sobota, 27 grudnia 2014

Karen Duve "Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment"

Nie należę do tych szczególnie patrzących na składy na opakowaniach kupowanych produktów. Czasem staram się bardziej, czasem mniej. Zdarza mi się samej upiec chleb czy zdrowe słodycze; kocham domową granolę i ciasto drożdżowe pod pizzę. Nie przepadam za daniami mięsnymi, ale też wcale nie omijam wielkim łukiem śmieciowego jedzenia. Mimo to, od dawna chciałam przeczytać książkę Foera o "Zjadaniu zwierząt" i właśnie "Jeść przyzwoicie".


Karen Duve w dojrzałym wieku postanowiła zmienić swoje nawyki żywieniowe. Wybrała dużo ciekawszą drogę, niż większość nawracających się na zdrowy tryb życia. Postanowiła, że (ze wsparciem swojej przyjaciółki jaroszki) wypróbuje wszystkie dostępne diety i na koniec wybierze tą, która najbardziej ją usatysfakcjonuje - również z etycznego punktu widzenia.

To nieustanne rozróżnianie na istoty pierwszej i drugiej kategorii stanowi dowód kompletnej nędzy moralnej. Przyzwoitość nie może być postawą względną, odnoszącą się do wąskiego kręgu wybrańców, obwarowaną zastrzeżeniami czy oszczędzaną na specjalne okazje. Powinna obowiązywać zawsze i w odniesieniu do wszystkich - również wtedy, gdy okazuje się uciążliwa lub gdy jest ze szkodą dla nas samych. Zwłaszcza wtedy.

Począwszy od stycznia 2010, autorka decyduje o całkowitej zmianie zawartości swojej lodówki i spiżarni. Oznacza to, że do jej życia na dwa miesiące wkroczą dania przygotowane wyłącznie z żywności ekologicznej. Kolejnych osiem tygodni Duve spędza na diecie bezmięsnej. Następnie przychodzi najdłuższa, bo aż czteromiesięczna faza wegańska, podczas której pisarka nie tylko całkowicie eliminuje z posiłków nabiał czy miód, ale też ubrania ze skóry, wełny czy jedwabiu. Ponadto pozbywa się swojej kolekcji wypchanych zwierząt i pościeli z pierza. Ostatnim etapem jest jesienny eksperyment z frutarianizmem. Jak zmieni się Karen Duve? Czy porzuci dotychczasowy tryb życia?

"Jeść przyzwoicie" to nie tylko bardzo rozbudowany dziennik zmagań autorki z nowymi dietami czy też z trudną codziennością odmieńców żywieniowych. Duve pisze o asortymencie sklepów, w których szuka charakterystycznych dla danej diety produktów, a także o reakcjach ludzi na jej rewolucję kulinarną i konsekwencjach dla zdrowia. Sporą część książki poświęca też na opisanie sytuacji zwierząt, związku między ich cierpieniem a zyskiem producentów oraz popytem na mięso. Pokazuje ponadto, jak wiele łączy zmiany klimatyczne z naszymi nawykami żywieniowymi; obnaża ludzką głupotę, lenistwo i hipokryzję.

Nigdy nie odżywiałam się bardziej odpowiedzialnie, a mimo to jeszcze nigdy nie miałam o sobie tak złego mniemania jak teraz. Gorsza od niemyślenia jest bowiem wiedza o stanie faktycznym i niewyciągnięcie z niej konsekwencji.

Po lekturze tej książki mogę uznać, że zostałam w pewnym stopniu uświadomiona jeśli chodzi o żywność i sposób jej wytwarzania. Dowiedziałam się też sporo o racjach producentów i konsumentów. Poznałam obce mi style żywienia oraz poglądy zwolenników diet: bio, bezmięsnej, wegańskiej i frutariańskiej. Zyskałam również pewność co do tego, jakim typem człowieka jedzącego jestem. Fleksitarianka (również: semiwegetarianka) to własnie ja.

Ostatecznie doszłam do wniosku, że dobrze mi tu, gdzie jestem. Jasne, chciałabym jeść bardziej świadomie i - przede wszystkim - bardziej konsekwentnie. Nie sądzę jednak, że ruszę do przodu, w kierunku całkowitego wegetarianizmu albo weganizmu, choć to pierwsze ciągle za mną chodzi. Nie zastąpię też mojego półmięsnego życia całkowitym mięsożerstwem, bo najzwyczajniej w świecie nie jestem smakoszem mięsa. 

"Jeść przyzwoicie" stanowi świetną zachętę do podjęcia własnego wyzwania żywieniowego. Otwiera czytelnikowi oczy na wiele istotnych kwestii i naprawdę daje do myślenia. Każdy ma swoje racje, jednak obojętność na cierpienie zwierząt, zasłaniana frazesami w stylu "człowiek ma zęby stworzone do jedzenia mięsa, nie roślin", to objaw naszego okrucieństwa oraz złudnego poczucia wyższości. Jest równoznaczne z przykładaniem się do zadawania bólu tym, którzy nie są w stanie walczyć o swoje prawa. To my, ludzie, musimy wstawić się za zwierzętami. W końcu sami nimi jesteśmy. A i do roślin wcale nie tak nam daleko. 

Ocena: 7/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 19.06.13
Strony: 334

4 komentarze:

  1. Myślę, że gdybym przeczytała tę książkę, przeraziłabym się nie na żarty stanem mojej lodówki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już dawno się przeraziłam, ale ta książka sporo mi wytłumaczyła - wiem teraz przynajmniej, czego się obawiać.

      Usuń
  2. Ja próbowałam kupić kiedyś zdrowy jogurt, z małą zwartością cukru... To jest dopiero masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jogurty to już w ogóle zasługują na osobną publikację!

      Usuń