czwartek, 3 września 2015

Hubert Klimko-Dobrzaniecki "Preparator"

Moje chwilowe oddalenie od literatury faktu trwa w najlepsze. Tym razem postanowiłam jednak jedną nogą wrócić do rzeczywistości i zabrać się za powieści fabularyzowane oparte na prawdziwych historiach. Nowe, świetnie zapowiadające się wydawnictwo Od Deski Do Deski przygotowało serię Na F/aktach, skupioną na historiach głośnych zbrodni popełnionych na przestrzeni ostatnich dekad. Zaczęłam od "Preparatora", którego pierwowzór - jak i książkowy odpowiednik - mieszkał w Łodzi, "moim" mieście.


Bezimienny, anonimowy, przeciętny do bólu - taki jest tytułowy preparator. Ma rodziców, młodszą o trzy lata siostrę, żonę i trójkę dzieci. Daty poszczególnych wydarzeń z życia podaje raczej ogólnie, nie skupia się też zbytnio na opisach miejsc. Dokładnie nakreśla jednak swemu rozmówcy (dziennikarzowi) wielowymiarowe tło, ukazując skomplikowaną siatkę wpływów bliskich mu ludzi na jego życie.

Wspomnienia głównego bohatera przyjmują formę swoistej spowiedzi, opowieści o genezie zła w najczystszej postaci. Potwór w tym człowieku wykluwa się powoli, pod wpływem różnych czynników, m.in. z braku rodzicielskiej miłości, z powodu dojmującego uczucia wyobcowania i samotności w wielkim mieście, jako konsekwencja bezustannego odczuwania niesprawiedliwości ze strony matki. Liczne dygresje pozwalają czytelnikowi w pewnym sensie oswoić się z głównym bohaterem, poznać go od ludzkiej strony; kontrowersyjne poglądy przeplatają się tu z bardzo osobistymi wyznaniami.

"Preparator"rozczaruje na pewno każdego, kto liczył na historię kryminalną, opisy morderstw i szokujące wyznania. Tych ostatnich w zasadzie trochę się pojawia, ale poraża bardziej nie sam fakt, a sposób w jaki główny bohater o nich mówi. Z jego opowieści bije niesamowity spokój. Ewidentny, przebijający się przez monolog brak emocji daje czytelnikowi do zrozumienia, że ma do czynienia z osobowością psychopatyczną. Główny bohater swoimi słowami wprawi niejedną osobę w osłupienie; jego zawód to wystarczający powód, by czytelnik zaczął odczuwać dyskomfort obcując z fikcyjną postacią. Cała otoczka, wszystkie czynniki wpływające na charakter preparatora bezlitośnie wciskają się do ludzkiego umysłu, mącąc spokój, burząc równowagę.

Na myśl o tej książce nadal przechodzą mnie ciarki. Wyobrażam sobie, że ktoś taki chodził kiedyś po moim mieście i zaczynam bać się śmierci. Jednocześnie - jak to bywa z podobnymi tematami - kusi mnie niezmiernie sprawdzenie, jak wielki wpływ na przedstawioną przez autora fikcję miały autentyczne wydarzenia. Seria Na F/aktach rozpoczęła się niezwykle obiecująco i pozostaje mi tylko żywić nadzieję na kolejne, równie dobrze napisane publikacje.

Ocena: 8/10

Wydawca: Od Deski Do Deski
Premiera 30.03.15
Strony: 232

4 komentarze:

  1. Moje odczucia po lekturze "Preparatora" były bardzo podobne do Twoich. Na początku spodziewałam się kryminału, opisu zbrodni, śledztwa. A tu zupełnie coś innego - ale w żadnym stopniu nie gorszego. Ten spokój, o którym mówisz, rzeczywiście bije z książki i szokuje, bo nie takiego nastroju zwykle oczekuje się od opowieści o zwyrodnialcu. Chociaż czy właściwie można nazwać Preparatora zwyrodnialcem?
    "Preparator" to taka ksiązka, po której trzeba zrobić sobie przerwę, pomyśleć i "przetrawić". Teraz zaczęłam kolejną książkę tego samego wydawnictwa, "Inną duszę". Zapowiada się równie dobrze, jeśli nawet nie lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to ja się nie spodziewałam aż tak mocno kryminalnej powieści, więc w sumie za bardzo mnie nie zaskoczyło to, co otrzymałam. Ale to prawda, że po "Preparatorze" przyda się odpoczynek - mocno siada na psychice.

      Usuń
    2. Ja trochę nierozważnie sięgnęłam po lekturze "Preparatora" po "Łódź", spodziewając się właśnie czegoś lżejszego. A tu klops, znów tematy, przez które czuję, jakby słoń usiadł mi na głowę. ;)

      Usuń
    3. Chyba dlatego przez ostatni tygodnie tak pochłaniałam lekkie czytanki. Moja kochana literatura faktu mnie nieco pogniotła emocjonalnie. :)

      Usuń