poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Nina George "Lawendowy pokój"

Do sięgnięcia po daną książkę przekonuje mnie zwykle jeden z kilku elementów: niezapomniana okładka, chwytliwy tytuł, interesujący opis lub przychylne opinie innych czytelników. Mało kiedy trafiam na tytuł, który przyciąga wszystkim, a powieść Niny George to jeden z tych wyjątków - dodam, że nieczęsto spotykanych. Już od pierwszego zerknięcia na okładkowe pole lawendy wiedziałam, że ta pozycja będzie moja. Tytuł i opis zachęcały, a po pierwszych recenzjach zupełnie straciłam głowę. Do tego Wydawnictwo Otwarte każdego dnia, aż do samej premiery, kusiło na swoim facebookowym profilu klimatycznymi zdjęciami lawendy - uległam i dzięki mojemu ukochanemu drugiemu połówkowi pomarańczy ( :) ) na parę dni zamieszkałam w "Lawendowym pokoju".


Nie lubię pisać o treści książek, bo zwykle wtedy odnoszę wrażenie, że zdradzam aż za dużo. Dlatego tym razem bardziej skupię się na tym, co czułam, kiedy czytałam tę książkę i czym mnie urzekła. 

Historia głównego bohatera to temat, który nie po raz pierwszy przewija się w literaturze. Kobieta, która odeszła i złamane męskie serce. Niedające żyć wspomnienia i przytłaczające obrazy z przeszłości, które wracają w najmniej spodziewanym momencie - to wszystko zamknięte w małym pokoju o ścianach koloru lawendy.

Bohaterowie "Lawendowego pokoju" to zbieranina różnych ludzi, których łączy posiadanie określonej pasji. Większość z nich czyta też książki i z nich, dzięki cennym radom Jeana Perdu, czerpie pokrzepienie. Mamy trochę klasycznych książkowych postaci - wścibskie i plotkujące baby, które jednak da się polubić, ludzi mniej lub bardziej zagubionych i cierpiących na brak weny artystów. są w różnym wieku i zróżnicowanym pochodzeniu, natomiast każdy ma jakiś problem, któremu musi stawić czoło. 

Nina George w swojej opowieści używa bardzo plastycznego języka, który sprawia, że podczas lektury w głowie same pojawiają się kolejne sceny. Do tego opisuje przyrodę i krajobrazy tak cudowne, że przez większość czasu czytałam te opisy po dwa razy, tak bardzo mi się podobały. Ale nie tylko ładne widoczki przypadły mi do gustu. Cała opowieść jest tak przyjemna i ciepła, że w ogóle nie czułam zmęczenia czytaniem; lekki styl autorki to kolejny atut tej książki. 

Nie było postaci, która by mnie irytowała czy wywołała jakieś negatywne odczucia. Wszystkich bohaterów od razu polubiłam - markotnego pisarza-debiutanta z mojego rocznika i tego dziwnego protagonistę/aptekarza/rzecznego sprzedawcę książek, nawet wielką nieobecną, która pojawiała się tylko we wspomnieniach i jako narratorka pamiętnika. Tu muszę wspomnieć, że te nieliczne fragmenty wpisów z dziennika i listy tylko wzbogacają i tak barwną już fabułę. 

Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie mówi opis, a która wydaje mi się bardzo istotna - cała ta historia opowiada o podróży ze stolicy Francji  do Prowansji. Towarzyszy jej pyszna francuska kuchnia charakterystyczna dla tego bajecznego regionu, mnóstwo fajnych książek, dwa kochane koty - Kafka i Lindgren, słynne francuskie wina z pobliskich winnic i pola lawendy. Lawenda w jedzeniu, na ścianach pokoju; jej wyjątkowy zapach i soczysty fioletowy kolor.. 

I jeszcze zbliżenie
na mój ulubiony fragment okładki :)

"Lawendowy pokój" to barwna i pachnąca opowieść o radzeniu sobie ze swoją bolesną przeszłością i podejmowaniu niełatwej walki o spokojną przyszłość. Catherine, jedna bohaterek wykreowanych przez Ninę George, powiedziała parę słów, które idealnie opisują całą tą książkę i są jednocześnie wartościową wskazówką dla każdego, kto nie chce niczego żałować i żyć pełnią swojego życia:

Każdy człowiek ma taki swój wewnętrzny pokój, w którym czają się demony. I dopiero kiedy go otworzy i stawi im czoła, będzie naprawdę wolny. s. 319

Na końcu znajdziemy parę przepisów na aromatyczne dania kuchni prowansalskiej i spis wszystkich książek, które przewinęły się w rozmowach bohaterów powieści. Pierwsza wymieniona przez Jeana Perdu książka to "Rok 1984" Orwella, a ponieważ uwielbiam tę historię to byłam podwójnie dobrze nastawiona do dalszej lektury. I nie zawiodłam się.

Ocena: KOCHAM!

Wydawca: Otwarte
Premiera: 30.07.14
Strony: 339

12 komentarzy:

  1. Po tak pozytywnej recenzji i ocenie nie sposób po nią nie sięgnąć... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto tu przyjdzie i przeczyta - nie będzie miał wyjścia! Już ja się o to postaram.

      Usuń
  2. Aniu zamorduję Cię...zamówię na pewno :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie! Proszę, jeszcze nie teraz, bo przede mną cały stosik książek! Jak one przeżyją stratę mnie, swojej naczelnej czytelniczki?

      :D

      Usuń
  3. uwielbiam fioletowy kolor....zapisuję na liście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto, bo w środku dużo więcej kolorów, nie mówiąc już o smakach - czytając ciągle byłam głodna.

      Usuń
  4. Ja tez nie moglam sobie odmówić tej książki, przyszla pachnąca lawenda, dzięki dołączonej saszetce zapachowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja też tak cudownie pachniała i przyszła z kadzidełkami o zapachu lawendy - jedno już zostało wypalone podczas książkowej sesji :)

      Usuń
  5. Czytałam, naprawdę świetna książka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się okładka uroczo się prezentuje, a z Twojej recenzji wynika, że ze środkiem książki podobnie, a może i lepiej. ;) Kiedyś na pewno przeczytam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po takiej recenzji muszę koniecznie kupić ! A okładka urzekająca !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest przepiękna i polecam, bo warto ją mieć na swojej półce :)

      Usuń