niedziela, 24 sierpnia 2014

Michelle Cohen Corasanti "Drzewo migdałowe"

Dziś parę słów o książce, o której każdy czytelnik musiał już słyszeć. Całkiem niedawno zrobiło się o niej naprawdę głośno i nie był to na pewno rozgłos mający na celu wypromować kiepską historię ubraną w ładną okładkę.


Przede wszystkim, jestem pod ogromnym wrażeniem samej autorki, która bardzo rozsądnie wypowiada się o konflikcie izraelsko-palestyńskim. Tym bardziej podziwiam ją za ukazanie w "Drzewie migdałowym" perspektywy Palestyńczyków, a przecież sama jest Żydówką i jej gest, choć dla jednych jest zdradą własnego narodu, dla innych oznacza symboliczny pierwszy krok, na który powinny odważyć się obydwie strony; spojrzała na świat oczami drugiego człowieka.

Jak zwykle, nie chcę pisać o samej treści, by zbyt wiele nie zdradzić, ale muszę się przecież jakoś do niej odnieść. Historia Ahmada Hamida podzielona jest na cztery części, które stanowią w pewnym sensie różne fazy jego życia. Na początku poznajemy rodzinę chłopca i jesteśmy świadkami wielu łamiących serce tragedii. Śmierć, przymusowe przeprowadzki i rozłąka z bliskimi są na porządku dziennym - tak samo, jak zupełnie niespodziewane ostrzały i kolejne utraty dachu nad głową.

Mimo toczącego się w tle konfliktu, Ahmad stara się prowadzić w miarę normalne życie; jak każdy w jego wieku bawi się i chodzi do szkoły. Jako najstarsze dziecko, w pewnym momencie musi zastąpić swojego nieobecnego ojca i w wieku dwunastu lat staje się głową rodziny. Choć jest utalentowany, zamiast rozwijać swoje pasje, musi pracować, by jego matka i rodzeństwo mieli z czego żyć. Kiedy pojawia się szansa na wyrwanie się z okropnej rzeczywistości, chłopak od razu ją chwyta, mimo licznych protestów ze strony rodzicielki. Ojciec, z kolei, widzi w wyjeździe na studia szansę Ahmada na pogodną przyszłość dla wszystkich. 

Niesamowity talent do przedmiotów ścisłych staje się dla głównego bohatera przepustką do lepszego świata, a jego pieniądze i wpływy dają możliwość rozwinięcia skrzydeł reszcie licznej rodziny. Ale czy to wystarczy, by pokonać wszystkie trudności? Czy uda się stopić lód, który skuł serce jego młodszego brata, Abbasa, dla którego Ahmad to zdrajca i tchórz?

Historia równie piękna, co nieprawdopodobna, ale nie chodzi wcale o pokazanie przykrej rzeczywistości, która jest bliska prawdzie. Ta opowieść o chłopcu, który wyrwał się z piekła, by wrócić i pomóc swoim bliskim, pięknie ilustruje marzenia zwykłych ludzi, żeby tam, gdzie dzieje się źle zapanował w końcu pokój i spokój. Ale to będzie możliwe tylko wtedy, gdy obydwie strony odłożą broń i puszczą w niepamięć swoje uprzedzenia. Potrzebna jest miłość, tolerancja, zaufanie, chęć współpracy, i umiejętność ustępowania. Tylko tak uda się zakończyć każdy jeden konflikt na świecie.

Książka jest pięknie wydana i pełno w niej kwiatów drzewa migdałowego, które jest tak istotnym symbolem w tej opowieści. Ta roślina daje cień, jest miejscem dziecięcych zabaw, cudownie kwitnie i rodzi owoce, które są podstawą kuchni w domu głównego bohatera. Mimo toczącej się latami wojny, migdałowiec ciągle stoi w tym samym miejscu i stanowi symbol wytrwałości i niegasnącej nadziei na lepsze jutro. 


Michelle Cohen Corasanti napisała powieść, obok której nie można przejść obojętnie i którą wszystkim polecam. "Drzewo migdałowe" to historia, która uczy, że nienawiść, niczym chwast, niszczy wszystko, co stanie na jego drodze i raz zasiana, jest trudna do usunięcia, ale przecież nie niemożliwa. W każdym momencie można rozpocząć życie na nowo i dążyć do naprawy stosunków międzyludzkich.

Dużo osób porównuje tą powieść do "Chłopca z latawcem", za którego ciągle nie mogę się zabrać. Mnie, natomiast, ta historia przypomina trochę tą z "Imiennika".

Ocena: 8/10

Wydawca: Sine Qua Non
Prermiera: 18.06.14
Strony: 392

8 komentarzy:

  1. Mam ją na półce, wkrótce ją poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi rzeczywiście znajomo. Przeczytałam trzy książki Hosseiniego, naprawdę chwytają za serce, więc ta też mi się pewnie spodoba. Swietna recenzja :) A migdały uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham migdały! U mnie dwie książki tego autora czekają w kolejce, ciągle.. Już sobie obiecuję, ale może wrzesień będzie należał do Hosseiniego :)

      Usuń
  3. Czaję się na tę książkę od dłuższego czasu i nadal jej nie mam. A mnóstwo osób mówi, że to fascynująca lektura. Koniecznie muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja jestem kolejną, która na "Drzewo migdałowe" nie jest w stanie powiedzieć złego słowa. Polecam i obiecuję, że nie pożałujesz :)

      Usuń
  4. "Drzewo migdałowe" wywarło na mnie duże wrażenie - nie tylko ze względu na piękną opowieść, ale też tło społeczno-polityczne. To książka bezkompromisowa, która nie rozgrzesza nikogo. Podobało mi się, że autorka nie skupiła się na jednej stronie konfliktu, a pokazała prawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ją za to pokochałam. Cudowna opowieść, daje nadzieję na zmiany.

      Usuń