środa, 17 grudnia 2014

Darien Gee "Uśmiech Madeline"

Wyleczona - głównie niezawodną polopiryną - wracam do świata książek. W chorobie moją towarzyszką stała się pokaźnej wielkości książka, zdecydowanie idealna na chłodne zimowe wieczory bez śniegu. Darien Gee stworzyła lekką, ciepłą opowieść o małym miasteczku w stanie Illinois, którą czyta się bardzo przyjemnie, siedząc pod kocem, z kubkiem jakiejś pysznej, rozgrzewającej herbaty w ręce.


O herbaciarni tytułowej Madeline można było już przeczytać w książce zatytułowanej.. "Herbaciarnia Madeline". Ja jednak nie miałam okazji jej poznać. Sięgnęłam za to po tę pozycję, bo nie mogłam oprzeć się tej uroczej okładce. Poza tym, obydwie książki nie są częściami żadnej serii, łączy je jedynie to samo miejsce akcji i podobni bohaterowie. 

"Uśmiech Madeline" opowiada o losach kilku mieszkanek Avalon, które w jakiś sposób stają się sobie bliskie. Właścicielka herbaciarni, wynajmuje pokój Connie, młodej kobiecie, która ucieka od bolesnej przeszłości. Każdego dnia kobiety pieką słodkości i przygotowują aromatyczne mieszanki herbat dla swoich gości. Stałą bywalczynią jest siedemdziesięcioletnia Bettie, która zaraża wszystkich miłością do scrapbookingu. Ta trójka to tylko postaci drugoplanowe, pojawiające się często w życiu protagonistek.

Kiedy czytelnik wkracza w świat bohaterów książki, Isabel postanawia wystawić dom, który kojarzy jej się z nieżyjącym już mężem na sprzedaż. Yvonne pracuje jako hydraulik, zmagając się na każdym kroku z zabawnymi reakcjami swoich klientów na kobietę naprawiającą zatkane zlewy. Ava walczy z przeciwnościami losu, jako młoda matka samotnie wychowująca dziecko. Frances ma już trzech synów, lecz wraz z mężem oczekują pojawienia się czwartego dziecka - wymarzonej córki.

Kiedy myślę o tej opowieści, od razu przypomina mi się historia opisana przez Liane Moriarty w "Sekrecie mojego męża". Tam też pojawiło się sporo postaci, których losy zaczęły się w jakiś sposób ze sobą splatać. To może stara metoda słów-kluczy wróci z tej okazji do recenzji?

Współnota. Małe amerykańskie miasteczko, w którym każdy zna każdego, jednak wszyscy lubią czasem trochę się od reszty odsunąć. Ta opowieść pokazuje, jak mieszkańcy Avalon znów staną się jednością, czego najlepszym przykładem może być relacja dwóch sąsiadek.

Scrapbooking. Metoda ozdabiania albumów zdjęciami i różnymi kolorowymi dodatkami, którą Bettie zachwala wszystkim napotkanym ludziom, jednocześnie zachęcając ich do kreatywnego spędzania czasu i chwalenia cię swoimi dokonaniami na comiesięcznych spotkaniach.

Przeszłość. Bohaterowie opowieści zmagają się z konsekwencjami wyborów, których sami kiedyś dokonali lub decyzjami innych w sprawie ich życia. Yvonne wciąż nie może pogodzić się ze swoim losem, po tym jak jej najbliższa rodzina przed laty sprawiła jej tyle bólu.

Przyjaźń. Bez drugiej osoby, która w momencie najgłębszego kryzysu potrafi zaoferować wsparcie i udzielać mądrych rad, naprawdę ciężko sobie poradzić. Tym większa wdzięczność za przyjaciela, gdy pomocną dłoń wyciąga osoba, której człowiek najmniej się spodziewał. 

Upór. Czasem warto robić coś wbrew innym ludziom. Może się okazać, że to oni się mylą i ostatecznie będą zadowoleni. Nikt nie wie tego lepiej od Bettie, która jest mistrzynią w dążeniu do celu i z powodzeniem przekonuje do scrapbookingu nawet mężczyzn.

Miłość. Bo ostatecznie to liczy się najbardziej. Każdy bohater szuka tego kogoś, kto wypełni pustkę w jego sercu. Szkoda mi jedynie tego niedokończonego wątku Bettie i jej przeszłości. Pozostali bohaterowie.. No właśnie, czy znajdą to, czego brakuje im najbardziej? 

Jedzenie. Dużo pyszności przygotowują książkowi bohaterowie i tuż po epilogu autorka dodała parę stron poświęconych przepisom na wybrane potrawy tak chętnie jedzone przez mieszkańców Avalon. Może po lekturze czytelnik wraz z domownikami urządzi książkową ucztę?

Polecam tę książkę wszystkim stęsknionym za wielowątkowymi obyczajówkami z dobrym zakończeniem, a już szczególnie fanom "Sekretu mojego męża". Jest to naprawdę udana opowieść, która nie wymaga wiele od czytelnika, a jest w stanie świetnie umilić czas spędzony przymusowo w domu.

Ocena: 7/10

Wydawca: Prószyński i S-ka
Premiera: 14.08.2014
Strony: 632

4 komentarze:

  1. Nie czytałam dawno dobrej obyczajówki, więc chętnie bym się zabrała za tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się ją dość dobrze czytało, ale byłam chora i nie miałam szczególnie wysokich oczekiwań :D

      Usuń
  2. Ja też w czasie choroby czytam :D Fajnie, że nie jestem jedyna, bo jak już to słyszę, że ludzie się nie mogą skupić itd... Ja musiałabym mieć naprawdę wysoką gorączkę, by chora, leżąc w łóżku nie czytać xD

    Ale tej pozycji odmówię. Jakoś niczym specjalnym mnie nie zainteresowała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie nie wyobrażam leżenia i gapienia się w sufit przy przeziębieniu. Muszę coś robić :D

      Usuń