sobota, 5 lipca 2014

Olga Rudnicka "Fartowny pech"

Dziś znów krótko, bo po prostu nie mam się do czego przyczepić, a ileż można pisać, że coś nam się podoba? No dobra, można. Pewnie i tak się rozpiszę.

Letnia czytanka i poziomki :)

Kto nie boi się "strasznych" gangsterów, na pokład!

Książka trafiła do mnie dzięki konkursowi i bardzo, bardzo się z niej cieszę. Początkowo zdziwiła mnie mała objętość powieści i zaczęłam nawet zastanawiać się, czy tyle stron wystarczy na porządne rozwinięcie historii w skrócie zarysowanej na tylnej okładce. Tak jak w ostatnio komentowanej przeze mnie książce Liane Moriarty, w "Fartownym pechu" mamy 3 głównych bohaterów i sporo się dzieje. Jednak moje obawy dość szybko zostały rozwiane. Gdyby ta książka była dłuższa, to mogłaby zrobić się nudna, a tak jest w sam raz. 

Dzięki wprowadzeniu humoru, temat stał się niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze. Czyta się bardzo dobrze i po prostu nie mam się do czego przyczepić. Od pierwszych stron nie mogłam przestać się śmiać. Później było trochę mniej śmiesznie, ale nie ma się co dziwić - żarty na bok, kiedy tyle zaczyna się dziać. 

Mamy miasto i wieś, bez przerwy rywalizujące ze sobą o teren i wpływy grupy przestępcze, policjantów nieudaczników i polsko-włoskiego pana od brudnych robót, który pewnych zasad nigdy nie łamie. Na wsi jest pensjonat, a mieszkańcy Paszcz.. Kto nie ma takich sąsiadów? Bohaterowie tej książki to prawdziwe okazy, ale wcale nie tak inne od prawdziwych ludzi. Teściowa bijąca synową, rzekomo czarownicę i klnąca przy tym bez umiaru czy "pisarz", który swój pierwszy krok na wsi postawił prosto w krowi placek - nawet scenarzyści "Rancza" lepiej by tego nie wymyślili. I jeszcze ten sierotowaty półświatek przestępczy. 

"Fartowny pech" to kolejna książka autorstwa młodej polskiej pisarki, która skutecznie mnie przekonała, że warto jednak sięgać po twórczość rodzimych autorów. Wbrew temu, co przeczytałam gdzieś w internetach, ta książka Oldze Rudnickiej zdecydowanie się udała. Zaciekawiła mnie jej twórczość, choć do grona oddanych fanów kryminałów nie należę. Choć szczególnie kusi mnie "Czy ten rudy kot to pies", to jednak zabiorę się za nią dopiero po lekturze "Martwego jeziora", które ją poprzedza.

Zabawna, lekka, dobrze napisana.

Ocena: 8/10

Wydawca: Prószyński i S-ka
Premiera: 10.06.14
Strony: 304

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz