poniedziałek, 16 marca 2015

Elisabeth Åsbrink "W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa"

Wystarczyła minuta spędzona z papierową wersją tej książki, aby mojej głowie od razu zaczęły mnożyć się pytania. Co IKEA ma wspólnego z nazizmem? Kim tak naprawdę jest jej założyciel? Co główny bohater reportażu robił w Szwecji i jak znalazł się w tym kraju? Jak Otto zaskarbił sobie przyjaźń Ingvara? Wobec takiego natłoku myśli, nie mogłam zrobić nic innego, jak tylko chwycić za czytnik i zaczytać się w prywatnej korespondencji wiedeńskich Żydów.


Anszlus zmienił wszystko. Mieszkający w Austrii od pokoleń Żydzi przestali czuć się w swej ojczyźnie bezpiecznie. Dyskryminowani i źle traktowani przez zwolenników polityki Hitlera starali się odnaleźć spokój w różnych zakątkach świata. Każdy rodzic pragnął przede wszystkim ochronić przed represjami swoje ukochane dzieci. Pepi i Lisl Ullmannowie nie byli wcale inni. Dzięki ich usilnym staraniom nastoletniego Ottona pod swoje skrzydła przyjęła Szwecja, ratując mu tym samym życie. Trudno jednak powiedzieć, że powitała niearyjskiego chłopca z otwartymi ramionami.

Choć kraje skandynawskie od zawsze kojarzono z neutralnością, ich poglądy bliższe były ideologii wyznawanej przez Niemców. Narody nordyckie wierzyły, że są równie czyste co ich niemieckojęzyczni bracia i niechętnie pozwalały ludności wyznania mojżeszowego szukać u siebie schronienia. Za wszelką cenę starały się zamknąć swoje granice dla Żydów, którzy na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych po raz kolejny w historii świata stali się niepożądanym elementem lokalnego krajobrazu - tym razem całej Europy.

Z licznych listów Ullmannów niewiele można dowiedzieć się na temat faktycznej sytuacji Żydów w Wiedniu. Rodzice zawierali w swojej korespondencji do Ottona ciepłe słowa, dodając mu otuchy, głównie prosząc go o częstsze odpowiedzi i dokładniejsze opisy jego codzienności. O swoim życiu nie pisali zbyt szczegółowo; być może woleli nie smucić jedynego dziecka własnymi problemami. Często powtarzane i pusto brzmiące słowa, niewinne kłamstwa, zapewnienia o miłości i tęsknocie - to dziś jedyny ślad istnienia osób, które były autorami listów do Ottona Ullmanna.

Lektura "W Lesie Wiedeńskim.." może okazać się trudna głównie ze względu na częste zaburzanie chronologii przez Elisabeth Åsbrink. Dla mnie największym wyzwaniem okazało się bardzo wolne tempo historii spowodowane przewagą listów (niekiedy nużących powtarzalnością treści) nad wyjaśnieniami i komentarzami autorki. Mimo wszystko, bez tych namacalnych dowodów na istnienie Pepiego i Lisl, książka straciłaby na autentyczności, utraciłaby swoją duszę, w pewnym sensie nie miałaby sensu.

Zapomniana już sztuka pisania tradycyjnych listów - odręcznie lub na maszynie - w książce Åsbrink odżywa na nowo. Autorka, poprzez publikację prywatnej korespondencji Ullmannów, daje zakurzonym kartkom i zapisanym na nich wyblakłym dziś słowom drugie życie i szansę na wieczne istnienie w pamięci milionów czytelników. Zachowuje od zapomnienia historię ludzi, którzy byli niezwykle bliscy Ottonowi. Naziści chcieli zniszczyć Żydów, wymazać fakt ich istnienia z ludzkiej świadomości. Publikacje takie jak ta świadczą o tym, że ich plan się nie powiódł, a wręcz odniósł odwrotny skutek. O tragicznym losie Żydów wciąż się mówi i nie zanosi się na to, by ludzkość kiedykolwiek spuściła na tę kwestię  zasłonę milczenia.

Ocena: 7/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 12.03.2013
Strony: 368

2 komentarze:

  1. Cieszę się, że literatura tego typu w ostatnim czasie ma tak szerokie grono odbiorców :) Bardzo się cieszę, że książka przypadła Ci do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to cieszy, bo w końcu nie chodzi o samą ilość, a o jakość. Lepiej miesiąc podczytywać dobrą literaturę faktu, niż połykać cztery romansidła tygodniowo :)

      Usuń