakiś potwór, i zasiadłam do czytania. A teraz trochę o niej opowiem, bo jest o czym.


W "Cieniach Barcelony" czytelnik znajdzie wszystko, czego potrzeba w dobrym kryminale. Jest mocno doświadczony przez życie detektyw oraz jego równie barwny partner. Naturalnie obecny jest też poszukiwany zbrodniarz, a konkretniej potwornie zła kobieta, nazywana "wampirzycą z ulicy Pontent". Nie ma ciał, choć bohaterowie wyraźnie odczuwają brak ofiar, w tym przypadku dzieci. Potrzebny jest też irytujący przełożony, który bagatelizuje i zamiata sprawę pod dywan, ponieważ matkami zaginionych są często prostytutki. To jeszcze bardziej motywuje do działania korzystającego z ich usług Moisésa Corvo.

Najważniejszy cichy bohater tej historii to Śmierć, częściowy narrator, niewidzialny komentator wydarzeń, ujawniający się pozostałym postaciom w różnych odsłonach. Odkąd dawno temu przeczytałam fenomenalną książkę Markusa Zusaka z kostuchową narracją, marzyłam o podobnym tytule. Ciekawym rozwiązaniem okazało się równoległe prowadzenie opowieści z dwóch perspektyw - z punktu widzenia detektywa i morderczyni, których drogi z biegiem czasu się krzyżują. Smaczku całości dodaje również fakt, że książka oparta jest na faktycznych wydarzeniach, które miały miejsce na początku ubiegłego wieku w Barcelonie.

Nawet jeśli cała historia, a konkretnie sposób jej opowiedzenia, nie do końca spełniły moje oczekiwania, to zakończenie wynagrodziło mi wszelkie wcześniejsze braki. Można było się go spodziewać, to prawda, ale świetnie dopełniło całości. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie mocniejszego zwieńczenia tej powieści. Jak już kiedyś pisałam, nie ma lepszych historii niż te prawdziwe. Autor "Cieni Barcelony" udowodnił, że takie tematy wcale nie ograniczają wyobraźni pisarza, dodając od siebie postać kostuchy. To świetne posunięcie sprawiło, że proza Marca Pastora na długo zapadnie mi w pamięć.

Ocena: 6/10

Wydawca: Czarna Owca
Premiera: 26.08.15
Strony: 304

2 komentarze:

  1. Czuję się zaintrygowana. Barcelona ma chyba szczęście do niezłych kryminalnych intryg - bardzo często jest tłem ciekawych powieści. Oprócz "Jaśnie pana", przypominam sobie kilka książek Mendozy z tym miastem w tle. No i "Cień wiatru" Zafona, który kilka lat temu przeczytałam nie bez pewnej przyjemności. Czarna Owca wydaje interesujące pozycje, no i to zakończenie, o którym piszesz skutecznie rozbudza apetyt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie te tytuły jeszcze przede mną; mam spore zaległości w kryminałach, choć najbardxisj kusi mnie właśnie "Jaśnie Pan". :)

      Usuń