wtorek, 28 października 2014

Christina Baker-Kline "Sieroce pociągi"

Uwielbiam powieści inspirowane prawdziwymi wydarzeniami. Ta trafiła do mnie dzięki Natalii z Książką po łapkach. Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz wciągnęłam się mocno w czytaną historię i zaczęłam obawiać się czytelniczego kryzysu. Szczęśliwie okazało się, że "Sieroce pociągi" całkowicie zawładnęły moimi myślami.


Molly jest typową reprezentantką tak zwanej trudnej młodzieży - od paru lat tuła się od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Kiedy przez miłość do czytania wpada w tarapaty, poznaje starszą panią, która już na zawsze zmieni jej życie opowieścią o swej burzliwej przeszłości. Różnica wieku między kobietami wynosi ponad siedemdziesiąt lat, lecz o dziwo dosyć szybko znajdują wspólny język.

Vivian jest nie tylko irlandzką imigrantką, ale także sierotą. W latach 20. ubiegłego wieku przybyła do Ameryki ze swoją rodziną w nadziei na lepsze życie, lecz bardzo szybko utraciła najbliższe sercu osoby. Odtąd, skazana na łaskę i niełaskę innych ludzi, próbuje znaleźć swoje miejsce na ziemi. Wkrótce jedynymi śladami po jej prawdziwej tożsamości zostają rude włosy oraz naszyjnik z claddagh (serce w koronie trzymane przez dłonie, oznaczające odpowiednio: miłość, lojalność i przyjaźń).

Przyjaźń nawiązująca się pomiędzy z pozoru zupełnie różnymi charakterami dla Molly oznacza ratunek przed poprawczakiem i odskocznię od nieciekawej sytuacji w rodzinie zastępczej. Z kolei Vivian zyskuje nie tyle zwinną i młodą pomocnicę niezbędną przy porządkowaniu zagraconego strychu, co cierpliwą słuchaczkę, przed którą staruszka odsłania swoją zawiłą historię. Trudno powiedzieć, która z kobiet więcej na tym korzysta, natomiast pewne jest, że ich ścieżki skrzyżowały się w odpowiednim momencie. Jedna dorosła już do zmian, druga dojrzała do poważnych decyzji.

Historia opisana przez Christiną Baker-Kline jest fikcyjna, choć cały szkielet to prawdziwe wydarzenia w interpretacji autorki. Tytułowe pociągi z sierotami przemierzające Stany Zjednoczone wzdłuż i wszerz, organizacja Children's Aid spełniająca rolę dzisiejszej opieki społecznej oraz agencji adopcyjnych czy fala irlandzkiej imigracji. To wszystko miało miejsce niemal sto lat temu. Choć bohaterowie są stworzeni na potrzeby tej powieści, to nie mam wątpliwości, że podobnych, wręcz identycznych historii było wtedy całe mnóstwo.

Mocną stroną tej książki jest na pewno styl Baker-Kline i jej talent do wciągania czytelnika w opowieść niemalże natychmiastowo. Od razu polubiłam tę powieść, a przewijające się przez nią postaci są niesamowicie realne. Samo przedstawienie rodziny, która uciekła z Irlandii od biedy i niedostatku jest tak prawdziwe i prawdopodobne, że od razu przywodzi mi na myśl wspomnienia Franka McCourta "Prochy Angeli/Popiół i żar" o jego dzieciństwie spędzonym w zabiedzonym Limerick i o krótkim pobycie w Nowym Jorku, we wcale nie lepszych warunkach.

Bohaterka "Sierocych pociągów" nie miała tyle szczęścia co McCourt i utraciła rodzinę, a chwilowo również pewność siebie i poczucie własnej wartości. Choć wycierpiała wiele, ostatecznie znalazła swoje miejsce na ziemi. A jak do tego doszła? No cóż.. Musicie przekonać się osobiście. Historia ta, choć typowo obyczajówkowa i zapewne przez wielu zaliczana do literatury "kobiecej", jest zdecydowanie ambitniejszym podejściem do fikcji literackiej. Autorka dużo lepiej od Maureen Lee ("Flora i Grace") poradziła sobie z tematyką sierot, wojny i zerwanych więzów. Polecam!

Ocena: 8/10

Wydawca: Czarna Owca
Premiera: 16.07.14
Strony: 372

5 komentarzy:

  1. Niestety obyczajówki średnio do mnie trafiają, więc raczej podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda, bo ta akurat jest zdecydowanie inna do wszystkich podobnych gatunkowo i powiedziałabym nawet, że dużo lepsza. :(

      Usuń
  2. Hm.. Zapewne jest bardzo ciekawa, ale pozycja nie dla mnie. [ Aleja Recenzji ]

    OdpowiedzUsuń