wtorek, 10 lutego 2015

Ewa Winnicka "Londyńczycy"

Po nowojorskich historiach z czasów prohibicji oraz polskich opowieściach o życiu pośród Angoli w czasach, kiedy Wyspy Brytyjskie opanowała druga znacząca fala emigracji, nadszedł moment na poświęcenie paru chwil tym, od których wszystko się zaczęło. O tym pierwszym, licznym napływie Polaków do Anglii, w nietypowy sposób pisze Ewa Winnicka w "Londyńczykach".


Niezwykła historia powstania tej książki sprawiła, że trudno było się jej oprzeć, szczególnie przez wzgląd na czasy, o których pisze Winnicka. Wszystko zaczęło się bowiem całkiem przypadkowo, od tysięcy starych zdjęć znalezionych w 2008 roku przez młodego artystę na śmietniku. Ich autor, Jan Markiewicz, należał do pokolenia, któremu udało się umknąć z kraju przed wybuchem II wojny światowej. Polacy, dla których Anglia od dawna jest domem, dosyć szybko rozpoznali znaczną część fotografowanych osób - to właśnie one są bohaterami tej książki.

W "Londyńczykach" czytelnik znajdzie wiele interesujących wątków związanych z historią polskiej emigracji przełomu lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku. "Tato" o okrutnym ojcu, "Zastąpiona" o dwóch Irenach Anders i "Kim jest Lili?" o szukaniu tożsamości na obczyźnie to jedne z najciekawszych historii spisanych przez autorkę. Warto również zatrzymać się na dłużej przy tej o niedoszłym angielskim królu Polski, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Wieńczący książkę reportaż przedstawia burzliwe losy polskich pieniędzy i złota, które przepłynęły kawał świata cudem umykając nazistom, by w końcu po latach wrócić do kraju.

Podobnie jak w przypadku "Angoli", również do "Londyńczyków" zakwalifikowało się tylko parę z licznych opowieści o utrwalonych na zdjęciach ludziach. Do publikacji autorka wybrała te, które najlepiej przedstawiały tamte odległe już dla nas czasy. Mimo, że niektóre z reportaży łączą się ze sobą w ciekawy sposób, to trudno nazwać tę publikację wyczerpującym źródłem wiedzy o polskiej emigracji. Również Winnicka nie chce, żeby tak ją postrzegać - we wstępie podaje autorów, którzy znacznie dokładniej przeanalizowali to zjawisko. Muszę jednak przyznać, że odczuwam pewien niedosyt po lekturze tej książki.

Choć poruszane przez autorkę tematy są zróżnicowane, a przy tym niezwykle interesujące (zupełnie jak bohaterowie poszczególnych reportaży) to jednak miałam nadzieję na trochę bardziej dopracowane teksty. Miejscami odnosiłam wrażenie, że książka ucierpiała znacznie  przez chaotyczne opisy wydarzeń. Brak chronologii objawiający się ciągłym przeskakiwaniem o kilka dekad do przodu lub do tyłu czy nie zawsze jasne myśli autorki sprawiają, że czasem trudno było nie pogubić się kilka razy, poznając jeden wątek. Mimo wszystko, warto zajrzeć do "Londyńczyków" i ocalić emigracyjne historie od zapomnienia - tak samo, jak zrobił to człowiek, który postanowił uratować zamieszczone w książce fotografie przed zniszczeniem. Nieważne, że Winnicka pisze o emigrantach - to w końcu Polacy, których dzieje tworzą także naszą historię.

Ocena: 6/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 4.11.11
Strony: 208

7 komentarzy:

  1. Lubię tego typu powieści, bo każda podróż w głąb historii narodu polskiego to dla mnie niezapomniane przeżycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, i jak tu nie lubić poznawania historii własnego kraju? :)

      Usuń
    2. Szkoda tylko, że tak niewielka część Polaków zdaje sobie sprawę z tej przyjemności...

      Usuń
  2. Nie lubię takiego "skakania" po chronologii, ale kiedyś może książkę przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nie stanowi to dla mnie problemu, ale tym razem okropnie utrudniło mi czytanie. Poza tym książka na pewno warta poznania.

      Usuń
  3. Niedawno zakończyłam "Angoli"- z niedosytem... "Londyńczyków" przeczytam, ale nie kupię (zajdę do biblioteki)... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trochę więcej oczekiwałam od "Londyńczyków" właśnie.

      Usuń