sobota, 3 stycznia 2015

Paweł Smoleński "Szcze ne wmerła i nie umrze. Rozmowa z Jurijem Andruchowyczem"

Temat Ukrainy w mediach nie pojawia się już tak często, jak jeszcze parę miesięcy temu. Zainteresowanie sytuacją w Doniecku i Ługańsku gwałtownie spadło i wygląda na to, że cała reszta świata przeszła do porządku dziennego nad ukraińskim problemem z rosyjskimi zakusami na ich terytorium. W pierwszą rocznicę od protestów na kijowskim Majdanie na polskim rynku książki pojawiła się rozmowa Pawła Smoleńskiego z Jurijem Andruchowyczem - poetą, prozaikiem, eseistą i tłumaczem pochodzącym z Iwano-Frankiwska, który razem z tysiącami ludzi brał udział w protestach na Placu Niepodległości (ukr. Majdan Nezałeżnosti)

Podczas IV Salonu Ciekawej Książki, który odbył się w listopadzie ubiegłego roku w Łodzi, miałam okazję wysłuchać opowieści o jego książkach oraz życiu na Ukrainie, w cieniu nieustającej walki o niezależność od Wielkiego Brata. Teraz nadeszła pora na zmierzenie się z poglądami Andruchowycza utrwalonymi na papierze. Muszę przyznać, że spotkanie czytelnicze okazało się równie interesujące, jak to twarzą w twarz. 


Tytuł "Szcze ne wmerła i nie umrze" zawiera pierwsze słowa ukraińskiego hymnu państwowego, a w połączeniu z drugim członem tworzy - co przyznał sam Andruchowycz - zgrabne połączenie między naszymi krajami. Autor książki jest Polakiem, jego rozmówca - Ukraińcem. Wspólnie próbują opowiedzieć czytelnikowi o Ukrainie i jej związku z Rosją, o obywatelach tej pierwszej i tej drugiej, o propagandzie służącej walce o władzę, fałszerstwach, manipulacjach i politycznych morderstwach. 

Przykro mówić, ale dzisiejszy Donbas zasiedlają orwellowscy prole. Nie ma tam ludzi zdolnych do refleksji i do buntu, rządzą nimi bandyci. Prole mogą wyjść na ulice, a nawet przejechać w zorganizowanych kolumnach do Kijowa, mogą demonstrować i bić oponentów, ale tylko na rozkaz swoich naczelników i kiedy im się za to zapłaci. s. 120

Andruchowycz niezwykle emocjonalnie opisuje przebieg Majdanu z przełomu 2013/2014 roku. Trudno dziwić się jego ostremu, bezpośredniemu językowi - w końcu mówi o swojej ojczyźnie, która nie po raz pierwszy znalazła się na skraju przepaści, kiedy to władza w geście paniki, zwróciła się przeciwko rozżalonym jej decyzjami ludziom. Zresztą nie tylko w pierwszej części pisarz nie przebiera w słowach. Jego wściekłość i rozgoryczenie skomplikowaną sytuacją polityczną i niemocą narodu, który biernie musi przypatrywać się jak politycy drepczą dookoła Putina, wybrzmiewa na każdej stronie "Szcze ne wmerła..".

A na Kremlu siedzi ten złośliwy mały gnom. I nie wiadomo, co zrobi. s. 170 
Rosja chce jeszcze więcej i więcej, nieprzytomnie mocno, i nie czuje, że może się zadławić. Jest nienażarta, to prawda. Znów wróciło myślenie, że "kurica nie ptica, Polsza nie zagranica". Bójcie się, bo macie czego. s. 159
Ciągle wielka ta Rosja, ale się sypie. Stroszą więc piórka, odgrywają przed światem, że są najsilniejsi. Ale niech coś pęknie w środku. Wtedy Putin też nie pomoże, choćby żył sto dwadzieścia lat. s. 161

Podczas rozmowy Paweł Smoleński usuwa się w cień Jurija Andruchowycza, pozwalając mu prowadzić monolog. Sporadycznie zadaje pytania, służące rozwinięciu danego tematu lub odejściu od określonego wątku. Taki zabieg pozwala na dokładniejsze opisanie uczuć rozmówcy, choć niekiedy sprawia, że rozmowa wymyka się spod kontroli i ciągnie - szczególnie odczuwalne jest to w pierwszej części książki. W rozdziałach poświęconych ogólnej sytuacji politycznej na Ukrainie oraz w Rosji, choć nadal jest poważnie, zauważalny jest większy porządek myśli i wypowiedzi, a opowieść porywa czytelnika aż do ostatniej strony. 

Historia relacji ukraińsko-rosyjskich jest niezwykle zagmatwana. Dodatkowo specyficzna mentalność obydwu narodów sprawia, że trudno o proste wyjście ze skomplikowanej sytuacji. Pod rządami kiepskich polityków sterowanych przez Putina, Ukraina zdaje się całkowicie zniewolona i stłamszona przez Rosję. Bierność Europy i reszty świata połączona z agresywnym postępowaniem rosyjskiego prezydenta odbiera temu krajowi szansę na jakąkolwiek zmianę. 

Ukraina jako kraj pomiędzy Rosją a Zachodem, zona buforowa, zderzak. s.171
Dotychczasowe ukraińskie rozczarowania kładą się cieniem na wszystkim, co robimy. Dlatego wielu z nas patrzy na ostatnią rewolucję i niekoniecznie muszą być z niej zadowoleni. Może trzeba było mocniej, ostrzej, głębiej? Może coś zostało spaprane już na samym początku? s. 125

Choć tytuł książki brzmi optymistycznie, to jednak ma wydźwięk zdecydowanie pesymistyczny. Choć Ukraina ciągle walczy i nie chce się poddać, jest w poważnych tarapatach. Mimo to, nadzieja na lepsze jutro trwa w sercach Ukraińców i nie pozwala się poddać. Oby tym razem nie skończyło się podobnie, jak po pomarańczowej rewolucji. Polecam gorąco wszystkim zainteresowanym tym tematem.

Ocena: 7/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 21.11.14
Strony: 176

5 komentarzy:

  1. Bardzo lubię książki wydawane przez Czarne, więc kto wie... Może i się skuszę :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Leży na półce i czeka w kolejce. I tak sobie myślę, że chyba zrobiłam błąd najpierw czytając "Pozdrowienia z Noworosji". Bo wyjdzie na to, że zaczęłam od końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na zdjęcie z Twojego fb od razu wybrałam "Pozdrowienia..", głównie przez to, że Smoleńskiego już miałam za sobą. Ale faktycznie może lepiej czytać je w odwrotnej kolejności. :)

      Usuń
    2. Teraz to już po ptakach :) W każdym razie Smoleńskiego też przeczytam, bo zapowiada się ciekawie.

      Usuń