czwartek, 26 czerwca 2014

Jonas Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"

Książka Jonasa Jonassona to jedna z tych pozycji, które chodziły za mną przez dłuuugi czas, lecz przy każdym spotkaniu w księgarni im się opierałam. W końcu nie miałam innego wyjścia, jak tylko poddać się i ją kupić. Tę wytropiłam w Empiku jakiś czas po premierze - stała sobie ładnie wyeksponowana i przyciągała barwną okładką i przewrotnym tytułem. Brałam do łapek, oglądałam, czytałam opis, po czym odkładałam z powrotem na półkę. Raz, drugi, trzeci.. Moje podchody do niej trwały dobre dwa lata, aż natrafiłam na nią w Biedronce i już nie potrafiłam sobie odmówić.

Oczywiście książka musiała odstać swoje na półce, dopiero niesamowicie nachalna promocja związana z premierą filmu sprawiła, że zechciałam zabrać się za nią - dla mojej egoistycznej satysfakcji, że udało mi się najpierw przeczytać książkę - gdyby kiedyś zaszła potrzeba obejrzenia filmu na jej podstawie.

Stulatek w towarzystwie ładnych kwiatuszków..

Ta książka to trwająca sto lat podróż w czasie, rozciągnięta na dwa stulecia. W tle ważne wydarzenia historyczne i znane wszystkim postacie. Mamy zdarzenia bieżące oraz powrót do barwnej przeszłości obecnie już stuletniego dowcipnisia, który jest głównym bohaterem powieści ''Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął''. Dodajmy do tego dynamit, przymusową sterylizację, ''obszczykapcie'' (które rozbawiły mnie do łez), 50 milionów koron szwedzkich, małe miasteczka - takie same w każdym zakątku świata - i mamy mieszankę bardzo wybuchową. Więcej chyba nie dodam, żeby nie psuć niespodzianki. Chociaż jest jeszcze jedna rzecz, która jest bardzo istotna - jak na stulatka, Allan wciąż nie potrafi sobie odmówić alkoholu. 

Książka przezabawna, ale na pewno nie głupia - powinna przypaść do gustu fanom ''Trafnego wyboru'' J.K. Rowling, o którym od razu pomyślałam, po zaledwie kilkunastu stronach. Z jednej strony mamy prawdziwe wydarzenia historyczne (takie jak na przykład konstrukcja pierwszej bomby atomowej przez Roberta Oppenheimera), a z drugiej fikcję, która ma na celu trochę podkolorować światową historię - czyli i fani ''Krawcowej z Madrytu'' autorstwa Marii Dueñas znajdą tu coś dla siebie. Mamy tajemnicze zniknięcie (a raczej wiele zniknięć), śledztwo policyjne, prawdziwych zbrodniarzy i kryminalistów oraz całą masę zwykłych krętaczy  i kombinatorów, a po środku sympatyczny i nieco zwariowany starszy pan.

29 rozdziałów, w których przeplatają się wydarzenia z teraźniejszości, ze zdarzeniami, które miały miejsce od narodzin Allana, aż do chwili obecnej. Taki układ dobrze się tu sprawdza, bo odpowiednio buduje nastrój i sprawia, że chcemy czytać dalej, żeby szybciej dowiedzieć się, co stanie się później. I czyta się to naprawdę przyjemnie - trochę podkolorowanej fikcją historii XX wieku i szczegółowo opisana ostatnia wycieczka człowieka, którego życie nosiło od jednego do drugiego kontynentu.

Czasem niespodziewane sploty wydarzeń sprawiają, że nie chce się wierzyć jak coś takiego mogło się wydarzyć. Ale wszystko jest jak najbardziej spójne, nie widać tam dziur logicznych, a jedyne błędy popełnione zostały wielokrotnie nie przez autora, lecz przez bohaterów, których wykreował. Komisarz policji, który czasem jest do przodu, czasem do tyłu ze swoim śledztwem, gangsterzy-fajtłapy i stuletni szczęściarz, który niezliczoną ilość razy wymknął się z rąk Kostuchy i nawet w wieku stu lat nie wydaje się zwalniać tempa; przygód wciąż ma całe mnóstwo. Może tylko trochę bolą go kolana, ale to nie przeszkadza mu wyruszyć w podróż po całej Szwecji w doborowym towarzystwie ''złodziejaszka, właściciela małej gastronomii i baby'' (s. 208).

Choć wielce nieprawdopodobnym wydaje się, żeby w prawdziwym świecie, gangster roszczący sobie prawo do kilkudziesięciu milionów koron, w ramach wdzięczności za uratowanie życia (które prawie stracił z rąk tych samych ludzi), wybaczył im kompletnie obcym osobom ich postępowanie i zrzekł się całej, jakże imponującej kwoty, to jednak jest to książka, w której takich zaskakujących zwrotów akcji znajdziemy całe mnóstwo i nie gryzie nas tak bardzo zachowanie tej postaci.

Problem, a właściwie nie problem - masa, maaaasa nazw szwedzkich miast i miejscowości, w których czasem można było się pogubić.

Wieczorem herbatka do książki,
oczywiście w pasującym kolorystycznie kubku. :)

Podsumowując, "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" to lekka i wciągająca książka, którą całkiem szybko się czyta, a do tego wiele razy jest w stanie czytelnika rozśmieszyć. Ocena: zasłużone 8/10 - za to, że w taki sprawny sposób Jonasowi Jonassonowi udało się połączyć ze sobą sto lat historii przy pomocy jednej postaci. Co z tego, że Allan Karlosson ma tyle przygód za jednego życia, że wydaje się to aż nieprawdopodobne? Taki był zapewne cel książki i został on osiągnięty - przy "Stulatku.." na pewno można wypocząć.

Wydawca: Świat Książki
Premiera: 25.01.12
Strony: 416

8 komentarzy:

  1. Sto lat zabieram się za "Stulatka..." :) Muszę koniecznie nadrobić, szczególnie, ze autor "po sasiedzku". "Krawcowa z Madrytu" też bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kilka lat pod rząd byłam latem w Szwecji, więc miło było wrócić do tego kraju, choćby przez książkę. :)

      Usuń
  2. Dostałam ją w kwietniu i czeka na swoją kolej. Pewnie awansuje na liście książek do przeczytania bo skutecznie mnie zachęciłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że udało mi się Cię zachęcić do czytania. :)

      Usuń
  3. Mam wprawdzie co czytać jeszcze na najbliższe 2 miesiące, ale jakby wpadła mi w ręce ta książka to bardzo chętnie bym przeczytała ponad programowo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam ostatnio stosik "Stulatków" w tej starej, znaczkowej szacie graficznej w księgarni ŚK, pewnie też po niskiej cenie. W każdym razie polecam z czystym sumieniem :)

      Usuń
  4. A ja nie dałam rady przez to przebrnąć :) Nie moja bajka. Nie bawiło mnie, tylko męczyło. Z ulgą porzuciłam lekturę :) Ja chyba nie jestem stworzona do lekkich lektur ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do niektórych też nie mam cierpliwości, ale wtedy chyba byłam w potrzebie czegoś odmóżdżającego :)

      Usuń