piątek, 25 lipca 2014

Tom Perrotta "Pozostawieni"

Od momentu, kiedy dowiedziałam się o książce i o serialu na jego podstawie, nie mogłam się doczekać, aż w końcu przeczytam "Pozostawionych". Ale z obejrzeniem ekranizacji obiecałam sobie samej zaczekać i teraz ze spokojnym sumieniem mogę włączyć nowy serial HBO i się pozachwycać - mam nadzieję. Nie jestem całkowitą przeciwniczką filmów i seriali opartych na książkach, dlatego z chęcią sprawdzę tą produkcję i po prostu z ciekawości porównam ją z oryginałem.

W książce pozostawieni ludzie, a na talerzu
pozostawiony ostatni kawałek ciasta wiśniowego*

Szczególnie po tej obiecującej rekomendacji Stephena Kinga z okładki - rzuciłam wszelkie zaległe stosiki i poleciałam czytać "Pozostawionych". Nie jest to książka, którą napisano, by nas w jakiś sposób zaskoczyć czy zaszokować. Nie ma tu też właściwie żadnego zakończenia, ani też wydarzeń, które nadawałyby akcji rozpędu. Ale mimo wszystko czyta się bardzo dobrze. Bo chyba o to chodziło - zajrzeć w życie ludzi, których świat legł w gruzach i sprawdzić, czy uda im się wstać, otrzepać zakurzone ubrania i ruszyć przed siebie. W końcu opowieść nie jest o tych, którzy zniknęli, ale o tych, którzy zostali i z tą stratą muszą się jakoś uporać. Czy dają sobie radę? Na pewno wszyscy na swój sposób próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Akcja toczy się trzy lata po tajemniczym zniknięciu 2% populacji naszej planety. Głównymi bohaterami są członkowie jednej rodziny, która właściwie bezpośrednio nie została dotknięta tą tragedią. Ojciec, matka, syn i córka nadal są wśród tych, którzy pozostali. Ale ich znajomi utracili wiele bliskich osób. Jest też Nora, kobieta, która straciła całą najbliższą rodzinę - w jednej chwili opuścił ją mąż i dwójka ukochanych dzieci.

Mamy wątek religijny, przez który część bohaterów próbuje sobie wytłumaczyć zniknięcie tylu ludzi na raz. Tom i Laurie dołączają do nowo-utworzonych ugrupowań głoszących rychłe nadejście dnia Sądu Ostatecznego, którego zapowiedzią było "porwanie Kościoła". Mamy też ludzi, którzy zupełnie nie chcą wierzyć, że to Stwórca maczał w tym zniknięciu palce. Kevin zostaje burmistrzem Mapleton, a nastoletnia Jill oddala się od ojca, zmieniając się z grzecznej córki w buntowniczkę, która na każdym kroku sprawia rodzicom problemy wychowawcze. Nora z kolei pragnie normalności, jednocześnie uciekając od niej, z całej siły chcąc po prostu zniknąć, zapaść się pod ziemię i nie musieć znosić tych wszystkich współczujących spojrzeń.

Ta książka wydaje się tak zupełnie zwyczajna - opowiedziana z innej niż zwykle perspektywy. Mieliśmy już masę powieści o losach porwanych lub nie wiadomo jak i kiedy znikających ludzi. Było też sporo czytadeł z perspektywy zrozpaczonych rodzin, które trzymają się każdego skrawka nadziei, że bliscy im ludzie w końcu się odnajdą. Tymczasem Tom Perrotta daje nam do zrozumienia, że nie ma szansy powrotu tych, którzy zniknęli. Bohaterowie także doskonale zdają sobie z tego sprawę. I dlatego ich życie jest jeszcze trudniejsze. Nagle wszystko się urwało, skończyło. A oni jak gdyby nigdy nic muszą żyć dalej. Ale nie chcą; wydają się pogrążeni w głębokim śnie. Niby normalnie funkcjonują, wstają rano i jedzą śniadanie, chodzą do pracy i szkoły, robią zakupy, spotykają się z rodzinami i przyjaciółmi.. Jednak nie dla każdego powrót do codzienności wydaje się dobrym wyjściem. Ci, którzy szukają w tym zniknięciu głębszego sensu, odmawiają sobie ziemskich przyjemności, chcąc jednocześnie pokazać innym, że to jedyna droga postępowania po poniesieniu tak ogromnych strat.

Zakładka i książka - para nierozłączna niczym Winni Pozostali

Nie jest to jedna z tych pozycji, które zapierają nam dech w piersiach swoją wartką akcją, pełną niespodziewanych zwrotów i urwanych tropów. "Pozostawieni" to po prostu zwykła opowieść o ludziach, którzy uczą się żyć od nowa, w innym świecie; zupełnie jak po jakimś kataklizmie czy wojnie. 

Zakończenie jest w pewnym sensie satysfakcjonujące, bo wydaje się, ze jeden z wątków książki zostaje zamknięty. Nie wiemy natomiast co z resztą bohaterów, a już na pewno niech nikt nie liczy na rozwiązanie zagadki tajemniczego zniknięcia milionów ludzi. Nie o to w tej książce chodzi. Autor pozwala nam tylko na chwilę zajrzeć do życia bohaterów swojej powieści, żebyśmy przekonali się, jak toczy się ich życie.

Wiedział, że będzie mu brakowało jej uśmiechu o poranku i nadziei, którą mu dawała, przekonania, że wciąż może być fajnie, że jesteśmy czymś więcej niż sumą tego, co nam odebrano. s. 363

Nie było wielkich fajerwerków, ale ich brak sprawił, że ta książką jest jeszcze lepsza, niż byłaby z nimi. 

Ocena: 9/10

Wydawca: Znak Literanova
Premiera: 30.06.14
Strony: 380

* Ciasto wiśniowe z serialu Miasteczko Twin Peaks, przepis z From Movie to the Kitchen - polecam!

3 komentarze:

  1. hmmm.. ciekawa sie wydaje chociaż to trochę nie moje klimaty.Opisem przypomina mi książkę "przywróceni" Motta, która bardzo mi się podobała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to lecę zobaczyć, bo może być ciekawie. Ja niby też nie jestem fanką takich książek, ale jednak dobrą literaturę - jaki by to nie był gatunek - lubię czytać. :)

      Usuń
  2. Nie czytałam jeszcze książki o takiej tematyce, ale oglądam czasami filmy nawiązujące do tego gatunku.
    Jeśli książka wpadnie w moje ręce to ją przeczytam - mogłaby mi się spodobać. ;)

    OdpowiedzUsuń