czwartek, 5 lutego 2015

Jurij Andruchowycz "Diabeł tkwi w serze"

Wśród czytelników utarł się już pogląd, że cienką i krótką książkę najlepiej zaczynać w przerwie między czymś większym. Zwykle łatwo ją skończyć, kiedy mało czasu poświęca się na czytanie w domu. Tym razem po raz kolejny przekonałam się o tym, że nie zawsze tak bywa. Choć prawdą jest, że niewielka czytanka idealnie zmieści się do torby, to najczęściej w głowie nie udaje się na szybko upchnąć aż tylu ważnych myśli.


"Diabeł tkwi w serze" to zbiór esejów pisanych przez Jurija Andruchowycza w pierwszej dekadzie tego wieku i publikowanych w ukraińskiej i polskiej prasie. Teksty te przybierają głównie formę wspomnień i podróżniczych przemyśleń autora, który przede wszystkim skupia się na opisywaniu otaczającej go rzeczywistości. Mimo, że o świecie pisze głównie z perspektywy Ukraińca, to sporo miejsca poświęca również na rozmyślania o dzisiejszym kształcie Europy. Pisze o podziałach będących efektem zjednoczenia pod jedną gwieździstą flagą Unii Europejskiej i o losach przegranych i trochę także ukaranych - tylko za co? - Ukraińców. Choć upragniony Zachodód mają na wyciągnięcie ręki, to granice ich świata wyznaczają nie tylko rzeki, ale przede wszystkim strefa Schengen.

Tytuł nawiązujący do jednego z ostatnich esejów zamieszczonych w książce wydaje się dowcipny i lekki, jednak kolejne rozdziały szybko odkrywają przed czytelnikiem powagę sytuacji. Ser może i jest smaczny, a w krajach anglojęzycznych wykorzystuje się go przy robieniu fotograficznego uśmiechu ("Cheeeeeeese!"), niemniej jednak na widok czającego się w nim diabła nikomu nie jest do śmiechu. Co więcej, każdy sztuczny uśmiech przykrywa tylko nieszczególnie wesoły stan faktyczny. Czyj? Ukrainy i Ukraińców, otoczonych przez niedoścignioną Europę, próbujących - jak na razie bezskutecznie - jak najdalej odsunąć się od wielkiej Rosji, w cieniu której przyszło im żyć.

Mimo lekkiego stylu autora, od początku lektury wyraźnie widoczne i niezwykle trafne spostrzeżenia pisarza tworzą obraz naszego świata, w którym Ukraina wciąż zmaga się z problemami tożsamościowymi. Również poszczególni jej obywatele mają problem z określeniem samych siebie. Podobnie sprawa ma się z niewystarczająco znaną i cenioną przez resztę świata kulturą, zafałszowaną historią i językiem, uważanym przez wielu obcokrajowców - ku niezadowoleniu autora - za jedną z odmian rosyjskiego.

Andruchowycz ma dar opowiadania o świecie w niezwykle fascynujący sposób. Jak nikt inny potrafi zainteresować czytelnika na pozór nudną i nieciekawą rzeczywistością, od której każdy stara się odwrócić wzrok. W swoich esejach porusza niewygodne dla wielu kwestie uzależnienia Ukrainy od Rosji, jej walki o wolność, samodzielność i należne jej miejsce między krajami Europy Zachodniej. Choć nie jest to lekka i przyjemna lektura, to jednak warto czasem pochylić się nad poważnymi sprawami i spojrzeć na świat oczami drugiego człowieka. 

Ocena: 7/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 2007
Strony: 180

5 komentarzy:

  1. Po tego typu książki raczej nie sięgam, chociaż tematy poruszane przez autora esejów bardzo mnie interesują. Będę wypatrywała tej książki, może jednak się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo naprawdę ciekawie pisze :)

      Usuń
  2. Dość ciekawa książka. Myślę, że mogłaby przypaść mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe. A jak już przeczytasz, to podziel się swoją opinią na jej temat. :)

      Usuń
    2. Najpierw muszę na nią zapolować, a to już jest zadanie trudne :)
      Obiecuję jednak, że jeżeli przeczytam to na pewno coś o niej napiszę :)

      Usuń