czwartek, 16 października 2014

Małgorzata Czyńska "Najpiękniejsze. Kobiety z obrazów"

Dziś o książce, która pod piękną okładką skrywa.. Niekompletną treść. Choć serię "Prawdziwe historie" bardzo sobie cenię, to jednak najnowsza pozycja wcale mnie nie zachwyciła. Nie tym razem. 


Z początku wahałam się, czy ta książka będzie dla mnie. Zdecydowanie nie jestem wielką fanką malarstwa ani ogólnie jakiejkolwiek sztuki. A mimo to z chęcią czytam o życiu malarzy i ich twórczości. Lubię też oglądać obrazy i nie raz zastanawiało mnie, kim jest dana osoba, którą artysta przedstawił na swoim płótnie, ratując ją od wiecznego zapomnienia.

Jedno spojrzenie na spis treści i uparłam się, że muszę jednak mieć tę książkę na swojej półce. I ostatecznie "Najpiękniejsze.." trafiły w moje ręce. Książka wydana - jak to zwykle bywa w przypadku Znaku - przepięknie; do tego obraz Łempickiej zdobiący okładkę. Jedna z najpiękniejszych zachęcająca do zapoznania się z historiami pozostałych muz słynnych artystów. 

Od da Vinciego i jego Pani Lisy po Fridę Kahlo, która najchętniej malowała siebie samą. Są Polacy, reprezentowani przez Łempicką, Witkacego i Malczewskego, w doborowym towarzystwie Hiszpanów - Dalego i Picassa. Art deco, kubizm czy surrealizm. Perły, krew i nagość. Większość muz to po prostu kochanki sławnych artystów. Czasem żony, czasem kobiety na boku, pocieszające czy trzymające przy życiu. Było ich wiele, bo przecież malarze ciągle szukali nowych inspiracji. 

I tu mój problem z tą książką się zaczyna. Wszystkie rozdziały podpisane były nazwiskami artysty i jego/jej najważniejszej muzy. A mimo to autorka ujmuje w nich również inne kobiety. Czasem trudno mi było stwierdzić, czy proporcjonalnie o tej najważniejszej jest najwięcej. Do tego spora ilość cytatów. Urywki wspomnień, opisów.. Niedokończone opowieści. Braki, niedopowiedzenia i wielki niedosyt.


Teoretycznie jest to książka idealna dla osób, które są średnio zorientowane w temacie. Wielbiciele malarstwa pewnie już to wszystko wiedzą. A mimo to informacji dla malarskich żółtodziobów jest według mnie najzwyczajniej za mało. Rozdziały mogłyby być dłuższe i bardziej szczegółowe. Póki co, temat uważam za zaledwie muśnięty przez Małgorzatę Czyńską. A przecież bibliografia jest tak obszerna, że przy odrobinie wysiłku można by napisać dwa razy dłuższą książkę pełną kompletnych historii tych najpiękniejszych.

Dobrym pomysłem okazały się dwie kolorowe wkładki ze zdjęciami obrazów i sporo czarno-białych fotografii. Ale tu znów ta sama uwaga - o niektórych obrazach autorka pisze dość dużo, a mimo wszystko nie ma ich w książce. Nie znam ich wszystkich i na pewno większą przyjemnością byłoby spojrzenie na fotografię na papierze, zamiast ciągłego odkładania książki w celu "wygooglowania" danego dzieła.

Zaczęło się tak dobrze. Tak wierzyłam w tę książkę - że mi się spodoba, że będę mogła ją polecać i chwalić. Po dość męczącej lekturze musiałam zmienić zdanie. Miałam nadzieję na zdecydowanie lepsze opisanie tego fascynującego tematu. Dostałam pozycję napisaną chyba w pośpiechu, bo na pewno niedokładnie.

Ocena: 6/10

Wydawca: Znak Horyzont
Premiera: 8.09.14
Strony: 288

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz