poniedziałek, 30 czerwca 2014

Blake Crouch "Pustkowia"

Dzisiaj będzie szybko, bo jeśli choć trochę przeciągnę swoje rozmyślania o "Pustkowiach", to ten post będzie wyglądał jak babeczka z hejterskim lukrem.

Po rozczarowaniu jakim okazała się książka "Wayward Pines. Szum", o której pisałam niedawno, postanowiłam jednak się nie poddawać i dać jej autorowi szansę na naprawienie mojej opinii o jego twórczości. Padło na pierwszą powieść Blake'a Croucha, czyli "Pustkowia". Szybko okazało się, że to będzie truuuudna lektura. I bynajmniej nie dlatego, że jest jakoś szczególnie skomplikowana. Ale od początku..

Piękny kwiatuszek bez zbędnych starań przyćmił książkę.

Okładka interesująca; zachęca do otworzenia książki, więc za nią na pewno wydawnictwu należy się spory plus. Jeśli chodzi o temat, to wydaje się on ciekawy, choć nieszczególnie oryginalny. Nie jest to pierwsza książka o tym, jak ktoś zostaje wplątany i wrobiony w morderstwo, którego nie popełnił.

Nie mogę jakoś pozbierać swoich myśli, więc niech się posypią jak chcą..

Drażniła mnie z początku narracja w pierwszej osobie - Andy wydawał się nadętym bufonem, który uważa siebie za nie wiadomo kogo. W szczególności irytowało mnie jego opowiadanie o swojej karierze pisarskiej, bo brzmiało to jak przechwałki; później jakoś się do niej przyzwyczaiłam. 

Co do samej akcji książki.. Trochę takie skakanie po gorącym asfalcie, niezbyt się wszystko lepiło ze sobą; miałam chwilami wrażenie, że z książki wycięto rozdziały, które nadawałyby spójności całej opowieści. Były momenty, kiedy wcale nie byłam ciekawa co się dalej stanie, nudziło mnie czytanie i miałam wręcz problem ze zmuszeniem się do skończenia tej powieści. Jak na thriller trochę brakowało emocji, napięcia wręcz żadnego nie odczuwałam. Te irytujące łzawe momenty między Andrew i Walterem (bez dodatkowych opisów odczuć i nastroju, jakby nagle z ich oczu tryskały łzy, towarzyszące dramatycznym wyznaniom) ostatecznie uprzedziły mnie do twórczości tego autora.

Blake Crouch raczej nie przypadł mi do gustu i postanawiam więcej nie marnować na niego swoich pieniędzy. Szczególnie, że podobne odczucia towarzyszyły mi czytając zarówno pierwszą, jak i jedną z ostatnich książek jego autorstwa. O ile w "Wayward.." udało mi się nawet wciągnąć, tak z "Pustkowiami" miałam poważny problem - zupełnie do mnie nie przemawiała. 

Pierwsza książka, każdy wie jaka jest - pierwsza. Ale to nie znaczy, że ma być kiepska. Dlatego tym bardziej dziwi mnie fakt, że ten pisarz ma za sobą już całkiem długą listę wydanych książek. Ale może ja po prostu się nie znam, skoro ktoś go ciągle chce wydawać i jego twórczość trafia do czytelników. Dla mnie w każdym razie nie zasługuje na na ocenę wyższą niż 5/10

Wydawca: Replika
Premiera: 4.2011
Strony: 304

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz