wtorek, 17 czerwca 2014

Jhumpa Lahiri "Imiennik"

„Imiennik” nie należy do grupy tak lubianych przez czytelników powieści obfitujących w elektryzujące zwroty akcji, ze skomplikowaną fabułą. Jest to prosta opowieść o wielopokoleniowej rodzinie z tradycjami, żyjącej na dwóch kontynentach, jednocześnie należącej i nienależącej do obydwu tych tak znacznie różniących się od siebie światów. Nie zmienia to jednak faktu, że jest piękna i czyta się ją niezwykle przyjemnie.

Mimo to, zdecydowanie nie nadaje się ona do odpoczynku, dlatego nie polecam jej na typowe „odmóżdżenie” po ciężkim tygodniu. Mimo małej objętości (zaledwie 240 stron) mieści w sobie tyle treści i ma tak silny przekaz, że każde niemal zdanie daje nam do myślenia. Przeliczyłam się, myśląc, że załatwię ją w jedno popołudnie. Spędziłam z nią trzy dni i za każdym razem, kiedy odkładałam tą książkę, czułam się zadowolona, ale też bardzo wyczerpana psychicznie. Historia wcale nie jest cukierkowa, choć miłość odgrywa w niej bardzo dużą rolę.

Boleję nad tą filmową okładką i na film raczej się nie skuszę..

Książka zaczyna się jako opowieść o rodzinie z Indii, która próbuje znaleźć w Ameryce swój drugi dom. O mężczyźnie, który czuje się szczęśliwy poza granicami swojej ojczyzny i kobiecie, dla której opuszczenie rodzinnego domu i wyprawa na inny kontynent jest niczym najgorsza kara. W tle tradycyjne zaaranżowane małżeństwo tak charakterystyczne dla Bengalczyków. Wkrótce w ich świecie pojawia się dziecko. Urodzony w Stanach Zjednoczonych chłopiec jest typowym przedstawicielem grupy kulturowych hybryd. 
Ashoke i Ashima przez większość życia wydają się być pod wpływem kulturowego szoku, jakiego doznali lata wcześniej osiedlając się w Massachusetts. Oderwani od swojej ojczyzny, rodziny, tradycji, kultury i języka, nawet po latach nie są w stanie do końca pogodzić się z przemianami, jakie wymusza na nich ich, jak sami o nim mówią, ich drugie życie. Ale czy tak pozostanie już do końca?

Ashima jest typową kobietą z lat 60. - wykształconą kurą domową. Studia były jednym z jej panieńskich atutów dzięki którym została „sprzedana” jako żona dla Ashoki. Później, lata nauki stają się nieistotne, zupełnie jak główna bohaterka „Pani Bovary” Gustave’a Flauberta, zostaje zamknięta w czterech ścianach z mężem, który jest jej całkiem obcy i dzieckiem, którym jednak jest zmuszona zajmować się sama. Ale tu kończą się podobieństwa między Ashimą Gangul i Emmą Bovary. Wkrótce okazuje się, że rola matki pochłania ją do końca i jej życie okazuje się nie do końca tak złe jak wcześniej myślała. Przeprowadzka pod Cambridge pogarsza jednak sytuację i kobieta emocjonalnie wraca do punktu wyjścia, znów jest tak samo zagubiona.

Po paru latach w rodzinie pojawia się Sonia. To dla swoich dorastających dzieci rodzice w końcu, lecz bardzo niechętnie, poddają się kulturowej przemianie, w pewnym sensie akceptując swoją amerykańską część duszy. Dorastający Gogol przeżywa nie tylko okres typowego młodzieńczego buntu. Jest to także czas, kiedy musi zdecydować, kim chce być. Z rosyjskobrzmiącym imieniem i hinduskim nazwiskiem, nie potrafi odnaleźć swojego miejsca w kraju, który jest jego ojczyzną, gdzie się urodził. 

Książka zawiera przemyślenia i rodziców i dzieci, jednak postacią, która zdecydowanie wysuwa się na przód jest Gogol. Chłopak wręcz z buntowniczym zawzięciem opiera się wszelkim próbom swoich rodziców, które mają na celu rozwinięcie u niego poczucia związku z Indiami. Jednak dla niego nawet najmniej istotny aspekt życia, który sprawia, że odstaje on od swoich amerykańskich rówieśników odczuwa jako życiową porażkę. Zadania nie ułatwiają mu jego rodzice, którzy za wszelką cenę starają się utrzymać w nim cząstkę Indii zapisując go na zajęcia z języka i historii tego kraju. Kiedy rodzina wybiera się na parę miesięcy do Indii, rodzice czują się tam jak nowo narodzeni, a z kolei dla dzieci jest to przygnębiające doświadczenie. Czują się jak w potrzasku w tym zupełnie obcym dla nich miejscu, z którym nie czują żadnego związku emocjonalnego.

Jako nastolatka, Gogola pociąga zachodni styl życia; jest wielkim fanem Beatlesów, najchętniej jadłby tylko amerykańskie potrawy - ma jednocześnie poczucie, że jego hinduskie korzenie są tylko zbędnym ciężarem i przeszkodą w osiągnięciu pełni szczęścia jako obywatel Stanów Zjednoczonych. Z kolei dla rodziców najważniejszą oznaką opierania się asymilacji jest utrzymywanie kontaktów z innymi osiedlonymi w Stanach Zjednoczonych rodzinami bengalskimi, co wyśmiewa Gogol, nie mogąc zrozumieć dlaczego jego rodzice dobierają sobie znajomych biorąc pod uwagę kryterium pochodzenia, a nie fakt, że znajdują ze sobą wspólny język i się lubią.

Akcja „Imiennika” toczy się w okresie 1968-2000. Jest to niezwykła podróż w czasie, podczas której odkrywamy jak dla tych ludzi wygląda świat, jak próbują dostosować się do nowego miejsca - zarówno rodzice Gogola jak i on sam mają przed sobą trudne zadanie. Czy są Bengalczykami czy Amerykanami? A może tym i tym? 

Jest jeden cytat, który moim zdaniem w najbardziej trafny sposób określa życie Bengalczyków w Stanach  i brzmi następująco:  
Bo do Ashimy zaczyna powoli docierać, że bycie cudzoziemką przypomina swego rodzaju trwającą całe życie ciążę - wieczne oczekiwanie, stałe brzemię, ciągłe poczucie własnej odmienności. s. 48

Z początku bardzo nużące wydawały mi się fragmenty o wypadku Ashokego i o jego nieco przesadzonym przywiązaniu do książki Mikołaja Gogola, ale po skończeniu książki z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że się myliłam, cofam moje słowa. Te fragmenty były wręcz najistotniejsze dla całej książki. Problemy z imieniem, które ciągną się już od pierwszych stron książki są tylko tło dla niezwykle skomplikowanych relacji między członkami rodziny, między dwoma kulturami i problemami przynależności do określonego miejsca. Co tak naprawdę możemy nazwać swoją ojczyzną? Jak długo będziemy musieli przyzwyczajać się do nowej sytuacji, zanim poczujemy znajomą z rodzinnego domu wygodę i poczucie bezpieczeństwa wynikające z naszej przynależności do tej konkretnej grupy ludzi czy zakątka na świecie? 

Duży plus za wyjaśnienia indyjskich nazw związanych z kulturą tego kraju. W książce pojawia się niezliczona ilość potraw, więc do niej lepiej przygotować sobie coś do przegryzania, bo aż człowiek robi się głodny na myśl o tych wszystkich pysznościach, które tam przygotowują i jedzą.

Co prawda gardzę okładkami filmowymi, ale stojąc nad nią w antykwariacie nie mogłam się oprzeć, szczególnie, że tak bardzo czekam na polski przekład ''The Lowland'' nominowanej w tym roku do nagrody Baileys Women's Prize for Fiction (dawnej Orange Prize). Książka jest z antykwariatu, bo niestety obydwa wydania (z filmową i zwykłą okładką z roku 2006) mają wyczerpany nakład. Oczywiście czuję się teraz w obowiązku przeczytać ''Tłumacza chorób'', za który to zbiór opowiadań autorka otrzymała Nagrodę Pulitzera. Jhumpa Lahiri właśnie trafiła na moją listę pisarek, którymi warto się zainteresować i bliżej poznać ich twórczość. Następną z tej grupy, o której z pewnością wkrótce napiszę, jest Chimamanda Ngozi Adichie.

Ocena: 9/10 - bardzo według mnie zasłużona. W ogóle jestem zdziwiona tymi niskimi ocenami na LubimyCzytać (ledwie ponad 6,5 - czyli raczej średnia książka). Użytkownicy Goodreads przyznali jej prawie 8 gwiazdek, po przeliczeniu na ten system oceniania stosowany na LC. Co sprawia, że polscy czytelnicy tak jej nie doceniają? Według mnie jest to pozycja warta uwagi.

Wydawca: Prószyński i S-ka
Premiera: 2.10.07
Strony: 240

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz