poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Karolina Domagalska "Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro"

Są takie tematy, od których nie sposób się oderwać. Wzruszają, szokują i wywołują burzliwe dyskusje w wielu środowiskach. In vitro od lat dzieli kraje i ich obywateli na tych przeciw i tych za; niezmiennie w tle lub w centrum kręci się polityka i religia. Zwykle najwięcej do powiedzenia mają ci, których temat nie dotyczy. A co mówią sami zainteresowani? Czym in vitro jest dla rodziców, a czym dla ich dzieci?



Marzenia o dziecku bywają tak silne, że nie dają zasnąć w nocy. W pewnym momencie całe życie zaczyna kręcić się dookoła tematu powiększenia rodziny - zarówno tradycyjnej, jak i tej nowoczesnej. Bo potomka pragną tak samo mocno solo matki, pary hetero- i homoseksualne. Tym, którzy z jakiegoś powodu nie mogą doczekać się biologicznego potomstwa, z pomocą przychodzi medycyna. Najczęściej przyszli rodzice korzystają z gamet nieznanych dawców, choć popularne jest również dawstwo wewnątrzrodzinne, dzięki któremu udaje się zachować u potomka choć część genów danego rodzica. Niekiedy konieczna okazuje się pomoc surogatki, zwanej także matką ciążową.

Jedno jest pewne: "rodzina" to przestarzałe słowo, musimy szukać innego. s. 28

Autorka "Nie przeproszę, że urodziłam" przemierza świat, poszukując rodzin, których nie byłoby bez in vitro. Przedstawia ich poruszające historie - zwykle z dobrym zakończeniem, ukazując przy okazji istotne kwestie związane z leczeniem niepłodności. Zagląda do klinik pomagających zrealizować ludziom marzenia o dziecku, pojawia się w bankach spermy, przychodzi do laboratoriów i sal szpitalnych.

Domagalska przybliża czytelnikowi zabiegi od strony prawnej i etycznej, porównując przepisy wybranych krajów skandynawskich, Stanów Zjednoczonych, Izraela, Ukrainy i oczywiście Polski. Na pierwszy plan wysuwa się wzruszająca historia Agnieszki w pięciu odsłonach. Pomiędzy, wcześniej wspomniane przykłady z całego świata i garść krótszych historii z naszego podwórka, po którym in vitro wciąż dopiero raczkuje. Całość okraszona jest fascynującą historią embriologii. 

Autorka z niezwykłym taktem i szacunkiem zagląda w życie anonimowych ludzi, wysłuchując najintymniejszych zwierzeń, spisując wspomnienia, marzenia i obawy, śledząc losy walczących o szczęście kobiet i mężczyzn. Z jednej strony to opowieść o wyczekiwanej latami, okupionej bólem, łzami i problemami psychicznymi walce o upragnioną ciążę, zakończona przyjściem na świat wymarzonego potomka. Z drugiej to opis słodko-gorzkiej rzeczywistości dorastających lub dorosłych już dzieci spłodzonych dzięki nasieniu nieznanego dawcy, które całe życie spędzają usiłując zapełnić tożsamościową pustkę wynikającą z nieznajomości własnych korzeni. 

Gdzieś na świecie mam z setkę, a może i więcej przyrodniego rodzeństwa. Wiesz, co czuję? Że to niesprawiedliwe. Ja o to nie prosiłam. (...) Nie prosiłam o to, żeby być rodzeństwem setki nieznajomych ludzi, nie prosiłam o to, by nie wiedzieć, kto jest moim biologicznym ojcem, nie móc się  nim skontaktować (...). s. 60
 Ludzie myślą, że dzieci to białe kartki, a rodzice zapisują na nich nowe dane. Tak nie jest. s. 64

Jest w tym reportażu i miejsce dla trzeciej strony medalu: dawców gamet oraz surogatek. Mówią o tym, jak trudne było dla nich podjęcie decyzji o oddaniu części siebie obcym ludziom i co oznacza to dla ich życia prywatnego, jak na ich wybory reagują najbliżsi. Częstym powodem dawstwa okazuje się brak pieniędzy czy chęć dorobienia do niskich dochodów. Domagalska spotyka się także z dawcami, którymi kierują szlachetne pobudki.

Jestem też dawcą krwi i organów w razie śmierci. Spermę traktuję na tej samej zasadzie. s. 44

W teorii in vitro ma służyć i pomagać ludzkości dotkniętej problemami z płodnością, jednak dopiero teraz powoli zaczynają wychodzić na światło dzienne kwestie, które kiedyś nie były raczej brane pod uwagę przez przyszłych rodziców. Medycyna najpierw pomaga w walce o potomka, który później sam zmaga się ze swoim dziedzictwem. Miłość do tego, kto wychowuje jest bowiem równie silna, jak ciekawość własnego pochodzenia. Polecam.

Ocena: 9/10

Wydawca: Czarne
Premera: 18.02.15
Strony: 208

2 komentarze:

  1. Ostatnimi czasy pokochałam literaturę faktu. Dopiero robię rozeznanie w tej materii, więc dzięki za tę recenzję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę książkę naprawdę Ci polecam, zdecydowanie trzeba ją przeczytać :)

      Usuń