piątek, 13 czerwca 2014

"Dziewczyny z Powstania" a "Dziewczyny wojenne"

Dwie niby podobne książki, a okazały się całkiem inne

Wspomnienia z okresu II wojny światowej są dla mnie jednym z najlepszych tematów książkowych. Mam nawet w domu osobną mini-półeczkę wojenną z "Dziennikiem" Anny Frank na czele. Szczególnie w liceum polowałam na podobne wydawnictwa. Po maturach (ustny polski o małych bohaterach wojennych) postanowiłam zrobić sobie przerwę, bo jednak czytanie ciągiem relacji naocznych świadków tych tragicznych wydarzeń może stać się przytłaczające. Jeszcze w liceum zaczęłam czytywać Jodi Picoult, więc całkiem przerzuciłam się na fikcję, choć nie jest to zdecydowanie lekka literatura w stylu "Dziennika Bridget Jones". ..i znów odchodzę od tematu. Jak zawsze, tu coś sobie przypomnę, tam coś i robi się kilometrowy post. Dzisiaj szybko, bo książka czeka!!

W każdym razie do książek wojennych sentyment mi pozostał. Najpierw, tuż po premierze, zaczaiłam się bardzo na "Dziewczyny wojenne" autorstwa Łukasza Modelskiego. Ale jak to z wieloma książkami bywa - mimo wielkich chęci, w końcu jej nie kupiłam. Dopiero w grudniu 2013, podczas zakupów urodzinowych i przedświątecznych z mamą, znalazłyśmy tą książkę całkiem przypadkiem (a może nie do końca przypadkiem - nigdy nie mogę sobie odmówić stoiska książkowego, nawet w supermarkecie) w Biedronce. 20 złotych? NASZA! Tyle miałam na głowie, że najpierw czytała ją moja mama, później o niej zapomniałam - do Łodzi pojechałam po świętach bez niej i chyba dopiero po feriach ją przywiozłam. Ale to jeszcze nie był jej czas, czekała cierpliwie na półce.

Przyszedł maj, okolice Dnia Matki, pełno konkursów a ja w stanie bankructwa. I wtedy odkryłam, że przy odrobinie szczęścia można coś dostać całkiem za darmo. I trafiło się - konkurs organizowany przez profil "Dziewczyny z Powstania", reklamowany na fejsbukowej stronie wydawnictwa Znak. I wtedy też w ogóle odkryłam tą książkę - szybko przeczytałam opis, bo od razu przypomniała mi się książka Modelskiego. CHCĘ! No to szybko, zgłaszam się.. i moją odpowiedź wybrała sama autorka książki - Anna Herbich.

Tydzień później książeczka była już moja i wtedy, nie zważając na naukę i inne książki do czytania - usiadłam i się zaczytałam. I tak, od pierwszych stron, na przemian - wzruszenie i radość. Przepiękne historie opowiedziane w prosty, ale bardzo przemyślany sposób. Tak różne kobiety, ale każda wykazała się nadzwyczajną siłą psychiczną, czasem też fizyczną. Nieważne czy matka, czy sanitariuszka, czy posłaniec - te kobiety zrobiły co w ich mocy, żeby pomóc tym, którzy ich potrzebowali. I za to są w takim samym stopniu bohaterkami, jak wszyscy ci mężczyźni, którzy walczyli w Powstaniu Warszawskim razem z nimi.

Pozwoliłam sobie skraść swoją własną opinię z serwisu LubimyCzytać, bo lepiej nie będę w stanie teraz jej opisać. Później była przerwa, bo przecież czekała na mnie już Diane Chamberlain. Ale wróciłam zaraz do klimatów wojennych, zabierając się za czytanie książki Łukasza Modelskiego. I tu klops - a tak wielkie nadzieje wiązałam z tą pozycją. Książkę Anny Herbich dosłownie połknęłam - tak płynnie była napisana.

W pewnym sensie "Dziewczyny wojenne" to dla mnie wielkie rozczarowanie. O ile początkowe trudy tłumaczyłam sobie zmęczeniem (mam tendencję do zaczynania książek w nocy, tuż przed spaniem), w dalszym ciągu z wielkim entuzjazmem oczekiwałam powrotu do czytania następnego dnia. Jednak wcale się nie poprawiło. Chwilowo czytało się lepiej, ale ciągle się gubiłam w postaciach - o ile u Anny Herbich opowieści były w jakiś sposób uporządkowane i łatwo się je czytało, tak tu miałam wrażenie, że ktoś wsadził mnie w głowy opowiadających. Nie przeszkadza mi forma książki, gdzie język mówiony staje się językiem pisanym, jednak te dodatkowe uwagi autora pisane inną czcionką czasem służyły wyjaśnieniom, czasem dodawały informacji - ale jednak trudno było się połapać, jeśli nie znało się bardzo dokładnie całych historii. Czasem tu urywek jednej opowieści, tam drugiej.. Wszystko się ze sobą przeplatało, ale bardzo brakowało mi jakiegoś uporządkowania tego wszystkiego. Temat świetny, wiele można się dowiedzieć, ale bałagan straszny i to mnie bardzo zniechęciło do lektury. Tym bardziej, że tak bardzo na nią czekałam i nie mogłam się doczekać, aż ją przeczytam.

Niezaprzeczalnie jest ona jednak ważna, bo mało się pisze o kobietach biorących udział w wojnie, jakby one tylko siedziały w piwnicach zaszywając przy świeczce dziurawe skarpety. Ale i tak nie przeboleję szybko faktu, że liczyłam na coś dużo bardziej spójnego.


Anna Herbich "Dziewczyny z Powstania"
Wydawca: Znak Horyzont
Premiera: 19.05.14
Strony: 320
Ocena: 10/10

Łukasz Modelski "Dziewczyny wojenne"
Wydawca: Znak
Premiera: 16.09.11
Strony: 300
Ocena: 7/10

2 komentarze:

  1. Obie książki czekają na półce, obok "Dzięki miłości", również pozostajacym w klimacie wojny. Do kolekcji kupiłam jeszcze "Dziewczyny atomowe". Ja też uwielbiam książki związane z II wojną światową, ale wstyd sie przyznać, nie czytałam "Dziennika" Anny Frank, choć mam książkę o książce/biografię ("Anna Frank. Dziennik. Życie. Dziedzictwo"). W planach mam też "Parabellum". Czytałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam jej, ale chętnie się za nią zabiorą, jeśli polecasz. :) "Dziewczyny atomowe" też na mnie czekają na półce. Z dzienniko-pamiętników to jeszcze "Wojna Klary" - również na mnie czeka. Z przeczytanych, bardzo wbiła mi się w pamięć "Kobieta w Berlinie" - czytałaś może którąś z nich?

      Usuń