czwartek, 25 grudnia 2014

Magdalena Tulli "Szum"

Niedawno skończyłam czytać stosunkowo niewielką objętościowo książkę, po której spodziewałam się wiele, ale na pewno nie tego, że zwali mnie z nóg. "Szum" przejechał po mnie niczym walec drogowy i już nigdy więcej nie wrócę do stanu poprzedniego. Jedyne, na co mam siłę w tej chwili, to wklejanie tu genialnych cytatów, ale przecież coś oprócz tego wypadałoby napisać.

Zgodnie sądziły, że nawet jeśli potomstwo trochę przypomina rodziców, to jednak co najwyżej zewnętrznie i powierzchownie. (...) Tak to już z dziećmi jest, myślały - loteria, jedne rodzą się łatwe, inne trudne. Tu nie ma żadnego związku z przeszłością, a przede wszystkim nie ma żadnego związku z tamtym. s. 138


Główna bohaterka książki to postać bezimienna. Jednak drobiazgi takie jak wiek czy nazwisko zupełnie nie liczą się, gdy na pierwszy plan wysuwa się ponura codzienność. Skomplikowana relacja dziewczynki z matką, ciotką i kuzynem towarzyszy jej przez całe późniejsze życie. Wydarzenia z przeszłości, których kobieta nie doświadczyła na własnej skórze nie pozwalają o sobie zapomnieć zarówno tym, którzy je przeżyli, lecz także drugiemu pokoleniu, a w szczególności protagonistce. Zmaga się ona nie tylko z brakiem zrozumienia wśród rówieśników, lecz - co bardziej bolesne - nie potrafi odnaleźć akceptacji pośród swoich krewnych.

- Żadne zwierzę nie jest stworzone do znoszenia upokorzeń - ostrzegał lis. - Nie nastawiaj się na to, że będziesz je zawsze znosić. Zatrułabyś się na śmierć. s. 79

Nie jest wcale łatwo przebrnąć przez niecałe dwieście stron, kiedy treść, z każdym przeczytanym zdaniem, coraz mocniej ciąży czytelnikowi i przygniata go do ziemi - metaforycznie, choć również skutecznie. Lektura "Szumu" to prawdziwe wyzwanie, ja jednak nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę. Czuję się wyczerpana emocjonalnie, choć zdecydowanie jest to ten pozytywny typ zmęczenia czytelniczego. Teraz, kiedy powieść Magdaleny Tulli już za mną, trudno będzie mi zadowolić się pierwszą lepszą książką. 

Trudno przebaczyć komuś, kto nie ma sobie nic do zarzucenia. Ludzie nie umieją przełknąć krzywdy, za którą nikt nie przeprasza, więc próbują oddać ją temu, od kogo przyszła. Jeśli gniew jest bezsilny, zmieni się w nienawiść. Ciężar nienawiści dźwigają potem na własnych plecach, póki nie stracą sił. Wtedy ich przygniecie. s. 174

Magdalena Tulli stworzyła historię po części bardzo realną, a po części zupełnie nieprawdopodobną. Rozmowy ze zmarłymi czy z towarzyszącym dorastającej bohaterce lisem świetnie uzupełniają tą bliską wielu ludziom opowieść o szukaniu swojej zagubionej i niejednokrotnie zagłuszonej przeszłością tożsamości.

Zestawienie magicznego realizmu z tym zupełnie niezaczarowanym sprawia, że ta książka podwójnie mocno działa na czytelnika. Zmusza do zastanowienia się nad symbolami i ich znaczeniem, wymusza własną interpretację wydarzeń i skłania do przemyślenia swojej przeszłości. Każdy człowiek już w momencie narodzin obciążony zostaje historią rodziny, której częścią zostaje. A może nie zostaje? Kto wie, czy tak łatwo zyskać akceptację tych, których każdy z nas otrzymuje w pakiecie wraz z nazwiskiem. A czy później, będąc wyrzutkiem, da się do tej zbieraniny najróżniejszych charakterów upodobnić? Czy warto w ogóle starać się o swój talerzyk szarlotki i rodzinne niedziele pełne upokorzeń i wyrzutów za nieswoje przewinienia? Na te, i inne pytania, które kłębią się w głowie po przeczytaniu „Szumu” każdy będzie musiał udzielić sobie sam odpowiedzi, a zaręczam, że nie będzie łatwo. Gwarantuję również najwyższy poziom czytelniczego zadowolenia z wartościowej lektury.

Ocena: 8/10

Wydawca: Znak Literanova
Premiera: 20.10.14
Strony: 192

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz