czwartek, 16 lipca 2015

Aleksandra Łojek "Belfast. 99 ścian pokoju"

Jeżeli czytaliście "Angoli" Ewy Winnickiej, to z pewnością pamiętacie Olę z Belfastu, która opowiadała o swoim życiu w Irlandii Północnej. Niecały rok później już jako Aleksandra Łojek wydała reportaż, który rozwija wiele istotnych kwestii opisanych w tamtym krótkim, ale jakże ciekawym rozdziale. Jestem pod ogromnym wrażeniem również tej publikacji.


W Belfaście niemal sto tzw. ścian pokoju ma za zadanie studzić zapał oddanych sprawie Brytyjczyków i Irlandczyków. Ci pierwsi to zwykle potomkowie Szkotów lub Anglików, protestanci, lojaliści i unioniści, oddani Królowej i opowiadający się za przynależnością do Zjednoczonego Królestwa. Ci drudzy to najczęściej katolicy i republikanie, walczący o przyłączenie kraju do Republiki Irlandii i niezależność od znienawidzonych Anglików. Z wyglądu niczym się nie różnią; jedynym, co ich łączy, jest wzajemna niechęć, a w skrajnych przypadkach, o których pisze Łojek - nienawiść. Choć znane całemu światu Kłopoty to już przeszłość, czasy pokoju wcale nie są prostsze. Ludzie wciąż giną, bo podziały trwają w najlepsze.

Rytuał dnia policjanta jest zawsze ten sam (...) przed wyjściem do pracy zawsze zagląda pod auto - czy nie ma tam materiału wybuchowego. s. 81

Gdy czytelnik zagłębia się w świat miasta podzielonego i fizycznie i poglądowo, odkrywa wiele zaskakujących faktów na temat mechanizmów rządzących jego mieszkańcami. Na przykład: kryminaliści i uznawani za terrorystów członkowie organizacji paramilitarnych, wyszli z więzień na mocy porozumienia wielkopiątkowego oficjalnie kończącego konflikt północnoirlandzki. Dziś cieszą się życiem na wolności, zamiatając pod dywan prawdę o swej przeszłości; część z nich jest czołowymi politykami, inni piszą swoje biografie lub występują w filmach. Ale są i tacy, którzy za złe uczynki sprzed lat pragną odpokutować w inny sposób. Pomagają niepokornej młodzieży, wyciągają pomocną dłoń do zbłąkanych równolatków - to im najtrudniej jest odnaleźć się w innej rzeczywistości.

Może gdyby lata temu zaproszono do mojego domu kultury katolików, gdybym mógł wysłuchać, co lubią robić, co lubią jeść, może wtedy nie byłoby we mnie takiej nienawiści? s.53

Aleksandra Łojek pisze przede wszystkim o tych, którzy po Kłopotach wciąż nie potrafią się pozbierać. Z problemami, uzależnieniami, nieciekawą przeszłością, ciągotami do złego, zepchnięci są na margines. Starają się jak mogą, by zmienić życie swoje i innych. Rozmawia zarówno z przedstawicielami lojalistów, jak i republikanów. Nie dzieli ich na złych i dobrych, nie faworyzuje nikogo, ale też nie potępia żadnej ze stron; oddaje im głos po równo. Są więc opowieści mediatorów, paramilitarnych, taksówkarzy i policjantów. A wszyscy oni święcie wierzą, że mają rację, że słusznie walczą z drugą stroną, lub - w przypadku tych ostatnich - starają się nikomu zanadto nie podpaść.

- Jesteś z telewizji? - pyta ośmiolatek, który taszczy potężny kamień. Idzie na zamieszki. (...)
- Nie, piszę książkę o Irlandii Północnej.
- O, super. Napisz, że nazywam się Jimmy McCornick i że idę rzucać kamieniami w policję, a potem w te śmiecie, pieprzonych protestantów - chwali się z dumą.
s. 59

"Belfast" dokumentuje głownie czasy współczesne, choć nie brakuje tam ciekawych historii z przeszłości. Dzięki temu osoby mniej zorientowane w temacie mogą nadrobić braki w wiedzy; całość nie sprawia jednak wrażenia przytłaczającego ilością faktów szkolnego podręcznika. Jest wręcz odwrotnie - wplatane w rozmowy z ofiarami i oprawcami z czasów Kłopotów rozdziały dotyczące m.in. brutalnych Rzeźników z Shankill, tworzą spójną i przyjemną (!) w odbiorze całość. Brzmi to dziwnie, ale tak jest - Aleksandrze Łojek w niezwykły sposób udało się połączyć lekkość stylu z ciężkością tematu. Powstał reportaż idealny, porywający czytelnika, przejmujący i prawdziwy, a do tego na wysokim poziomie.


Ocena: 10/10
Wydawca: Czarne
Premiera: 1.07.15
Strony: 184

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz