sobota, 2 sierpnia 2014

María Dueñas "Olvido znaczy zapomnienie"

Dzisiaj postaram się krótko, bo po prostu nie mam nad czym się zachwycać. Zamiast zachwytów - wielkie rozczarowanie, bo na książkę polowałam jeszcze na długo przed pojawieniem się polskiego wydania. Byłam wręcz pewna, że autorka znów mnie pozytywnie zaskoczy i porwie w inny świat swoją drugą powieścią.

Tym razem ciasto bananowe przyćmiło książkę


Lubię opowieści wielowątkowe, gdzie historii jest mnóstwo i co parę rozdziałów książka przenosi nas do innego świata. Podobają mi się też czytadła, w których akcja toczy się na przestrzeni wielu lat; świetnie rozwijają wyobraźnię. Zainteresowały mnie ostatnio powieści kampusowe - a "Olvido.." jest właśnie taką historią. Naprawdę nie mam pojęcia co z tą książką jest nie tak, co sprawia, że mimo obecności tych wszystkich tak cenionych przeze mnie elementów nie byłam w stanie się do niej przekonać.

Jak wielu innych czytelników, skusiło mnie nazwisko autorki, spod której pióra wyszła świetna ''Krawcowa z Madrytu''. Ten powrót uważam niestety za mało udany. Nie wciąga, a wręcz męczy. Nie byłam nawet w połowie, kiedy zadecydowałam, że tak książka w ogóle mi się nie podoba, nie trafia do mnie. Podczas czytania nie towarzyszyła mi ta typowa dla dobrej lektury niechęć przy wieczornym odkładaniu jej - bo w końcu kiedyś trzeba się wyspać. Czułam wręcz ulgę, że mogę zrobić sobie przerwę.


Ta pozycja niewątpliwie jest ciekawa, ale ciągle myślę o niej przez pryzmat ''Krawcowej z Madrytu'' i nie jestem w ogóle przekonana. Niby cała opowieść ma sens, historie są ciekawe, ale w sumie nie wiadomo o czym jest ta powieść. O Blance? O Andresie? O Danielu? Ta książka to taki misz-masz. Trochę historii zranionej kobiety, trochę odkrywania przeszłości nieżyjącego już człowieka. W sumie wszystko w jednym, ale jak dla mnie nie do końca się klei.


Brakuje jej tego czegoś, co sprawiło, że pierwsza książka Maríi Dueñas pochłonęła mnie bez reszty. Już od pierwszych rozdziałów nie przypadła mi do gustu i właściwie cały pozostały czas to było brnięcie przez opowieść na siłę, żeby tylko ją skończyć - a ja nie znoszę przerywania, choć z niejedną książką już przegrałam. Podczas czytania średnio wciągnęłam się w tą opowieść; musiałam czasem czytać po trzy razy jedną linijkę, żeby cokolwiek do mnie dotarło - to nie jest rzecz normalna, kiedy ma się za sobą poranną kawę.


No cóż, nie zawsze książki muszą nas porywać. Ta jest ledwie poprawna, bez większych szaleństw.


Ocena: 5/10


Wydawca: Muza S.A.

Premiera: 16.04.14
Strony: 432

4 komentarze:

  1. Mam baaardzo podobne odczucia na jej temat, przechodzi bez echa, a w dodatku męczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie.. A mnie tak dziwią te wysokie oceny i zachwyty nad nią. Ale komuś, kto zechciał tą książkę wydać, musiała za coś przypaść do gustu.

      Usuń
  2. raczej nie przeczytam, skutecznie mnie zniechęciłaś ;)

    OdpowiedzUsuń