poniedziałek, 20 października 2014

Éric-Emmanuel Schmitt "Trucicielka"

Opowiadania to najlepsze formy autobusowo-tramwajowe. Czterdzieści minut jazdy w zupełności wystarczy, by rozprawić się z jedną historią. Właśnie dlatego zbiory opowiadań są według mnie podwójnie fajne: można je czytać wybierając historie w dowolnej kolejności, a temat przewodni zwykle jest w każdym taki sam lub zbliżony.


Tym razem padło na Schmitta przygarniętego dzięki Stonce-Biedronce-Małpce-Żabce (teraz nikt nie zgadnie jaki sklep tu reklamuję!). Tematem tego zbioru jest obsesja działająca jak trucizna. W każdej sytuacji może niepostrzeżenie wkraść się w nasze życie i zatruć myśli. Wystarczy, że pojawi się osoba, która chętnie nas wysłucha, przeżyjemy osobistą tragedię czy zakiełkuje nam w umyśle potrzeba zemsty.

Obsesja krąży w ludzkich żyłach, czai się pod skórą. Wcale nie tak trudno wydobyć ją na wierzch. Kiedy ta potrzeba zrobienia czegoś już człowieka opęta, trudno się od niej uwolnić. Obsesyjne myślenie i dążenie do zrealizowania swojego planu nie daje spać, jeść, myśleć o czym innym. Osoba ogarnięta obsesją staje się niewolnikiem własnego umysłu.

Tytułowa "Trucicielka" ma dla mnie twarz Judi Dench z "Notatek o skandalu". Greg z drugiego opowiadania to ojciec jakich wielu. Axel i Chris przedstawiają dwa przeciwieństwa, które spotykają się na końcu drogi. I wreszcie ostatnia bohaterka, Catherine, kobieta z krwi i kości. Nad wszystkimi bohaterami obowiązkowo czuwa święta Rita od beznadziejnych przypadków.

Obsesja w tych historiach nierozerwalnie łączy się ze śmiercią. Do tego szczypta miłości, odrobina nienawiści, garść wątpliwości i niezliczona ilość sprzecznych myśli. Taki jest właśnie genialny, przy czym zupełnie nieskomplikowany, przepis na opowiadania idealne. A mimo to, niewielu autorom tak dobrze udaje się ta sztuka. 

Wszystkie historie prowokują do spojrzenia na własne życie i przyjrzenia się własnym obsesjom. Czy czytelnik będzie w stanie stanąć oko w oko z tym, co spędza mu sen z powiek? Czy otworzy puszkę Pandory? Jedno jest jasne - po lekturze tej książki nic nie wróci do poprzedniego stanu. 

Schmitt spisał się wzorowo i trudno mi nawet wybrać ulubioną opowieść. Każda z nich miała w sobie to coś, co sprawiało, że nie mogłam się od niej oderwać. Żałuję jedynie, że tych historii było tak mało. 

Ocena: 8/10

Wydawca: Między słowami
Premiera: 17.03.14
Strony: 288

10 komentarzy:

  1. Bardzo lubię twórczość Schmitta i zwykle czytam każdą jego książkę. "Trucicielkę" też czytałam i bardzo mi się podobała. Mimo to raczej wolę całe powieści niż opowiadania, choć akurat w przypadku Schmitta idę na małe ustępstwa ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to mi się najbardziej w oczy rzuciło - sporo ludzi odrzuca od razu zbiory, bo wolą zwykłe książki. :)

      Usuń
  2. Nie przepadam za opowiadaniami. Na palcach jednej ręki mogłabym zliczyć zbiory, które przypadły mi do gustu. Twórczość Schmitta również za bardzo mnie nie pociąga xD No cóż... bywa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero moje drugie spotkanie ze Schmittem, ale chyba mi akurat przypadł do gustu jego styl pisania.

      Usuń
  3. "Stonce-Biedronce-Małpce-Żabce" :D
    Uwielbiam Schmitta od kiedy przeczytałam historię Oscara... Nie zawiodłam się na żadnej książce, na szczęście wciąż kilka tytułów przede mną, w tym "Trucicielka", którą również nabyłam w jednym z wyżej wymienionych marketów... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że ludzie wprost nienawidzą wydań kieszonkowych, a dla mnie są wybawieniem w tramwajach i ta kochana "Stonka-Biedronka-Małpka-Żabka" zawsze mnie pocketami ratuje :D

      U mnie podobnie ze Schmittem, od Oskara się zaczęło i czeka na mnie cała reszta twórczości tego autora.

      Usuń
  4. Och... Widziałam tę książkę w wakacje w Biedronce. Najpierw jej nie wzięłam, a gdy po nią wróciłam to... już jej nie było :/ Szkoda, chyba mam czego żałować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam ja też bardzo lubię książki Schmitta przeczytałam już jego 3 książki i najbardziej z nich wzruszyła i utkwiła w pamięć Oskar i Pani Róża wielokrotnie ją czytałam i chyba nigdy mi się ona nie znudzi zawsze ją zabieram ze sobą przede mną innych dożo ciekawych książek mam nadzieje że tak fajne jak te co przeczytałam już. Polecam

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak, "Oskar..." to świetna książka :)

    OdpowiedzUsuń