środa, 25 lutego 2015

Książkowe premiery marca

Za parę dni pożegnamy nieszczególnie zaczytany luty. Z tej okazji warto przejrzeć strony wydawców i zapisać sobie co ciekawsze premiery nadchodzącego miesiąca. Moja lista jest już gotowa, a ponieważ wydaje się nie mieć końca, będę musiała poważnie zastanowić się, na czym najbardziej mi zależy. Szczególnie trudno będzie mi ograniczyć wybór do zaledwie dwóch lub trzech tytułów, ponieważ tym razem planuję nadrobić zakupowe zaległości z bieżącego miesiąca. 

Oto podsumowanie najciekawszych zapowiedzi z marca:

Małgorzata Szejnert "Usypać góry. Historie z Polesia"
Znak, 2 marca 2015

Wróciłam do wspomnień z czasów II wojny światowej i to właśnie one zaostrzyły mój apetyt na zgłębianie historii naszego kraju, ze szczególnym uwzględnieniem terenów przygranicznych. Kresowymi opowieściami o wielokulturowym społeczeństwie z pierwszej połowy XX wieku z pewnością warto się zainteresować.


Charlie LeDuff "Detroit. Sekcja zwłok Ameryki"
Czarne,  4 marca 2015

Dla tych, którzy już trochę mnie znają, obecność "Detroit" w zestawieniu nie powinna być żadnym zaskoczeniem. Wspaniale wydana seria Amerykańska wkrótce zostanie wzbogacona o opowieść o mieście, które powoli przestaje istnieć. Nagrodzony Pulitzerem autor przedstawia upadek jednego z najciekawszych amerykańskich miast, rozmawiając z jego mieszkańcami. Czego chcieć więcej?


R. Clifton Spargo "Piękni głupcy. Ostatni romans Zeldy i Scotta Fitzgeraldów"
Bukowy Las, 6 marca 2015

Najbardziej kontrowersyjne małżeństwo pisarzy i lekkoduchów po raz kolejny zostaje opisane przez biografów. Tym razem pod lupę wzięto ostatni rok życia Scotta. To może być naprawdę ciekawa propozycja - szczególnie dla fanów prozy Fitzgeralda.


Fannie Flagg "Babska Stacja"
Otwarte, 16 marca 2015

Autorka "Smażonych zielonych pomidorów" powraca z nową powieścią. Tej najsłynniejszej jeszcze nie czytałam, ale z okazji premiery "Babskiej stacji" postanowiłam nadrobić zaległości i porównać twórczość Flagg w nowym i starym wydaniu.


Marcin Gutowski "Święta ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny"
Znak, 16 marca 2015

Kolejny reportaż z serca jednego z najbardziej bezsensownych konfliktów zbrojnych na świecie. Autor opisuje  losy całkiem odmiennych mieszkańców Ziemi Świętej, którą niszczy niekończąca się wojna. Marcowa pozycja obowiązkowa.


Rainbow Rowell "Eleonora i Park"
Otwarte, 16 marca 2015

Mimo, że publikacja została zaszufladkowana jako powieść młodzieżowa, to jednak zaryzykuję i ją przeczytam. Zdążyłam już trochę zatęsknić za podobnymi książkami, a tę historię podobno wyjątkowo dobrze się czyta.


Aleksandra Boćkowska "To nie są moje wielbłądy"
Czarne, 18 marca 2015

Przewrotny tytuł i niezwykła okładka sprawiły, że ostatecznie nie wykreśliłam tej pozycji ze swojej listy. Choć czasy PRL-u nieszczególnie mnie przyciągają, to jednak połączenie tych czasów z tematem mody na dobre przyciągnęło mnie do publikacji Boćkowskiej. 


Carmen Bugan "Zakopać maszynę do pisania. Dzieciństwo pod okiem Securitate"
Czarne, 25 marca 2015

Kolejny tytuł z serii Z domem, który obowiązkowo zagości na mojej półce. Wizualnie tej książce niczego nie można zarzucić; okładka sama zaprasza do lektury. A co w środku? Rumunia za czasów Ceaușescu we wspomnieniach autorki. To trzeba przeczytać. 

A jak wyglądają Wasze listy interesujących premier? Czy coś z mojego spisu wydaje się Wam warte uwagi?

wtorek, 17 lutego 2015

Jodi Picoult "Już czas"

Ponad rok temu wszystkich czytelników zachwyciło "To, co zostało", piękna historia o trudnej sztuce przebaczenia. Tym razem autorka licznych bestsellerów i moja ulubiona pisarka obyczajówkowa postanowiła połączyć ze sobą tematy tropienia duchów oraz badania zwyczajów zwierząt. Pomiędzy, jak zwykle, ważne i bliskie każdemu dylematy moralne. Nadszedł moment, by przyjrzeć się temu niecodziennemu połączeniu.


Nastoletnia Jenna Metcalf od lat poszukuje matki, która dekadę wcześniej po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Mimo małych szans na poznanie całej prawdy o zniknięciu matki, główna bohaterka kurczowo trzyma się nadziei na jej odnalezienie. Wbrew życzeniom wychowującej ją babci, dziewczyna nie chce pogodzić się z tym, że być może matka już nigdy nie wróci. Tak samo jak badane przez Metcalfów słonie, Jenna nie potrafi zapomnieć o tamtej nocy, która na zawsze odmieniła bieg wydarzeń. Dlaczego Alice zostawiła swoje dziecko? Czy żyje? Jeśli nie - kto i co jej zrobił po tym, jak po wypadku w rezerwacie samodzielnie opuściła szpital? 

"Już czas" to trzecia po "Głosie serca" i "Pół życia" historia ze zwierzętami w tle, a druga po "Drugim spojrzeniu", traktująca o duchach i życiu pozagrobowym. Do tego poszukiwania zaginionej lub nieżyjącej osoby, walka o odzyskanie utraconego talentu i próba zadośćuczynienia za popełnione w przeszłości błędy. Połączenie tak wielu wątków razem mogłoby być trudne, o ile nie niemożliwe, gdyby tą książkę pisał ktoś inny. Jodi Picoult łączy je ze sobą w taki sposób, że czytelnik nie ma szansy pogubić się w wydarzeniach, a lektura powieści okazuje się prawdziwą przyjemnością. 

Płynne przechodzenie z jednego wątku w drugi to specjalność autorki. Urozmaicenie opowieści poprzez wprowadzenie czterech postaci opowiadających historię ze swojego punktu widzenia to także znany już czytelnikom książek Picoult element. Na szczycie czytelniczego tortu wisienka - przeszłość, w której bohaterowie wracają do przeszłości oraz wspomnienia prowadzące do rozwiązania wszystkich zagadek. A zakończenie - gwarantuję, że zaskoczy każdego. Naprawdę warto na nie czekać.

Nad stylem Jodi mogłabym się rozwodzić przez parę kolejnych akapitów, ale po co? Po średnio udanych książkach wydanych dwa-trzy lata temu, Picoult wróciła w wielkim stylu, serwując czytelnikom prawdziwą ucztę. Gdyby tylko wszystkie fikcyjne historie były tak dobrze napisane, nigdy nie skusiłabym się na reportaże. Ale może to i dobrze, że wygrała literatura faktu - dzięki temu czasem mogę odetchnąć od niej, parę dni spędzając w towarzystwie naprawdę dobrych powieści obyczajowych. Na przykład tak dobrych, jak ta. Polecam. 

Ocena: 9/10

Wydawca: Prószyński i S-ka
Premiera: 21.10.2014
Strony: 512

wtorek, 10 lutego 2015

Ewa Winnicka "Londyńczycy"

Po nowojorskich historiach z czasów prohibicji oraz polskich opowieściach o życiu pośród Angoli w czasach, kiedy Wyspy Brytyjskie opanowała druga znacząca fala emigracji, nadszedł moment na poświęcenie paru chwil tym, od których wszystko się zaczęło. O tym pierwszym, licznym napływie Polaków do Anglii, w nietypowy sposób pisze Ewa Winnicka w "Londyńczykach".


Niezwykła historia powstania tej książki sprawiła, że trudno było się jej oprzeć, szczególnie przez wzgląd na czasy, o których pisze Winnicka. Wszystko zaczęło się bowiem całkiem przypadkowo, od tysięcy starych zdjęć znalezionych w 2008 roku przez młodego artystę na śmietniku. Ich autor, Jan Markiewicz, należał do pokolenia, któremu udało się umknąć z kraju przed wybuchem II wojny światowej. Polacy, dla których Anglia od dawna jest domem, dosyć szybko rozpoznali znaczną część fotografowanych osób - to właśnie one są bohaterami tej książki.

W "Londyńczykach" czytelnik znajdzie wiele interesujących wątków związanych z historią polskiej emigracji przełomu lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku. "Tato" o okrutnym ojcu, "Zastąpiona" o dwóch Irenach Anders i "Kim jest Lili?" o szukaniu tożsamości na obczyźnie to jedne z najciekawszych historii spisanych przez autorkę. Warto również zatrzymać się na dłużej przy tej o niedoszłym angielskim królu Polski, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Wieńczący książkę reportaż przedstawia burzliwe losy polskich pieniędzy i złota, które przepłynęły kawał świata cudem umykając nazistom, by w końcu po latach wrócić do kraju.

Podobnie jak w przypadku "Angoli", również do "Londyńczyków" zakwalifikowało się tylko parę z licznych opowieści o utrwalonych na zdjęciach ludziach. Do publikacji autorka wybrała te, które najlepiej przedstawiały tamte odległe już dla nas czasy. Mimo, że niektóre z reportaży łączą się ze sobą w ciekawy sposób, to trudno nazwać tę publikację wyczerpującym źródłem wiedzy o polskiej emigracji. Również Winnicka nie chce, żeby tak ją postrzegać - we wstępie podaje autorów, którzy znacznie dokładniej przeanalizowali to zjawisko. Muszę jednak przyznać, że odczuwam pewien niedosyt po lekturze tej książki.

Choć poruszane przez autorkę tematy są zróżnicowane, a przy tym niezwykle interesujące (zupełnie jak bohaterowie poszczególnych reportaży) to jednak miałam nadzieję na trochę bardziej dopracowane teksty. Miejscami odnosiłam wrażenie, że książka ucierpiała znacznie  przez chaotyczne opisy wydarzeń. Brak chronologii objawiający się ciągłym przeskakiwaniem o kilka dekad do przodu lub do tyłu czy nie zawsze jasne myśli autorki sprawiają, że czasem trudno było nie pogubić się kilka razy, poznając jeden wątek. Mimo wszystko, warto zajrzeć do "Londyńczyków" i ocalić emigracyjne historie od zapomnienia - tak samo, jak zrobił to człowiek, który postanowił uratować zamieszczone w książce fotografie przed zniszczeniem. Nieważne, że Winnicka pisze o emigrantach - to w końcu Polacy, których dzieje tworzą także naszą historię.

Ocena: 6/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 4.11.11
Strony: 208

czwartek, 5 lutego 2015

Jurij Andruchowycz "Diabeł tkwi w serze"

Wśród czytelników utarł się już pogląd, że cienką i krótką książkę najlepiej zaczynać w przerwie między czymś większym. Zwykle łatwo ją skończyć, kiedy mało czasu poświęca się na czytanie w domu. Tym razem po raz kolejny przekonałam się o tym, że nie zawsze tak bywa. Choć prawdą jest, że niewielka czytanka idealnie zmieści się do torby, to najczęściej w głowie nie udaje się na szybko upchnąć aż tylu ważnych myśli.


"Diabeł tkwi w serze" to zbiór esejów pisanych przez Jurija Andruchowycza w pierwszej dekadzie tego wieku i publikowanych w ukraińskiej i polskiej prasie. Teksty te przybierają głównie formę wspomnień i podróżniczych przemyśleń autora, który przede wszystkim skupia się na opisywaniu otaczającej go rzeczywistości. Mimo, że o świecie pisze głównie z perspektywy Ukraińca, to sporo miejsca poświęca również na rozmyślania o dzisiejszym kształcie Europy. Pisze o podziałach będących efektem zjednoczenia pod jedną gwieździstą flagą Unii Europejskiej i o losach przegranych i trochę także ukaranych - tylko za co? - Ukraińców. Choć upragniony Zachodód mają na wyciągnięcie ręki, to granice ich świata wyznaczają nie tylko rzeki, ale przede wszystkim strefa Schengen.

Tytuł nawiązujący do jednego z ostatnich esejów zamieszczonych w książce wydaje się dowcipny i lekki, jednak kolejne rozdziały szybko odkrywają przed czytelnikiem powagę sytuacji. Ser może i jest smaczny, a w krajach anglojęzycznych wykorzystuje się go przy robieniu fotograficznego uśmiechu ("Cheeeeeeese!"), niemniej jednak na widok czającego się w nim diabła nikomu nie jest do śmiechu. Co więcej, każdy sztuczny uśmiech przykrywa tylko nieszczególnie wesoły stan faktyczny. Czyj? Ukrainy i Ukraińców, otoczonych przez niedoścignioną Europę, próbujących - jak na razie bezskutecznie - jak najdalej odsunąć się od wielkiej Rosji, w cieniu której przyszło im żyć.

Mimo lekkiego stylu autora, od początku lektury wyraźnie widoczne i niezwykle trafne spostrzeżenia pisarza tworzą obraz naszego świata, w którym Ukraina wciąż zmaga się z problemami tożsamościowymi. Również poszczególni jej obywatele mają problem z określeniem samych siebie. Podobnie sprawa ma się z niewystarczająco znaną i cenioną przez resztę świata kulturą, zafałszowaną historią i językiem, uważanym przez wielu obcokrajowców - ku niezadowoleniu autora - za jedną z odmian rosyjskiego.

Andruchowycz ma dar opowiadania o świecie w niezwykle fascynujący sposób. Jak nikt inny potrafi zainteresować czytelnika na pozór nudną i nieciekawą rzeczywistością, od której każdy stara się odwrócić wzrok. W swoich esejach porusza niewygodne dla wielu kwestie uzależnienia Ukrainy od Rosji, jej walki o wolność, samodzielność i należne jej miejsce między krajami Europy Zachodniej. Choć nie jest to lekka i przyjemna lektura, to jednak warto czasem pochylić się nad poważnymi sprawami i spojrzeć na świat oczami drugiego człowieka. 

Ocena: 7/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 2007
Strony: 180

poniedziałek, 2 lutego 2015

Styczniowe podsumowanie książkowe

Styczeń już za nami, pora zatem podliczyć przeczytane książki i zaplanować sobie czytelniczo kolejne tygodnie.


1. Paweł Smoleński - Szcze ne wmerła i nie umrze (176)
2. Łukasz Orbitowski - Zapiski nosorożca (288)
3. Wojciech Tochman - Jakbyś kamień jadła (136)
4. Jessie Burton - Miniaturzystka (464)
5. Ewa Winnicka - Angole (304)
6. Raimond Gaita - Mój ojciec Romulus (160)
7. Andrzej Krajewski - Moje okładki (236)
8. Sue Monk Kidd - Czarne skrzydła (485)
9. Ewa Winnicka - Nowy Jork zbuntowany (272)
10. Charles Frazier - Szepty lasu (296)

Razem: 2817 stron

Wygląda na to, że ani sesja ani inne superważne sprawy nie zaburzyły zbytnio mojego czytelniczego rytmu. Może ilość czytanek jest spora, jednak objętościowo były raczej niewielkie, za to po brzegi wypełnione treścią - przynajmniej większość z nich. Te nieliczne, które mniej wpasowały się w moje gusta nie były właściwie takie złe.

Lutowe zakupy już częściowo zrobione, ale zawsze znajdzie się jakaś warta uwagi i pieniędzy książka do przygarnięcia, dlatego nie chwalę się stosikiem zakupowym - bardzo możliwe, że wkrótce się podwoi. Jeśli chodzi o spotkania z autorami, 4 lutego Ewa Winnicka przyjedzie do Łodzi promować "Angoli" i ja na pewno tam zajrzę. 

Na koniec prośba do wszystkich, którzy tu zaglądają: trzymajcie kciuki za moje czytelnicze wyniki - może być różnie z czasem i siłą na książki, bo szykuje się pracowity (!) miesiąc.