czwartek, 6 sierpnia 2015

Swietłana Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości"

Drugie podejście do reportaży Aleksijewicz, tak bardzo wyczekiwane, okazało się bardzo owocne i udane. Teraz nie mam wątpliwości, że będę chciała więcej. Reportaże Białorusinki wciągają i uzależniają. Kto pokocha nieco refleksyjny i mocno nostalgiczny klimat jej książek, ten nigdy nie zdoła się od niej uwolnić.


Awaria elektrowni jądrowej w Czarnobylu wstrząsnęła światem. Europa, Azja, Ameryka drżały na myśl o śmiercionośnym promieniowaniu, które w błyskawicznym tempie zawędrowało w najodleglejsze zakątki świata. Ta katastrofa przeraziła wszystkich, tylko nie władze radzieckie. Te z pełnym rozmysłem, beztrosko, a raczej nieodpowiedzialnie posłały na skażone tereny setki ochotników, którzy mieli za zadanie oczyszczać elektrownię i okoliczne miejscowości. 

Całej operacji towarzyszyła aura tajemniczości, mało mówiło się o faktycznych zagrożeniach, ważniejsze było utrzymanie wizerunku niezwyciężonej potęgi. W mniejszości byli ci, którzy starali się zachować rozsądek, mieli na uwadze zdrowie ludzi przebywających w sąsiedztwie skażonych okolic. Im zamykano usta groźbami utraty pracy, usunięcia z partii.

Białoruś ucierpiała najbardziej; mogła tylko bezsilnie przypatrywać się krążącej w powietrzu, osiadającej na jedzeniu i odzieży, wczepiającej się w futro pupili niewidzialnej śmierci. Niemal dwadzieścia lat zajęło autorce spisanie historii naocznych świadków tych tragicznych wydarzeń, których konsekwencje ciągną się za całym narodem do dziś i odbiją się również na przyszłych pokoleniach. Opowiadają o życiu, stracie, miłości mimo wszystko, cierpieniu swoim i najbliższych, okrutnej śmierci na którą skazały ich absurdalne decyzje polityków.

W "Czarnobylskiej modlitwie" dominują głosy ludzi oddanych Związkowi Radzieckiemu, podążających z zamkniętymi oczami za głosem przywódców, niekwestionujących nawet najbardziej bezsensownych i nielogicznych rozkazów. Bohaterów opowieści o katastrofie czarnobylskiej łączy fakt, że nie zastanawiali się dwa razy zanim coś zrobili, po prostu wykonywali swoją pracę - najlepiej jak potrafili. Do czego to posłuszeństwo ich doprowadziło, dowiecie się z ich druzgoczących relacji z zapomnianego przez świat regionu. 

Spotkałam się z opiniami czytelników twierdzących, że książki Swietłany Aleksijewicz zlewają się w jedno, każda traktuje mniej więcej o tym samym. Ciężko rozróżnić treść poszczególnych tytułów, wiele kwestii się powiela, wiele opowieści brzmi tak samo, więcej tam podobieństw niż różnic i właściwie po co pisać ciągle o tym samym? Ja widzę co trochę inaczej; Aleksijewicz ukazuje różne oblicza homo sovieticusa, człowieka radzieckiego, niezwykle oddanego swej ojczyźnie. To motyw przewodni wszystkich jej książek.

Takie reportaże warto czytać nie dlatego, że są nagradzane i cenione przez miliony czytelników. W książkach Aleksijewicz pojawiają się ludzie, których nikt inny wysłuchać nie chce. Kontakt ze skażonym środowiskiem skazuje likwidatorów, wysiedlonych i dziesiątki innych osób na żywot w samotności, w odosobnieniu, z dala od zdrowych osób, które panicznie boją się radioaktywnej zarazy. Jedni uznają ich za naiwnych, inni traktują jak bohaterów. Prawie nikt nie rozumie czerwonego człowieka, a co dopiero tego, który modli się po czarnobylsku. Jednak prawa do głosu odebrać im nie można. A my nie powinniśmy odbierać sobie prawa do wysłuchania ich - ku przestrodze.

Ocena: 8/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 7.05.12
Strony: 288

4 komentarze:

  1. Tematyka książki bardzo mnie ciekawi, więc nie wyobrażam sobie, że mogłabym tę książkę pominąć. Przeczytam na pewno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy. Aleksijewicz jest wyjątkową pisarką.

      Usuń
  2. Człowiek, człowiek jest najważniejszy i przez to takie świadectwa są cenne. I interesujące przy okazji. Zapisuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jak! Szkoda, że takich książek jest ciągle niewiele..

      Usuń