poniedziałek, 13 października 2014

Mark Helprin "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety"

Kończyłam "Zimową opowieść", kiedy rzuciła mi się w oczy zapowiedź kolejnej książki Helprina. O ile na widok znajomej, choć oczywiście innej szaty graficznej po prostu się uśmiechnęłam, o tyle po przeczytaniu tego szalonego tytułu wiedziałam, że ta pozycja również trafi w moje ręce. I stało się.

Po licznych perypetiach, które upodobniły mój egzemplarz do głównego bohatera, dotarł on wreszcie do mnie i ani chwili nie przeleżał gdzieś tam na stosiku. Nie miał nawet czasu odsapnąć po podróży, bo od razu złapałam go w ręce i zaczęłam czytać. 


Oscar Progresso to człowiek w podeszłym wieku. Ale kogo obchodzi jakaś pusta liczba określająca czas spędzony na tym świecie? Dzięki wspomnieniom zatrzymanym na papierze, a do tego ukrytym przed mrówkami w tytułowej mrówkoszczelnej kasecie, główny bohater zabiera czytelnika w szaloną podróż nie tylko w przeszłość, lecz także wgłąb swojego umysłu i serca. 

Życie głównego bohatera obfituje w wydarzenia, które niejednego człowieka by złamały. Utrata rodziców czy pobyt w szpitalu psychiatrycznym to przecież niełatwy do udźwignięcia ciężar - szczególnie gdy jest się dzieckiem. Los igra z nim nieustannie i raz wiedzie go na front, a raz na Wall Street; w międzyczasie podsuwa mu wyjątkowe i zjawiskowo piękne kobiety, które nie odwzajemniają jednak jego uczuć. 

To wszystko zdaje się tylko zaostrzać jego apetyt na życie. Oscar Progresso pędzi przez nie niczym odrzutowiec albo kula wystrzelona z broni palnej. Spotyka na swojej drodze dobrych i złych, staje się bohaterem i mordercą, jest i nie jest ojcem dla małego Funia. Do tego z całego serca nienawidzi kawy. A jednak napój ten, nazywany przez niego m.in. "służebnicą diabła" (s. 538), nadzwyczaj często pojawia się w jego opowieści. Co więcej, obsesja na punkcie zgubnego wpływu kofeiny na ludzkość niejednokrotnie wywraca życie głównego bohatera do góry nogami. To właśnie przez kawę rozstaje się z żoną-milionerką, traci swoją pozycję w Stillman and Chase.. 

..i ostatecznie rozbija się swoim samolotem wypełnionym złotem w rzece i trafia do kawowego raju, jakim jest Brazylia. W tej rajskiej scenerii postanawia spisać swoją historię, analizując przeszłość oraz snując przypuszczenia na temat przyszłości. 

Liczne porównania do "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął" okazały się trafne tylko pod jednym względem. Główny bohater jest równie szalony, co jego szwedzki odpowiednik i ma całą masę nieprawdopodobnych przygód, jednak na tym podobieństwa się kończą. "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" zdaje się być nie tylko zapisem historii człowieka, który dobiega kresu życia. To dużo bardziej osobiste zapiski, dzięki którym nierealne przygody Oscara zyskują na znaczeniu. W nieco chaotycznych myślach odnaleźć można prawdziwy sens prowadzenia tego pamiętnika, który stanowi jednocześnie jego  testament. 

Choć czasem wyrwane z pamięci przemyślenia Oscara powodowały u mnie refleksyjny nastrój, to jednak podczas lektury tej powieści śmiałam się raz za razem. Wszystko to za sprawą zabawnego języka używanego przez narratora, jego podkreślania akcentów i problemów z wymową.  Do tego imiona znaczące, takie jak doktor Gburr czy Gnoy Pulpett oraz świetne, mocno rozbudowane opisy miejsc i ludzi. Wszystko to przyćmiła jednak ciągle pojawiająca się irytacja kawą, wyrażona przekomicznymi wręcz komentarzami przepełnionymi jadem.
Smacznej kawy, też coś. s. 242

Helprin jak mało kto potrafi czarować słowami i raz po raz wywoływać uśmiech na twarzy czytelników. Ten, kto docenia jego oryginalny styl, na pewno nie zawiedzie się na tej pozycji. Co jeszcze bardziej podoba mi się w tej książce, to naprawdę dobre tłumaczenie. "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" to pozycja obowiązkowa tej jesieni. 

Ocena: 8/10

Wydawca: Otwarte
Premiera: 8.10.14
Strony: 542

18 komentarzy:

  1. Przypomniałaś mi, że miałam przeczytać "Zimową opowieść"! Jak to się stało, że odleżałą już tyle czasu na półce, to nie wiem, ale coś czuję, że "Pamiętnik..." też u mnie zagości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że służę za działający przypominacz książkowy :D

      Usuń
  2. Zdecydowanie na mojej liście! Helprin ma tak cudowny sposób narracji i tak ciekawe pomysły, że nie mogę sobie odmówić tej przyjemności. A Twoja recenzja tylko dodatkowo mnie zachęciła!

    OdpowiedzUsuń
  3. Póki co mam przed sobą "Zimową opowieść" (i kilka innych baaaaardzo grubych książek, nie tylko do przeczytania dla przyjemności...), więc dam sobie spokój. Ale zachęca mnie szaleństwo - i w tytule, i w treści. Lubię takie teksty. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem bardzo ciekawa tej książki, muszę ją jak najszybciej upolować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu - nie ma nic gorszego, niż nastawienie się na coś fajnego i rozczarowanie.

      Usuń
  5. Mam zamiar przeczytać którąś z książek tego autora. Zniechęca mnie tylko wysoka cena, niestety...
    Pozdrawiam, Shelf of Books :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ale promocje mamy przez okrągły rok, na pewno uda Ci się trafić na jakąś obniżkę. :) Bo książka jak najbardziej warta swojej ceny!

      Usuń
  6. Mam "Zimową opowieść", ale czekam z czytaniem na pierwszy śnieg ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogłam wytrzymać, ale faktycznie warto poczekać do zimy :)

      Usuń
    2. Ja też czekam z ,,Zimową opowieścią" na trzaskający mróz :). Co nie zmienia faktu, że na ,,Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" też mam apetyt - mam co do niego dobre przeczucia.

      Usuń
    3. Już sama nie wiem, co lepsze - czy "Zimowa.." czy "Pamiętnik..". Helprin w każdej postaci do mnie przemawia :)

      Usuń
  7. Nie czytałam jeszcze nic Halprina. Ale bardzo mnie kusi "Zimowa opowieść". Tą też bym chętnie przeczytała. Ale zacznę od tej pierwszej ;), jak tylko ją gdzieś dorwę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że warto się z Helprinem zapoznać. Choć nie jest to taki tam autor zapychaczy na jesienny wieczór, to mimo wszystko, czyta się go świetnie.

      Usuń
  8. Dziś i do mnie dotarła ta książka. Już się nie mogę doczekć momentu, w którym ją zacznę czytać :)

    OdpowiedzUsuń