wtorek, 30 września 2014

Wrześniowy zapychacz i podsumowanie lenistwa książkowego

Powinnam się schować ze wstydu, jakie okropne lenistwo mną zawładnęło w tym miesiącu. Zła ja, zła bardzo!

A teraz zabieram się za liczenie, bo choćbym stanęła na głowie, lepiej nie będzie.


1. Mark Helprin - Zimowa opowieść (692)
2. Tariq Ali - W cieniu drzewa granatu (333)
3. Amanda Coplin - Morelowy sad (484)
4. Maria Ulatowska, Jacek Skowroński - Autorka (422)
5. Iza Klementowska - Samotność Portugalczyka (208)
6. Margaret Atwood - Wynurzenie (199)
7. "Nie mogę powiedzieć, bo obedrą mnie z futra" (400)

Razem: 2738 stron

Okropnie się nie postarałam. Na pocieszenie zdjęcie z wybranymi jesiennymi nowościami biblioteczkowymi, które - mam nadzieję - pojawią się wkrótce na blogu i zostaną rozłożone na czynniki pierwsze. Figi już rozłożyłam, zawartość kubka również. Zaczęłam "Sońkę", więc jest nadzieja, że pierwszy październikowy post będzie właśnie o tej książce.

środa, 17 września 2014

Iza Klementowska "Samotność Portugalczyka"

Kiedy wzięłam tę książkę w rękę, uświadomiłam sobie smutną prawdę - prawie nic nie wiem o Portugalii. Poza nielicznymi faktami poznanymi w szkole, ten kraj pozostaje dla mnie zagadką. Dlatego z taką chęcią zabrałam się za reportaże Izy Klementowskiej.


Autorka, podczas swych podróży do tego kraju, rozmawia z jego obywatelami - o historii, o teraźniejszości, o problemach, marzeniach i obawach. Jedną z częściej wymienianych postaci jest António de Oliveira Salazar, twórca portugalskiego Estado Novo; dyktator. Choć wielu go nienawidziło i nie zgadzało się z jego pomysłami na rządzenie krajem - wciąż pozostaje jedną z najbardziej popularnych osób w  kraju.

Sporo jest także o kolonialnej przeszłości Portugalczyków, która ciągnie się za nimi do dziś. I mimo, że wcale nie byli w swych metodach cywilizowania podbijanych krajów tak brutalni jak Anglicy, to jednak do dziś mają z tego powodu wyrzuty sumienia. Rasizm, związany bardzo mocno z kolonizacją, czasem widoczny bardziej, a czasem mniej. Podziały jednak są, nawet między Portugalczykami a innymi białymi, obcokrajowcami. 

A co z Portugalią XXI wieku? Kryzys, brak pracy, rosnąca niechęć względem Unii Europejskiej, strach o jutro. Ludzie, którym brakuje pieniędzy na życie pozbywają się zdjęć i listów będących ich pamiątkami rodzinnymi - byle tylko móc z czegoś się utrzymać. Kolor skóry nie ma tu znaczenia. Biedni są zarówno biali jak i czarni Portugalczycy. 

Z reportaży Izy Klementowskiej wyłania się Portugalia w niezbyt wesołej sytuacji. Mieszkańcy wydają się pogrążeni we wspomnieniach, nie do końca gotowi by patrzeć w przyszłość z nadzieją. Choć życie nie jest łatwe, ludzie starają się zachować resztki pozytywnego nastawienia. Lubią rozmawiać, poznawać inne kultury. Równie chętnie opowiadają o sobie. 


Książka pozostawia jednak pewien niedosyt. Historie w zupełnie przypadkowej kolejności, brak uporządkowania, często pojawiają się wyrwane zupełnie z kontekstu myśli. Jednocześnie - zachęca do dalszego zgłębiania historii tego zupełnie obcego dla nas kraju. "Samotność Portugalczyka" - dla takich niezbyt zorientowanych w tym zakątku świata ludzi jak ja - stanowi pewien wstęp do dalszych poszukiwań. 

Z jednej strony całkiem dobrze czytało mi się te luźne przemyślenia ludzi na temat ich ojczyzny. Z drugiej jednak czegoś mi brakuje w tych opowieściach. A tak na marginesie - czułam się trochę, jakbym zaglądała tam, gdzie nie powinnam. I teraz już wiem trochę więcej, choć ciągle za mało. Czemu oni są tacy smutni? A tuż za wschodnią granicą leży tętniąca życiem, gorąca Hiszpania. Jeden półwysep, a tak zupełnie inne charaktery.

Ocena: 7/10

Wydawca: Czarne
Premiera: 25.08.14
Strony: 208

poniedziałek, 15 września 2014

Maria Ulatowska, Jacek Skowroński "Autorka"

Co robię późną nocą? Nie mogę zasnąć, bo chodzą mi po głowie potencjalne zakończenia książki. Chcę ją jak najszybciej skończyć, by sprawdzić, czy byłam bliska rozwiązania zagadki. Dlatego czytam - i wcale nie potrzebuję zapałek podpierających powieki. Po chwili do uważnie lustrujących kartki oczek jak pięciozłotówki dołącza opadająca w dół szczęka.

Zbieram ją z podłogi i idę napisać coś w miarę sensownego. Tylko jak to zrobić z ciągle ledwie trzymającą się na zawiasach szczęką? Cóż, spróbuję - a nuż się uda.


Muszę przyznać, że do duetów autorskich podchodzę bardzo ostrożnie; nie przepadam za nimi. Zawsze się obawiam, bo może mi się nie spodoba; może wykonanie będzie średnie albo historia taka sobie.. Nie wiem skąd mi się to bierze - powinnam raczej wierzyć, że połączenie sił dwójki pisarzy zaowocuje podwójnie dobrą powieścią.

A co z takimi mieszankami wybuchowymi, jak ta? Maria Ulatowska pisze powieści obyczajowe, Jacek Skowroński - kryminały. Cenię obydwa gatunki, choć wcześniej nie miałam przyjemności czytać książek tych autorów. A może to ta zdwojona moc pomysłów tak na mnie zadziałała? Bardzo prawdopodobne.

"Autorka", której opis nietrudno znaleźć w internecie (dlatego daruję sobie wszelkie streszczenia), to książka pełna niespodzianek. Jej twórcy tak skutecznie manewrowali wydarzeniami, że co chwilę zmieniałam zdanie i walcząc z samą sobą prawie podbiłam sobie oko, chcąc dowieść, że moja racja jest najmojsza. Tylko która? Zakończenie również zostało mocno zakręcone - do ostatniego zdania targały mną wątpliwości.

Protagonistką jest tytułowa autorka, Justyna Sobolewska, jednak ostatecznie, choć wszystko obracało się w około jej osoby - wcale nie była najważniejsza. Wątki pozostałych bohaterów nie dawały ani na chwilę się przyćmić, ale też ciągle pozwalały myśleć o pisarce jako o tej centralnej postaci.

Dawno już nie miałam w ręce książki, która wyglądała tak niepozornie, a jednocześnie tak bardzo mnie zaintrygowała. W przypadku "Autorki", ciągle pojawiające się nowe informacje - oraz zaskakujące, ale nie naciągane zwroty akcji -  pozwoliły utrzymać do samego końca wysoki poziom.

Czyta się jednym tchem. Po prostu siedziałam z książką na kolanach, przewracając kolejne strony. Język jest bardzo naturalny, a styl równie niewymuszony. Tym bardziej podziwiam to dzieło dwóch pisarzy - za to, że wydaje się być tworem jednego genialnego umysłu.

Nowa zakładka podkreślająca
mój entuzjazm względem tej historii

Czasem, podczas lektury polskich powieści, odnoszę wrażenie, że autor wysila się zbytnio, próbując dorównać zagranicznym twórcom. Wszystko wydaje się sztuczne, przesadzone i nie na miejscu, jakby pisarz zasłonił swoją twarz papierową maską, wmawiając wszystkim, że jest kimś innym. W tym przypadku, jak już wspomniałam, było zupełnie na odwrót - książka od razu przypadła mi do gustu. Wszystko było jak najbardziej na swoim miejscu. Styl i treść to takie dwa idealnie pasujące do siebie kawałki większej i bardziej złożonej układanki, jaką jest "Autorka".

Gdybym mogła porównać tą książkę do mebla - byłoby to najwygodniejsze miejsce do czytania. Zatopiłam się w tej historii zanim skończyłam czytać pierwszy rozdział. Wygląda na to, że powiedzenie "Co dwie głowy, to nie jedna" pasuje tutaj idealnie.

Naprawdę polecam. Ta opowieść zaskoczy Was nie jeden raz. Później, jeszcze długo będziecie o niej myśleć. A ona nie da Wam o sobie tak łatwo zapomnieć.

Ocena: 8/10

Wydawca: Prószyński i S-ka
Premiera: 5.08.14
Strony: 422

czwartek, 11 września 2014

Amanda Coplin "Morelowy sad"

Zakochałam się w pięknej okładce do tego stopnia, że bez większego zagłębiania się w opis książki, postanowiłam ją kupić. Oto druga historia będąca częścią Serii Kaszmirowej. 


Znów klimaty amerykańskie, choć tym razem nie ciepłe i południowe. "Morelowy sad" przenosi nas do stanu Waszyngton, jest początek XX wieku. William Talmadge, około sześćdziesięcioletni samotny sadownik,  otacza opieką dwie dziewczynki w ciąży, które wydają się być w potrzebie, a jednak nikt inny nie chce się nimi zainteresować. Choć przywykł do życia w pojedynkę, nie jest typem nieczułego, aspołecznego dziwaka.

Kiedy zaczynam zastanawiać się nad tą historią, w mojej głowie pojawiają się różne skojarzenia, ale trzy szczególnie wyróżniają się na tle reszty.

Samotność. To ona sprawia, że mężczyzna postanawia pomóc Delli i Jane w trudnej sytuacji. Tęsknota za siostrą, która zniknęła przed laty, sprawia, że mężczyzna czuje się odpowiedzialny za dziewczyny i pragnie chronić je przed tym, co spędza im sen z powiek.

Rodzina. Która nie musi być stereotypowym zestawem 2+1. Talmage i Angelene nie są w żaden sposób ze sobą spokrewnieni, ale więzy krwi nie są tu ważne. Liczy się chęć niesienia pomocy drugiej osobie, wsparcie, zaufanie i..

Przyjaźń. Niezawodna Caroline Middey staje się dla małej Angelene substytutem matki. Jest jej przyjaciółką, nauczycielką i opiekunką. Dla Talmadge'a jest kimś naprawdę wyjątkowym, choć nie łączą ich głębsze uczucia. Lubią swoje towarzystwo i cenią sobie rady drugiej osoby. Gdyby "Morelowy sad" był typowym romansidłem, najpewniej zostaliby kochankami.

..ale nie jest. Książka Amandy Coplin to historia ludzi, którzy zmagają się z bolesną przeszłością i sami lub z wsparciem bliskich próbują uporać się ze swoimi troskami. Czy im się to udaje? Sami się przekonajcie.

Skończyłam czytać i o dziwo.. Jest mi smutno i wcale nie czuję ulgi. Choć przez sporą część czasu, jaki spędziłam nad lekturą tej powieści, narzekałam na to, że historia ciągnie się niemiłosiernie i czasem robi się troszkę mniej interesująco, to jednak cieszę się, że poznałam tą opowieść.

Czasem nasze życie nie układa się tak, jakbyśmy tego pragnęli. Jednak nie oznacza to wcale, że musimy użalać się nad zmarnowanymi szansami. Warto wykorzystać to, co dostajemy od losu. I o tym jest ta książka.

Ocena: 7/10

Wydawca: Black Publishing
Premiera: 16.04.14
Strony: 484

piątek, 5 września 2014

Tariq Ali "W cieniu drzewa granatu"

Zwykle nie czytam powieści, których akcja toczy się w aż tak odległej przeszłości. Jednak zdarza się czasem, że temat przypadnie mi do gustu i książka pochłonie mnie całkowicie. Tak było i tym razem.


"W cieniu drzewa granatu" to pierwsza część Kwintetu Muzułmańskiego, opisującego losy wyznawców Allaha u schyłku średniowiecza. Autor ukazuje przede wszystkim ich relacje z chrześcijanami, którzy próbowali wyprzeć ich z terenów - w tym przypadku - południowej Hiszpanii.

Co bardzo działa na korzyść tej książki, to przedmowa napisana przez samego Tariq Ali odnosząca się do genezy całej serii. Jest to świetny wstęp, który jeszcze bardziej umocnił mnie w przekonaniu, że trafiłam na dobrą powieść historyczną. Pojawiają się w niej zarówno postaci fikcyjne, jak i ludzie, którzy żyli przed wiekami, dzięki temu opowieść wydaje się jeszcze bardziej wiarygodna. 

Głównymi bohaterami (bo znów trafiłam na książkę, w której nie ma jednego wyraźnego protagonisty) są członkowie banu Al Hudajl, którzy muszą stawić czoło smutnej rzeczywistości. Chrześcijanie chcą zagarnąć ziemie dla siebie, a jedynym sposobem na to jest pozbycie się Arabów i ich kultury. 

Dla dumnego rodu najtrudniejsza okazuje się decyzja, którą muszą podjąć - przejść na wiarę przeciwników, aby przeżyć, czy może stanąć do walki i pozostać wyznawcami swojej religii? Czy członkowie banu Al Hudajl podejmą jednogłośną decyzję? 

Wszyscy wiemy dobrze z lekcji historii, jak skończyła się ta walka o wpływy, ale mimo wszystko - polecam tą opowieść. Ukazuje ona historię oczami muzułmanów, a my, tutaj, w Europie, często próbujemy wybielać siebie, robiąc z reprezentantów innych kultur diabłów. Otóż nikt nie jest tylko biały lub tylko czarny, za to każdy wierzy, że ma monopol na prawdę i rację po swojej stronie.

Ta opowieść wciągnęła mnie tak bardzo, że nawet nie zauważyłam jej końca. Niestety niektóre wątki po prostu się urwały. Co dalej z Zuhajrem czy Miguelem? A Kulsum? Była jedną z czwórki rodzeństwa, autor wspominał o niej najmniej i chyba tylko wtedy, kiedy sobie o niej przypomniał. Mimo to, jestem w stanie przymknąć na to oko. Główny wątek został zakończony, a to jest najważniejsze.

Okładka jest przepiękna i im dłużej na nią patrzę, tym bardziej ją lubię. Oby pozostałe części były równie pięknie "ubrane". Drugi tom Kwintetu Muzułmańskiego ("Księga Saladyna"), który będzie miał swoją premierę już 22 września wygląda równie dobrze. Teraz tylko pozostaje mi czekać na kolejne historie pióra Tariq Ali.

I na koniec jeszcze cytat, który bardzo mi się spodobał: 
Wszystkie religie są niczym ciemny labirynt. Ludzie są religijni albo z przymusu, albo z przyzwyczajenia. Nigdy nie pytają, czy to, w co wierzą, jest prawdą. Objawione rewelacje wryto nam głęboko w umysły, a trzeba ci wiedzieć, że to starożytni wymyślili opowieści, które nazywamy religią. Wierzę za to w to, że Musa, `Isa i nasz Prorok Muhammad byli wielkimi przywódcami w niespokojnych czasach. s.217

Ocena: 8/10

Wydawca: Lambook
Premiera: 27.05.14
Strony: 333

środa, 3 września 2014

Mark Helprin "Zimowa opowieść"

O "Zimowej opowieści" słyszałam już tyle razy, że w końcu i ja musiałam się nią zainteresować. Choć pogoda już mało letnia, to do zimy jeszcze daleko i czytanie o mroźnych krajobrazach okazało się bardzo przyjemne, kiedy za oknem wciąż słonecznie.


O tej książce zdecydowanie nie mogę powiedzieć, że pochłonęłam ją w parę chwil, bo tak nie było. Czytało mi się raz lepiej, raz gorzej, choć dość szybko dałam się wciągnąć. Mark Helprin stworzył bardzo złożoną fabułę z mnóstwem postaci, dzięki czemu ciągle nowe wątki przerywały już te rozpoczęte, aby później ustąpić im miejsca. 

Akcja powieści toczy się dość wolno, ale ja lubię takie opowieści, w których autor powolutku doprowadza nas do końca, odwracając naszą uwagę od głównego bohatera, zastępując go innymi postaciami. To takie rozwijanie kłębka włóczki i ponowne zwijanie - oczywiście w formie słów. 

Z akcją związany jest też czas, który w przypadku "Zimowej opowieści" kojarzy mi się trochę z obrazem Trwałość pamięci Salvadora Dalí. Trudno jest określić, co kiedy się dzieje, bo autor prawie do samego końca unika podawania dat i tylko sugeruje czasem z jakim okresem mamy do czynienia.

Mark Helprin kocha opisy i w tej książce bardzo dobrze jest to widoczne. Od ludzi, przez krajobrazy, po mechanizmy różnych sprzętów. Niektóre bardzo mu się udały i czytałam je z wielką przyjemnością, inne były nieco nużące.

Nie mogę wspomnieć o innej ważnej części tej opowieści - o nierealnych elementach, przeplatających się z tymi całkiem zwykłymi i oczywistymi. Sto procent bardzo dobrego magicznego realizmu, choć w nie zawsze satysfakcjonującym wydaniu. Bardzo przypadły mi do gustu wątki z jeziorem Coheeries, mgłą czy postać Athansora, w przeciwieństwie do fragmentów związanych z Krótkimi Ogonami i Pearlym Soamesem (oraz ich powrotem).

Mam jednak dosyć mieszane uczucia co do tej powieści. Jest piękna, dobrze napisana, pełna uroczych scen, zabawnych komentarzy i cudownych, rozbudowanych opisów. Mimo to, można się w niej nieźle pogubić. Autor stara się wciągnąć czytelników w swoją opowieść, zmuszając nas do snucia domysłów na temat rozgrywających się wydarzeń.

Wniosków i pomysłów mam bardzo wiele, dlatego dyskusję o "Zimowej opowieści" uważam za niezbędną. I może ktoś rozplącze mnie przy okazji z tej włóczki, w którą się zaplątałam, próbując rozwikłać wszystkie tajemnice tej książki.

Ocena: 7/10

Wydawca: Otwarte
Premiera: 17.02.14
Strony: 692

wtorek, 2 września 2014

Sierpniowe podsumowanie książkowe

Wczoraj rozpoczął się wrzesień, a dla mnie oznacza to jeszcze jeden miesiąc ostatnich leniwych wakacji. Moje lenistwo znów się udziela i w związku z tym, zamiast czytać - pobawię się w pierwsze podsumowanie. W końcu jest o czym pisać.

Sierpień był dla mnie bardzo książkowy, ale znalazło się też parę typowo nieczytelniczych dni. W pozostałe szalałam, chcąc odbić sobie okropny lipiec, kiedy cierpiałam na wstręt do czytania i przechodziłam fazę wakacyjnego nicnierobienia.

A do tego trzy książki w wersji elektronicznej.

1. María Dueñas - Olvido znaczy zapomnienie (432)
2. Nina George - Lawendowy pokój (339)
3. Denise Kiernan - Dziewczyny atomowe (424)
4. Anna Jean Mayhew - Sucha sierpniowa trawa (304)
5. Aleida March - Mój Che. Bardzo intymnie (264)
6. Charlotte Link - Ciernista róża (600)
7. Karol Lewandowski - Busem przez świat. Wyprawa pierwsza (316)
8. Maureen Lee - Flora i Grace (302)
9. Michelle Cohen Corasanti - Drzewo migdałowe (392)
10. Izabela Sowa - Powrót (268)
11. Jodi Picoult - Where There's Smoke (40)
12. Jodi Picoult - Larger Than Life (78)
13. "Nie mogę powiedzieć, bo obedrą mnie z futra" (608)

Razem: 4367 stron

Nie jest źle, czytam dalej. Tym bardziej, że jest co czytać. Teoretycznie wybrałam sobie już książki na wrzesień, ale w praktyce mój plan właśnie się rozpada. Kończę "Zimową opowieść", a później.. może mały powrót do letnich klimatów? Chociaż najchętniej zostałabym w Nowym Jorku "na jeszcze dwie książki" (bo chwil z nimi będzie znacznie więcej). W planach mam też książkowy wypad do Rosji, Skandynawii, Hiszpanii, Iraku, na Wyspy Brytyjskie i wszędzie, gdzie tylko zaprowadzą mnie opowieści.

Jednego mogę być pewna - czytadeł na pewno mi nie zabraknie; w tym miesiącu przyjdzie do mnie dziewięć nowych książek. Nie wygrzebię się spod stosu, jeśli się zawali!