czwartek, 2 października 2014

Ignacy Karpowicz "Sońka"

Są takie książki, które przed otworzeniem wydają się całkowicie niepozorne. Okładka wcale nie przygotowuje nas na to, co nas czeka. Ta, którą właśnie odłożyłam na półkę "przeczytane" wygląda raczej staroświecko i to niedzisiejsze, niekrzykliwe ubranko tak mnie do niej przekonało.



Opis wcale mnie nie zachęcił, ale przecież nigdy nie należy się nimi sugerować. Tak też zrobiłam, zaczęłam po prostu czytać. Teraz postaram się krótko sama ją opisać, tak po swojemu.

Wieś na Podlasiu. Starsza kobieta imieniem Sonia, Sońka, która przeżyła II wojnę światową. Igor, młody dramaturg niby przypadkowo trafia na ten koniec świata bez assistance i zasięgu. Ale jak wiadomo, nic nie jest przypadkiem. Wszystko dzieje się z jakiegoś określonego powodu.

Starsza kobieta w postaci Igora znajduje słuchacza, któremu powierza historię swojego życia. Mówi o zakazanej miłości, która nie miała prawa się narodzić. Opowiada o wojnie, o okrucieństwie nie tylko tych obcych, ale też całkiem bliskich, o wiejskiej codzienności. Tu i tam przemyca jakieś słowo w języku białoruskim.

Dzięki opowieściom Sonii, Grycowski wraca do swojej głęboko pogrzebanej przeszłości. Starsza kobieta jest dla niego inspiracją. Powstaje sztuka o jej życiu. Kontrowersyjna, czyli udana. Dla Sońki ta rozmowa to ostatnia rzecz, jaką potrzebuje zrobić, zanim odejdzie w spokoju z tego świata. Do tego anioł, kot i pies - wszyscy zupełnie niezwyczajni.

"Sońka" to książka niezwykła. Jednocześnie toczą się trzy opowieści. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość stają się jednością. A mimo wszystko nie odczuwałam zagubienia, kiedy niespodziewanie zostałam wyrwana z lat 40. i pchnięta ku wydarzeniom następującym po premierze sztuki.

Mniejszość i większość, śmierć i życie, wieś i miasto, starość i młodość, tradycja i nowoczesność. W tej historii nie brakuje sprzeczności, niezwykle potrzebnych, aby nadać opowieści odpowiednich barw. Czasem może trochę ciemnych, przytłaczających.

Ta książka to nie lekkie czytadło na sobotnie popołudnie po sprzątaniu. A mimo wszystko, pochłonęłam ją w jeden dzień. I żałuję, że nie poświęciłam jej więcej czasu. Wrócę na pewno. I wszystkim radzę sięgnąć po tą pozycję, bo zdecydowanie jest warta uwagi. I czasu. Poświęćcie jej dużo czasu. Bo po co się spieszyć ze świetnymi opowieściami? Chyba, że bardzo wciągnie - to już co innego.

To podejście do polskiej literatury uważam za bardzo udane.

Ocena: 9/10

Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Premiera: 21.05.14
Strony: 208

12 komentarzy:

  1. Ja też z pewnością wrócę do "Sońki", bo do takich książek warto wracać. Poza tym wydaje mi się, że za każdym razem można z niej wynieść jeszcze więcej, coś, co umknęło poprzednio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powrót jest obowiązkowy, ale tym razem będę ją skubać powolutku, zamiast pożerać na jedno posiedzenie. :)

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że kiedyś i ja przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Stoi na półce i czeka. Niedawno czytałam "Balladyny i romanse", a chcę sobie Karpowicza dawkować więc dam jej jeszcze chwilę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, lepiej sobie dawkować niektórych autorów. Tylko jeden problem mam z Karpowiczem - inne jego powieści mają paskudne okładki!

      Usuń
  4. Na mnie też "Sońka" czeka już od jakiegoś czasu. Bardzo chcę ją przeczytać, ale trochę się też tej lektury boję... Dlatego odkładam na kolejne tygodnie. Niezwykłe jest to, że nie spotkałam jeszcze żadnej negatywnej recenzji tej książki. Muszę się w końcu z nią zmierzyć sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziś znalazłam jedną na stronie empikowej, ale faktycznie przeważają pochlebne opinie. I dobrze, w końcu książka warta uwagi i do tego polskiego autora :)

      Usuń
  5. Dużo czytałam o tej książce, ale sama nie wiem czy ją czytać czy nie. Nie powiem, bo recenzją mnie zainteresowałaś, wiec może jednak się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytać! Jestem jak wąż od kuszenia książkami :D

      Usuń
  6. Właśnie zaczęłam czytać, więc szybko skonfrontuję Twoje słowa z własnymi odczuciami. :) Ale z tego, co widzę, nie będzie trzeba, bo zdania się chyba pokryją. ;)

    OdpowiedzUsuń